|
|
|
Ruda Sfora Maja Lidia Kossakowska
|
 |
|
| data wydania: |
sierpień 2007 |
| ISBN-13: |
978-83-60505-36-6 |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
488 |
| oprawa: |
miękka |
| seria: |
Bestsellery polskiej fantastyki |
| cena: |
29.99 |
| zamów: |
|
|
|
Gdy zwycięża wiara ludzi przekonanych, że nie wierzą w nic, Ruda Sfora spopiela Świat i Zaświaty. To naznaczona rdzą zakrzepłej krwi, potężna nienawiścią i butą, maszyna do zabijania. Poprzedza ją mdły, żelazisty odór śmierci.
Widmo skazanej na przegraną wojny z Rudą Sforą zawisło właśnie nad kosmosem Jakutów. Straceńczej misji podjąć się muszą: młody szaman na kulawym, gadającym koniu, pieśniarz - wojownik ze szponem w sercu, harda półbogini i kościej - tupilak, który miał być bardzo zły...ale nie umiał.
Maja Lidia Kossakowska opowiada o ludzkiej potrzebie religii, o jasnej i mrocznej stronie woli tworzenia. Pyta: Co kret mieszkający w korzeniach modrzewia wiedzieć może o jego koronie? Pokazuje, co stanie się, gdy zapragnie on naprawić drzewo tak, by stało się samymi korzeniami dogodnymi dla kretów...
|
 |
|
|
 |
|
 |
| : Umarli wracali
|
|
|
Umarli wracali. Co do tego nie było już wątpliwości. Kitej Serken, sławny szaman i uzdrowiciel, poważnie się zaniepokoił. Starał się nie zerkać przez okno, ale i tak widział duży czarny cień majaczący między gałęziami jego szamańskiego drzewa. Kupiec Usun Achan siedział z ponurą miną na grubym konarze, jedną ręką obejmując pień. Drugą odgarniał sprzed twarzy kolorowe wstążki i brzękadła dyndające wśród listowia. Przypominał pokracznego ptaka z łysą głową i obwisłym brzuchem. Nadąsany, ubrany w odświętny, śmiertelny kożuszek, kiwał się na gałęzi niczym brzydka, rozeźlona gruszka na ustrojonej szmatkami i tasiemkami wierzbie. I mniej więcej tak samo pasował. Zdecydowanie nie powinien się tutaj znajdować. Umarł chyba ze dwa tygodnie temu, więc jego dusza już dawno winna trafić do krainy zmarłych. Ale widocznie z jakiejś przyczyny zgubiła drogę. Oczywiście, takie przypadki się zdarzały, tyle że bardzo rzadko. A nie co kilka dni. Zdecydowanie nie. Usun Achan nie był bowiem pierwszym. Przed nim wrócili już stary Omogon, zmarły poprzedniej niedzieli, Tatar Tajma, który umarł z ran po nieudanej wyprawie na niedźwiedzia, i nie wiedzieć dlaczego kupcowa Natalia Wasiliewna, żona bogacza Mochsogoła. Istna epidemia.
|
|
| : Dyraj Bogoj, władca grzmotu
|
|
|
Dyraj Bogoj lazł przez las niezgrabnie, niczym wielka, na wpół ślepa krowa. Hałas, który czynił, wybijał ze snu duchy i irytował ziemię. Nawet bagno burzyło się nieprzyjaźnie, słysząc odgłos stąpania nowego szamana. - Dojdu Iczczite nic nie przesadziła - pomyślał Ergis. - Więcej mocy można znaleźć w końskim łajnie. Może nie mam się czego bać. W duszy chłopca ocknęła się i zatliła słabym płomykiem odrobina nadziei. Ale zgasła, gdy tylko ujrzał przemykający między drzewami, drobny, skulony cień. Pachniał złem tak silnie, aż Ergis zachłysnął się oddechem. Mroczny, ciężki zapach okrucieństwa ciągnął się za wspólnikiem Bogoja na kształt całunu otulającego ożywionego nieboszczyka. Wasyl szedł śmiało, cicho i spokojnie, jakby posiadł umiejętność widzenia w ciemności. Znalazłszy się na wysokości Ergisowego modrzewia zatrzymał się nagle, nasłuchując. Obrócił ku niemu bladą plamę twarzy, wąską niczym klinga noża.
|
|
|
 |
| Jakub Winiarski : literaturajestsexy.pl
|
|
Po pierwszych kilkudziesięciu stronach czytelnik tej brawurowej prozy ma prawo być zachwycony. Pomysłowością, wiernością legendarnych realiów, fabułą. (...) Narracja prowadzona przez Kossakowską wytrzymuje, wątki elegancko zazębiają się i finalizują, a epilog wprowadza perspektywę dodatkowo wzbogacającą sens opowieści. I dlatego po lekturze ostatnich stron nie pozostaje czytelnikowi nic innego, jak trwać przez moment w zachwycie, smakować ten misterny plan, na jakim oparła swoją szamańską opowieść Kossakowska. I może się zdarzyć, że przyjdzie czytelnikowi na myśl, kiedy już „Sforę” odłoży, iż prawdziwą szamanką, tak zwaną szamanką narracji, jest tak naprawdę autorka.
|
|
| Jacek 'vanderus' Dworzycki: Poltergeist
|
|
Powieść magiczna, w której autorka postanowiła fantastykę wymieszać z mitologią ludów syberyjskich, zwłaszcza Jakutów. Produkt finalny wyszedł dosyć specyficzny, ale bezsprzecznie oryginalny. Zwłaszcza że autorka pełnymi garściami czerpiąc z wspomnianych wierzeń, wygląda na dobrze zorientowaną w tym temacie. Nie mamy wrażenia, że próbuje nadać powieści jedynie odrobinę kolorytu. Nie, wiara jakucka to solidny fundament, na którym powstała Ruda sfora.
Ciekawe jest też umieszczenie akcji powieści w mitycznych zaświatach, do których trafiają zarówno zmarli, jak i szamani podążający jeszcze za życia za radą do bóstw i duchów przodków. Z jednej strony świat zupełnie nierealny, z drugiej natomiast wysiłki i przeciwności stające na drodze bohaterów czynią go w odbiorze jak najbardziej rzeczywistym. Takie wymieszanie snu i jawy, podkreślane odpowiednim stylem narracji, wyszło tutaj autorce wręcz perfekcyjnie.
|
|
| Hrabia Sosnechristo: Elkander
|
|
Znać tu rękę mistrzyni. Kossakowska buduje niesamowity klimat. Świat przedstawia bardzo plastycznie. Bohaterami targają rozmaite uczucia. Powieść przygnębia, przytłacza, czasem jednak daje złudę nadziei. Słowem - kipi od emocji. Sam świat jest intrygujący, nietypowy dla literatury fantasy. Autorka pokusiła się o wykorzystanie jakuckiej mitologii, przez co powieść zyskuje niepowtarzalny charakter i barwę. Wszystko to byłoby jednak na nic, gdyby nie świetny, bogaty (i lekki!) język. Opisy silnie oddziałują na wyobraźnię, zwłaszcza dzięki celnym, niemalże poetyckim porównaniom. Nacierające wojska Sfory faktycznie budzą grozę. Choć "Rudą Sforę" Maja Lidia Kossakowska oparła o wyświechtany schemat fabularny, powieść czyta się jednym tchem, od pierwszej do ostatniej strony. Książka jest też dowodem na to, że nawet z banalnego ratowania świata da się zrobić pasjonującą opowieść.
|
|
| Małgorzata Tomaszek: Wirtualna Polska
|
|
Akcja książki umiejscowiona jest w przedrewolucyjnej Jakucji, zaś trzonem całej opowieści są elementy zapożyczone z mitologii jakuckiej, oraz innych ludów syberyjskich. I to w dużej mierze decyduje o oryginalności całej historii. Jakuci, lud pasterski, podbity przez Rosjan na początku XVIII wieku, cechował się stosunkowo wysoko rozwinięte kulturą, w skład której wchodziły: naprawdę fascynująca mitologia oraz skomplikowany system wierzeń. Mity tej ludności pełne były opowieści o okaleczonych herosach i dziwnych bóstwach, upośledzeni bohaterowie zmagają się z własnymi słabościami i potwornymi stworzeniami, a bogowie wraz z duchami często witają w domostwach zwykłych ludzi. Kossakowskiej udało się ukazać ten surowy i prosty lud, wraz z całym bogactwem wierzeń i rytuałów. Wnikliwe badania, które przeprowadziła autorka, pozwoliły jej na nakreślenie wiarygodnych realiów, w których rozegrała swoją historię, dzięki czemu „oklepany” motyw zyskał znacznie na świeżości. Autorka swobodnie przechodzi od realiów życia codziennego do kwestii rytuałów, czy inicjacji szamańskich, całość jest dopracowana i umiejętnie opisana.
|
|
| Agnieszka "Druzila" Krzyżewska: Paradoks
|
|
Konstrukcja świata, jak to u Kossakowskiej, jest dość spójna – mamy Dolny, Środkowy i Górny Świat, które spięte są świętym modrzewiem Ar Łuk Mas. Dolny Świat jest zamieszkały przez demony abaasy i dzieli się na dziewięć Podziemi, Górny składa się z dziewięciu Niebios, zaś Środkowy – to świat realny. Wszędzie napotykamy różnorakie bóstwa, duchy i inne stworzenia o dość skomplikowanej hierarchii i wzajemnych relacjach. Zagorzali fani twórczości Kossakowskiej na pewno odnajdą podobieństwa do cyklu anielskiego (np. różne Nieba i Podziemia) oraz do „Zakonu...” (motyw Axis Mundi).
Zorientować się we wszelakich nowych i zupełnie obcych nazwach pomagają wyjaśnienia na końcu książki – dokładny opis dramatis personae oraz słownik. Warto tam zajrzeć, bowiem mogą nas czekać zagadkowe niespodzianki w trakcie lektury, np. „Na łagodnym, lesistym stoku wzgórza stał obszerny, zbudowany z modrzewiowych bierwion bałagan”. Oczywiście to wyrażenie pojawiło się już wcześniej w kontekście, że ktoś wrócił do swojego bałaganu, ale że bałagan zbudowany z drewna? Zgodnie z wyjaśnieniem słownikowym (które przeczytałam dopiero na końcu) jest to tradycyjny zimowy dom jakucki, a nie (jak sądziłam uprzednio) – nieporządek. Charakterystyka postaci występujących w powieści oraz dodatkowe informacje o życiu, wierzeniach, bóstwach i regionie geograficznym, na tle których rozgrywają się wydarzenia dobrze uzupełniają nasze wyobrażenia o świecie przedstawionym w powieści.
|
|
| Bartosz 'Zicocu' Szczyżański: Poltergeist
|
|
Niezwykle ciekawie przedstawia się sama historia. Oczywiście, motyw "przypadkowego bohatera" jest mocno oklepany, ale mam wrażenie, że tutaj pasuje szczególnie. Zadziwiło mnie też, że autorka nie boi się odbierać życia swoim bohaterom, co zapewne dla wielu będzie to wadą. Trzeba jednak pamiętać, że wykreowany przez Kossakowską świat jest bezlitosny, przez co idealnie współgra z konwencją powieści. Właśnie – świat. Zdecydowanie, jest to jedna z największych zalet powieści. Nie jest to typowe universum – w końcu autorka oparła go na prawie nieznanej mitologii syberyjskiej. Uwagę zwraca też świetnie wykreowana Ruda Sfora. Siejąca zniszczenie, bezduszna, przypominająca nieuleczalną chorobę, została idealnie wpasowana w ten świat.
|
|
| Maeve: Elkander
|
|
Nie wiem, jak Kossakowska to zrobiła, ale w "Rudej Sforze" osiągnęła mistrzostwo. Słowa płyną same, uderzają jak obuchem, zachwycają, mrożą krew w żyłach, niosą nadzieję, bawią, szokują i wstrząsają. Nie można wobec nich pozostać obojętnym, dlatego powieść na długo pozostaje w zakamarkach pamięci. Jeśli lubisz powieści Mai Lidii, sprawdź, jak bardzo pisarka się rozwinęła. Jeśli wolisz Grzędowicza, śmiało sięgaj po "Rudą Sforę" - gwarantuję, że nie pożałujesz. A jeśli po prostu kochasz dobrą literaturę, nie masz nawet nad czym się zastanawiać. Bardzo bardzo bardzo polecam.
|
|
| Karol Konwerski: Onet.pl
|
|
Nie lubię fantasy. Nie kręcą mnie opowieści o spoconych krasnalach, księżniczkach – lafiryndach i muskularnych herosach z wielkim mieczem i jeszcze większym…poczuciem własnej wartości. Nie lubię fantasy. W związku z tym do nowej książki Maji Lidii Kossakowskiej podchodziłem jak do jeża. Niepotrzebnie. "Ruda Sfora" to kolejny przykład jak łatwo przez głupie uprzedzenia, kretyńską niechęć do gatunku, przegapić coś naprawdę interesującego i wartościowego. Na pierwszy rzut oka, powieść Kossakowskiej to klasyczna do bólu fantasy. (...) To, co wyróżnia tę powieść na tle innych epickich historii o ratowaniu świata to przede wszystkim konwencja, którą przyjęła autorka. "Ruda sfora" to powieść "szamańska", bazująca na mitologii jakuckiej. Choć bazująca to złe słowo, Kossakowska przenosi nas w świat syberyjskich legend i mitów w sposób zupełny i całkowity. (...) Bo przeczytać "Ruda sforę" zdecydowanie warto. To taki miszmasz świetnej przygodówki, klasycznej fantasy i religioznawczego eseju, wymieszanych sprawnie liryczna prozą Kossakowksiej.
|
|
| Łukasz Orbitowski: Dziennik
|
|
Nowa książka Kossakowskiej to pełna wrażeń wycieczka w świat nieustającej przygody. Po dynamicznym, bardzo komercyjnym "Zakonie Krańca Świata", Maja Kossakowska zwraca się ku własnym fascynacjom kulturą szamanów syberyjskich, próbując zakląć świat wierzeń jakuckich w formule powieści przygodowej. (...) Abstrahując od problematyki przewijającej się w książce, jednym z zadań fantastyki jest przenoszenie czytelnika w światy fikcyjne, lecz tak prawdopodobne, żeby w nie uwierzyć. Kossakowska funduje pełny odlot w niezwykłą krainę, o tyle różną od pozostałych fantastycznych neverlandów, że ludziom chciało się w nią wierzyć. Cząstki tej wiary pozostały gdzieś, na Syberii i między kartkami "Rudej Sfory".
|
|
| Michał Szklarski: Gildia
|
|
|
To, co zaczyna się jako przygodowa opowieść antropologiczna, przekształca się stopniowo w ponurą historię ginącego świata. W obliczu zagłady pozostaje tylko smutek i nostalgia za bezpowrotnie odchodzącą przeszłością. Współczesny człowiek nie rozumie już tego, co odeszło, uważając to co najwyżej za śmieszną mrzonkę. Jedyne, co można zrobić w tej sytuacji, to przypomnieć i opisać, by ocalić od zapomnienia. Warto przy tym zwrócić uwagę, że nostalgia autorki nie ma podłoża religijnego; bądź co bądź jej przedmiotem jest zupełnie obcy nam świat syberyjskich wierzeń, w którym wszystko, nie tylko ludzie, ma swoją duszę. Jest to więc raczej antropologiczny żal za zanikającym bogactwem kultur, które można co najwyżej skatalogować tak jak ginące gatunki roślin i zwierząt. I temu właśnie służy Ruda sfora – by zinwentaryzować i postawić na zakurzonej półce to, co kiedyś było żywym światem. Jest to najpoważniejsza i najlepsza książka Mai Kossakowskiej, nie tylko swą jakucką tematyką wykraczająca poza to, co napisano dotychczas w fantastyce. Zakończenie Rudej sfory to majstersztyk klasy Gniazda światów Huberatha, przekształcający oryginalną opowieść przygodową w refleksję nad współczesnym światem i rolą, jaką mają w niej do spełnienia historycy, etnografowie, a przede wszystkim pisarze.
|
|
| Maria Frank: Onet.pl
|
|
Moja babcia twierdziła, że jeśli weźmie się przepis na dobry keks, taki, w którym używa się 30 jaj i służącej do ucierania cukru, to jeśli keks był dobry za czasów prababki, to jest dobry i teraz, jeśli będziemy się przepisu trzymać. I będzie dobry nawet pomimo tego, że teraz preferuje się ciasta z obniżoną zawartością cukru, małą ilością kalorii itd. Koniec dygresji. Jeżeli weźmiemy przepis na dobrą fantasy, to to będzie dobra książka, niezależnie od tego, ile takich książek już było i od tego, że teraz modne są raczej filozoficzne dywagacje na temat niż dobra powieść fabularna. Oczywiście, można od pierwotnego przepisu odejść – dobrego kucharza jednak potrzeba, żeby wyszło niepowtarzalne ciasto, a nie taki, np., zakalec. Jednak czy użyje się rodzynek, czy daktyli, a może kandyzowanych porzeczek, większego znaczenia dla jakości ciasta nie ma. Kossakowska niewątpliwie należy do takich kucharzy, którzy na podstawie dobrego przepisu - dodając tylko wyżej wspomnianych porzeczek, czyli mitów jakuckich, a nie dobrze znanej celtyckiej mitologii – stworzyła keksik jednocześnie i dobrze znany, i o nowym smaku. I to się wcale nie wyklucza.
|
|
| Krzysztof Pochmara: Katedra
|
|
|
Opowieść zaczyna się intrygująco. Kossakowska przewrotnie i z humorem opowiada losy dwóch szamanów – prawowitego, wybranego przez duchy Ergisa i tego, który go zdetronizował – samozwańczego Dyraja, ateisty, chwiejącego się w swej niewierze. W pierwszych scenach świat zakorzeniony w syberyjskiej kosmologii ściera się z ofensywą komunistycznych buldożerów. Po trosze zabawnie, a po trosze z zadumą czyta się opowieść o szamanie-oszuście, któremu czerwona książeczka służy za talizman, a wódka za wodę święconą stosowaną, rzecz jasna, wewnętrznie.
Z czasem personalny konflikt okazuje się ledwie wstępem do pełnej rozmachu opowieści o zagrożeniu, które zawisło nad światem, i pełnej niebezpieczeństw wędrówce, która ma przynieść ocalenie, co przywodzi na myśl klasyczne fantasy. Ergis to literacki krewny Froda, a Ruda Sfora zdaje się spokrewniona z armią Mordoru. Ale Kossakowska buduje swoją wizję świata z dala od elfów i krasnoludów, unikając gatunkowej sztampy. Tworzy – jak w „Siewcy wiatru”, z tym samym rozmachem i pasją – unikalny wszechświat oparty na jakuckich mitach i legendach.
|
|
| Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek: Poltergeist
|
|
Tym, co wydało mi się najciekawsze jest atmosfera książki. Czułam się, jakbym czytała Łukjanienkę, a nie polskiego autora. Kossakowska świetnie oddała wschodni sposób wysławiania się oraz myślenia. Jej powieść do złudzenia przypominała mi rosyjskich pisarzy. Autorka urzekła mnie także sposobem, w jaki oswaja śmierć. Nie jest to katastrofa, absolutny koniec, ani też nieprzebłagany los. Śmierć to w pewnym sensie indywidualny wybór między cierpieniem a spokojem, między marną egzystencją a prawdziwym życiem, w którym można nakarmić i ukoić cierpiącą duszę. Do tego jest ona tak samo zbawienna dla ludzi, jak i dla bogów. Przemijanie w Rudej Sforze jest ukazane jako porządek świata, który wszystkim dobrze służy. (...) To ponad 450 stron świetnej przygody w egzotycznych klimatach i z mądrą puentą. Myślę, że ze względu na jej syberyjski klimat będzie letnim hitem fantasy, który pozwoli choć na chwilę zapomnieć o fali sierpniowych upałów.
|
|
| Agnieszka Brodzik: Carpe Noctem
|
|
|
Podsumowując, trudno o lepszą książkę. W tej jest po prostu wszystko to, co trzyma nas przy lekturze cały dzień, wieczór i noc. "Ruda Sfora" nie daje zasnąć, bawi, uczy i jest doskonałym sposobem na globalne ocieplenie wyciskające z nas ostatnie soki - podczas czytania jesteśmy w stanie myśleć jedynie o przewracaniu stron, a temperatura sięgająca 35 stopni w cieniu przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
|
|
| Jacek "Muchacz" Dębowski: Valkiria Network
|
|
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, czym są wierzenia? Co się z wami stanie po śmierci? Czy te marne 21 gram ludzkiej duszy zniknie razem z waszym pożartym przez robaki ciałem, czy uleci do jakiejś innej, lepszej lub gorszej krainy, w którą wierzycie? A może w nic nie wierzycie, nie macie na to czasu ani ochoty. To nie szkodzi. Będzie za was wierzone. Nie potrafię w Rudej sforze znaleźć nic, do czego mógłbym się przyczepić. Nie jest to banalna bajeczka dla dzieci. To przygoda, w którą zostałem wciągnięty wieczorem a uwolniony nad ranem, wraz z ostatnią kartą powieści. Przygoda z bitwami, śmiercią, magią i tajemnicami. Opowieść o przyjaźni i przeznaczeniu. Ruda Sfora zauroczyła mnie, czytając ją czułem się znów jak dziecko zagłębiające się w baśniowy świat. Tyle tylko, że świat ten nie jest światem dla dzieci, a baśń jest baśnią dla dorosłych.
|
|
|
|
|
|