|
|
|
Zakon Krańca Świata, t.2 Maja Lidia Kossakowska
|
 |
|
| data wydania: |
sierpień 2006 |
| ISBN-10: |
83-60505-02-0 |
| ISBN-13: |
978-83-60505-02-1 |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
424 |
| oprawa: |
miękka |
| seria: |
Bestsellery polskiej fantastyki |
| zamów: |
|
| zamów: |
|
| zamów: |
|
|
|
Lars Bergerson jest Grabieżcą u szczytu sławy i możliwości, swobodnie poruszającym się między wymiarami, jednak nic nie trwa wiecznie. Tym razem szczęście opuszcza Berga, a życie dość mocno komplikuje się przez tajemnicze Drzewo, które go wzywa. I jest jeszcze Zakon Krańca Świata... Bohater staje się marionetką w sieci mocy, której nie potrafi ogarnąć umysłem, a prawda, która czeka na krańcu świata, jest porażająca...
W poszukiwaniu Zakonu, Berg spotka różne charaktery, najczęściej te urodzone pod ciemną gwiazdą. Chyba nikt nie chciałby, jak Lars, stanąć na drodze morderczej ćmie, której śmiercionośne skrzydła zakończone kolczastymi ostrzami zmieniają ludzkie ciało w poszatkowane mięso... Na szczęście w tym mrocznym i postapokaliptycznym świecie, pojawi się też odrobina dobra.
Autorka z gracją utkała napięcie i nastrój wszechogarniającego zagrożenia. Akcja raz wpędzona w ruch, nie daje się zatrzymać i pędzi niczym Berg na swoim dwukołowym Achillesie.
Kossakowska wykreowała świat, który zarówno odrzuca swą bezwzględnością i brzydotą, jak i przyciąga z ogromną siłą. Po przeczytaniu powieści na długo nie będziecie ani chcieli ani mogli go opuścić.
|
 |
|
|
 |
| : Lizbeth
|
|
|
Światło, widoczne w szczelinie zamkniętych drzwi, przypominało fosforyzujący sznurek. Berg zatrzymał się i potarł w zamyśleniu policzek. Kiedy wychodził do szopy, było jeszcze jasno, więc z pewnością nie zostawił zapalonej lampy. Ostrożnie nacisnął klamkę.
– Witaj, Berg. Myślałam, że się nie doczekam – powiedziała Lizbeth głębokim, gardłowym głosem. Przywodził na myśl dojrzały owoc zanurzony w miodzie. Ilekroć Lars słyszał kochankę burmistrza przemawiającą w ten sposób, miał przed oczami wielkie złociste morele, ociekające lepką słodyczą.
Zawahał się i zamarł w progu. Pokój, oświetlony mnóstwem grubych woskowych świec, wyglądał jak kaplica. Osobliwa kaplica, bo na zastawionym licznymi srebrami i kryształami stole siedziała Lizbeth, wyciągając przed siebie długie jak autostrada nogi opięte prawdziwymi koronkowymi pończochami. Cieniutka czerwona sukienka była tak obcisła, że wydawała się namalowana na pięknym, smukłym ciele kobiety.
Żeby się odezwać, Berg musiał najpierw przełknąć ślinę, bo gardło zrobiło się nagle wyschnięte na wiór.
– Miło, że Zeke chce się podzielić tym, co ma najlepszego, ale dzięki – powiedział. – Jutro wyjeżdżam i nie chciałbym nadużywać jego gościnności.
Zaśmiała się cicho i zsunęła ze stołu. Obcasy zastukały o deski podłogi, a Berg po raz kolejny zdziwił się, jak wysoka jest kochanka burmistrza. Przy tej ogromnej niczym Walkiria blondynce Zeke wyglądał wyjątkowo pokracznie.
– Nie wyobrażaj sobie za dużo, Berg. – Uśmiechnęła się serdecznie. – To tylko pożegnalna kolacja. Zeke chce, żebyś przyjemnie wspomniał pobyt u nas. Usiądź, pewnie jesteś głodny. Niestety, Zeke nie może przyjść. Jako burmistrz ma wiele obowiązków. Nawet po zmroku. Ale ja dotrzymam ci towarzystwa. Żebyś się nie nudził.
Jeszcze jeden olśniewający uśmiech i mnóstwo chłodu w niebieskich, czystych jak szkło oczach.
Berg poczuł nagłe ukłucie niepokoju. Coś nie jest w porządku, pomyślał. Albo ta mała gnida Zeke oszalała, albo planuje coś paskudnego. Tylko co? Lizbeth ma mnie otruć, zadusić czy zasztyletować? Opanuj się, Bergerson. To nie przedstawienie kukiełkowe o rozgrywkach gangów pasterzy. Jesteś w zapadłej dziurze na prowincji, gdzie nikt nie rozumie znaczenia słowa „intryga”.
Wszedł do środka i zamknął drzwi. Lizbeth sięgnęła po wysokie kryształowe kieliszki.
|
|
|
 |
| Rafał Śliwiak: Wirtualna Polska
|
|
Kossakowska w swojej prozie w równym stopniu skupia się na przygodowej akcji, co na relacjach międzyludzkich. Słusznie bowiem zakłada, że to właśnie te – często niedocenianie przez autorów fantastyki – relacje są siła sprawczą wydarzeń, napędzają akcję, nadają sens przygodzie. Symboliczna wędrówka Larsa na kraniec świata jest w rzeczywistości także wędrówką w głąb samego siebie. Prowadzi do poznania ukrytych lęków, pragnień, uczuć, talentów i możliwości. Wiedzie do dojrzałości, wyzwolenia się od bagażu przeszłości i obaw o przyszłość. Ma także wymiar metafizyczny – prowadzi bowiem ku przebudzeniu, oświeceniu, uświadomieniu sobie wspólnoty z bóstwem i zjednoczeniu z nim. W tym względzie Zakon Krańca Świata nawiązuje do najlepszych wzorców archetypicznej fantasy. W przeciwieństwie do monumentalnych sag z dziesiątkami bohaterów, jest jednak opowieścią kameralną, rozgrywaną na kilka kluczowych postaci.
|
|
| Agnieszka Brodzik: Carpe Noctem
|
|
Na końcu recenzji pierwszej części zastanawiałam się, czy będę mogła powtórzyć tamte miłe słowa przy recenzji drugiego tomu. Muszę przyznać, że wszelkie wątpliwości opuściły mnie już po kilku stronach. O ile w pierwszej części "Zakonu Krańca Świata" było wielu ciekawych bohaterów, sporo szybkiej akcji i niezwykłych miejsc, o tyle w drugiej postaci są jeszcze bardziej interesujace, wir wydarzeń niesamowicie wciąga czytelnika, a nakreślony z rozmachem świat zapiera dech w piersiach. Kossakowska stworzyła wspaniałe dzieło, które trudno z czymkolwiek porównać. W jej wizji wszystko wydaje się być starannie przemyślane i dopracowane w najmniejszych szczegółach. Niektóre sceny mogą sprawić że poczujemy gęsią skórkę lub przynajmniej ten szczególny rodzaj związanego z lekturą niepokoju, który my, fani literatury grozy, tak bardzo lubimy. Rzadko zdarza się, bym tak bardzo przejmowała się losem bohaterów książki, którą właśnie czytam, a wizja przedstawionego świata wzbudziła we mnie aż takie zainteresowanie. Zazwyczaj trudno jest mi skupić się przy szczegółowych i często nadmiernie poetyckich opisach, ale przy lekturze książki Mai Lidii Kossakowskiej moje myśli nie ulatywały nawet na chwilę.
|
|
| Joanna Kończak: Terra Fantastica
|
|
|
Książka jest atrakcyjna już jako sama opowieść drogi. Kossakowska wprowadza tyle intrygujących postaci (nawet w epizodach), że nie można się nudzić. Tym bardziej, że nie brakuje też zwrotów akcji i zaskakujących zwodów. A fabuła pędzi od samego początku, nie ma przydługich wstępów, stopniowego budowania napięcia. Już pierwszy epizod robi wrażenie. Potem jest nie mniej ciekawie.
|
|
| Jakub Winiarski: Nowa Fantastyka, nr 11, listopad 2006
|
|
Nie tak dawno domagałem się szybkiej kontynuacji przygód Larsa Bergersona i oto wreszcie bohater wrócił do akcji. Stało się, dzieło zostało skończone. Moc kosmicznego Drzewa nie przestała wzywać Bergersona, a on nie mógł się oprzeć temu wezwaniu, ponieważ nikt nie może się mu oprzeć. Jednak każdy, kto myśli, że bycie Wybrańcem Drzewa dla tak utalentowanego Grabieżcy jak Bergerson to bułka z masłem, szybko zrewiduje swoje poglądy po lekturze drugiego tomu „Zakonu...” To dobra proza – wciągająca, misterna, dowcipna, a przede wszystkim inteligentna i poruszająca. Akcji i przygód jest tu tyle co trzeba. Perypetie opowiedziane zostały plastycznym, bujnym i miejscami prawdziwie poetyckim językiem. Zaś bohaterowie, nawet ci najwredniejsi, dają się lubić. W zasadzie to książka idealna.
|
|
| JeRzy: Gram.pl
|
|
|
Maja Lidia Kossakowska znakomicie łączy metafizykę z wartką akcją, czego dowód dała w swym wcześniejszym cyklu o aniołach ("Obrońcy Królestwa", "Siewca Wiatru"). Jej "Zakon Krańca Świata" imponuje przede wszystkim oryginalnym i odważnym pomysłem na świat, ale uznanie należy się także za wiele innych elementów - między innymi za galerię barwnych i niejednoznacznych postaci, jak Angelos, Tyllo, czy burmistrz Zeke.
|
|
| Karolina Wiśniewska: Fahrenheit
|
|
Każdy miewa swoich literackich idoli wśród bohaterów książek. Zmieniają się, oczywiście. Nie sposób kochać wciąż tej samej postaci przez lata. Dla mnie takim idolem stał się Lars Berg Bergerson z dwutomowej powieści Mai Lidii Kossakowskiej „Zakon Krańca świata”.
Miałam nosa i do ostatniej chwili wstrzymywałam się z czytaniem tomu pierwszego. Odczekałam, aż w moich rękach będzie całość. Wiele mnie kosztowało, żeby nie czytać streszczeń czy forumowych dyskusji, nie domagać się wyjaśniania rzeczy dla mnie niejasnych. Nie chciałam psuć sobie przyjemności. Opłaciło się! Warto było czekać ponad rok.
|
|
| Michał ''Walu de Rive'' Walek: Elkander
|
|
|
Czytelnik najnowszej książki Kossakowskiej na brak wrażeń narzekać nie może. Od samego początku akcja pędzi z kopyta i trzyma w napięciu do samego końca. Mimo tego że raczej nie uświadczysz tu pojedynków na miecze czy ogniste kule, o strzelaninach nie wspominając, książkę czyta się naprawdę szybko i nie zauważysz nawet, gdy niepostrzeżenie będziesz mieć za sobą te przeszło 400 stron. Warto dodać, że nie traci na tym język powieści, wciąż piękny i pozbawiony przeróżnych kwiatków, które powodują u czytelnika odruchy wymiotne. Ale w końcu do tego autorka nas przyzwyczaiła i nikt chyba nie spodziewał się, żeby sprawiła nam niemiłą niespodziankę.
|
|
| Monika Frenkiel: Czytelnia Onet
|
|
|
Niezwykła wyobraźnia i talent do kreowania fantastycznych światów - to niewątpliwe talenty Mai Lidii Kossakowskiej. Pisarki, którą poznaliśmy dzięki jej opowiadaniom i powieściom „angelologicznym” - czyli o aniołach. Tym razem jednak osoba, którą przywykłam już uważać za pierwszą damę polskiej fantastyki ( znając autorkę, bardzo by się z tego uśmiała) zerwała z aniołami, chociaż pozostała przy równoległych, istniejących na wielu poziomach umysłu światach.
|
|
| Wojciech „Wojecho” Olejnik: Valkiria
|
|
|
Już od początku, podobnie jak było w przypadku pierwszego tomu, treść wciąga. Książkę czyta się ze sporym zainteresowaniem, z zapartym tchem, wręcz chłonąc losy poszczególnych postaci. Dowiadujemy się o dalszych losach Larsa Bergersona, od momentu opuszczenia jego rodzinnego miasta i wyruszenia w długą podróż w odpowiedzi na zew tajemniczego "drzewa". W drugim tomie poznajemy też odpowiedzi na większość z pytań nasuwających się po części pierwszej -czym jest i jakie są zadania tytułowego Zakonu, czym jest owo mistyczne "drzewo", kim jest "wróżka o turkusowych włosach" o imieniu Angelos (swoją drogą, jedna z ciekawszych postaci), co tak naprawdę stało się z Jonasem Arvanim i żoną Berga – Avą… Berg na swej drodze spotyka zarówno sprzymierzeńców, jak i wrogów, mniej lub bardziej potężnych, a jak to zwykle u pani Kossakowskiej bywa, są to postacie rozbudowane i posiadające swe własne cele, pragnienia i potrzeby.
|
|
| Michał 'ShpaQ' Laszuk: Poltergeist
|
|
|
W pierwszym tomie autorka co i rusz bawiła się konwencją łamiąc wszelkie normy na jakich opiera się postapokaliptyczna literatura jednocześnie prezentując własny, kompletnie odmienny od innych pomysł: świat jaki znamy zniszczony przez szeroko zakrojony spisek przywódców religijnych. Tym razem, nie dość, że nie porzuciła sprawdzonych przez siebie pomysłów, to dorzuciła jeszcze kilka w interesujący sposób wkomponowując je w powieść. Opiera się ona bowiem na klasycznym toposie podróży bohatera. Da się go znaleźć niemal wszędzie: od literatury z Odyseją na czele, do filmu ze znanymi wszystkim Gwiezdnymi Wojnami. Motyw ten jest nader chętnie wykorzystywany, jednak doświadczenie mówi, że zazwyczaj mało twórczo. Kossakowska jednak wyraźnie idzie w inną stronę – po prostu pisze umiejętnie wplatając klasyczne motywy w swoje własne pomysły, co daje piorunujący efekt. Pojawia się również motyw Axis Mundi – Drzewa Świata i jego poszukiwania, ale nie tylko to. Ciężko jest przewidzieć czym autorka uraczy czytelnika na kolejnej stronie. Słowem bawi się nim raz dając, a innym razem zabierając. Nie ma chwili, w której wszystkie karty leżą odsłonięte na stole. Zawsze jest jakiś element, znak zapytania, który ma w zapasie, by trzymać czytelnika w niepewności. Nie oznacza to jednak, że odpowiedzi (jeśli się pojawią) będą podane na tacy. O nie, te często wymykają się prostym interpretacjom, burząc dotychczasowe postrzegania Zakonu Krańca Świata. Kossakowska zrezygnowała też z wielowątkowości – fabuła opiera się na podróży i liczy się nawet nie cel, tylko sama wędrówka,. Jednak podróż nie byle jaka, bo nie dość, że na sam kraniec świata, to jeszcze na krańce własnego umysłu, a wszystko to tchnie niezrównaną pomysłowością, jakiej niejeden twórca mógłby Kossakowskiej pozazdrościć.
|
|
| Maciej "Ervill" Margielski: Inny Świat
|
|
Maja Lidia Kossakowska prezentuje nam świat oryginalny o zwartej i przemyślanej fabule, który jednocześnie przyciąga, ciekawi, jak i odrzuca swym naturalizmem. Świat postapokaliptycznego upadku, w którym zło i dobro idą ze sobą ramię w ramię. Akcja, szybka i wartka od samego początku, nie zwalania już do samego końca. Zupełnie nie ma niepotrzebnych dłużyzn. A opisy pobudzają tylko wyobraźnię. Razem z Larsem przeżywamy przygody na szlaku, oraz zaskakujące i niespodziewane wydarzenia. Osoby, które napotyka są wielowymiarowie, bez względu na rolę jaką spełniają w całej opowieści. Nie brakuje tu także humoru. Cynizm Larsa bardzo często jest rozbrajający. Mój szczery śmiech wywołało porównanie placówki etnologów, żyjących gdzieś w głębokiej puszczy północy, do elfów.
|
|
|
|
|
|