Zaczyna się jak u Hitchcocka. W dodatku nie od trzęsienia, lecz od całkowitej zagłady Ziemi. A potem… napięcie wciąż rośnie. Występują: * Kosmiczni Nomadzi, którzy rąbnęli 5 milionów książek razem z opakowaniem, czyli gmachem Biblioteki Narodowej * Przypadkowi turyści przeniesieni w czasie, ze swoich światów wrzuceni na dno średniowiecznego slumsu: nauczyciel informatyki, nastolatek z Warszawy, szlachcianka spod XVIII-wiecznego Lublina. W Norwegii Anno Domini 1559 muszą przeżyć. I wypełnić misję - odnaleźć oko jelenia, wpierw ustaliwszy, co to, u diabła, jest! * XVI-wieczni hanzeatyccy kupcy z duszą wojowników i explorerów, zaniepokojeni czarnymi chmurami, jakie zebrały się na Hanzą. Jej wrogowie właśnie zwierają szeregi, a byli sojusznicy krążą jak kruki nad padliną.
Zapinamy pasy. Biuro Podróży Pilipuk Travel zaprasza na kolejną wyprawę w czasie i przestrzeni. W programie: survival na lądzie i morzu, akcja do utraty tchu.
Widoczny zza drzew szary gmach Biblioteki Narodowej świecił dziwnym blaskiem. Na naszych oczach przybrał malinową barwę i zniknął. Huknęło, wiatr targnął krzakami, nagły spadek ciśnienia zatkał nam uszy. – Antymateria chyba tak nie działa – mruknął Staszek. – Powietrze uderzyło w próżnię, stąd ten dźwięk – wysunąłem hipotezę. – Ktoś... Komuś zrobiło się żal tych pięciu czy sześciu milionów książek, które uległyby spaleniu, zabrał je sobie. Razem z opakowaniem, to znaczy budynkiem.
– Kto? – zdumiał się. – Znajduję tylko jedno wyjaśnienie – mruknąłem. – Fantastyczne i idiotyczne, ale... Ale to może być nasza szansa! Nie masz ochoty zostać bibliotekarzem?
– U ufoków? – Staszek załapał od razu. – Jasne!
– Wiesz, jak tam dojść? Prowadź! Nie zdążyliśmy się ruszyć. Krzaki przed nami pożółkły i w mgnieniu oka rozsypały się w pył. Poczułem, że żołądek podchodzi mi do gardła. Dopiero teraz, patrząc na tę istotę, uwierzyłem w wypowiedziane przed chwilą słowa. Stał przed nami. Matowoszara plamista skóra lśniła niczym naoliwiona. Stwór wspierał się na kilku mackach, podobnych ni to do trąby słonia, ni to do odnóży ośmiornicy. Ziemia wokół nich pokryta była śluzem, jak po przejściu gigantycznego ślimaka. Wokoło ciała stwora ku ocalałym chaszczom ciągnęło się coś w rodzaju szarej pajęczyny. Stworzenie nie miało głowy, mimo to czułem, że widzi nas przez dziesiątki fosforyzujących dziurek pokrywających całą powłokę. Nie był duży, tak ze dwa i pół metra wysokości. Cuchnął jakby grzybami. – Dzień dobry – wykrztusiłem. – Chcieliśmy zaproponować naszą pomoc w porządkowaniu przejętego przez pana księgozbioru.
Spojrzałem na nią badawczo. - Byłam tancerką i poetką planety Czita, krążącej wokół gwiazdy Elly. - Uniosła głowę. Powiedziałbym, że z dumą, ale cholera wie co ten gest u nich oznacza. Fajnie, kosmos, jak się okazuje, jest pełen życia i obcych cywilizacji, niczym w „Gwiezdnych wojnach”. Nawet mają swoją poezję. Ciekawe, o czym układają poematy. Jak przyjemnie jest cuchnąć chlorem i kraść biblioteki z obcych planet? Tancerka? Czworonożna?!
- Gdzie to jest? - zapytałem z głupia frant. - Gwiazdę, wokół której krążyła nasza planeta, nazywacie Epsilon Eridani. - Aha. Wszystko jasne. - Nie byłem astronomem, nic mi to nie mówiło, choć nazwa rzeczywiście obiła mi się kiedyś o uszy. - Dlaczego znalazłaś się tutaj? - Nasza cywilizacja przestała istnieć - wyjaśniła łasica. - Spadły bryły kosmicznego lodu. Wilgoć przesyciła atmosferę. Wy mieliście szczęście, kilkadziesiąt godzin i po problemie. - Domyśliłem się w jej głosie zazdrości. - My na zagładę naszej cywilizacji musieliśmy patrzeć przez długie lata. - Wyrazy współczucia. I wtedy wylądował u was Skrat i wyciągnął cię w ostatniej chwili? - On nie wyciąga - nie pojęła przenośni. - Zapisał moją osobowość, a ciało zostawił. Zawsze tak robi. Także w twoim przypadku - uprzedziła pytanie. - Czyli mój trup gdzieś tam właśnie zamienia się w popiół?! - zdumiałem się.
Pilipiuk napisał książkę na wysokim poziomie. Na uznanie zasługuje wiarygodne odtworzenie sytuacji politycznej panującej w Norwegii w połowie XVI wieku. Również opisy miejsc i przedmiotów są precyzyjne i realistyczne. Autor spędził zapewne niejeden wieczór, studiując topografię i historię Skandynawii, za co należą się mu słowa uznania.
Mimo że koncepcja przyjęta przez autora (motyw zagłady świata i podróż w czasie) jest bardzo podobna do koncepcji, na której opiera się jego wcześniejsza książka „Operacja dzień wskrzeszenia”, to i tak niełatwo oderwać się od lektury nowej propozycji Pilipiuka. Fabuła wciąga od pierwszych stron, a wszystko dzięki wizji świata pełnego przygód i niebezpieczeństw. Kolorytu dodaje całości także barwna paleta nietuzinkowych postaci.
Nagłe, dynamiczne zwroty akcji to chyba coś, co wyróżnia tę książkę, nie tylko spośród ogółu literatury, ale i dorobku Andrzeja Pilipiuka. Wyjątkowo nie buduje on stopniowo napięcia, jak to zwykle się dzieje w jego książkach, ale rzuca czytelnika wprost na głęboką wodę. Kolejne przyspieszenia akcji, zwalniające tylko na chwilę, aby dać czytającemu moment wytchnienia, to niewątpliwy plus dla tej pozycji. A faktycznie oderwanie się od pierwszego tomu „Oka Jelenia” jest możliwe, ale za to bardzo trudne, tak wciągająca to książka.
Kolejnym czynnikiem sprawiającym, że scenariusz fabuły „Oka Jelenia” jest tak zajmujący, to wątki prawie że kryminalne. Przed głównym bohaterem piętrzą się liczne zagadki, które coraz trudniej mu rozwikłać. Na przykład okazuje się, że wcale nie jest pierwszym wysłannikiem z przyszłości...
Pierwsza część cyklu Oko jelenia łączy elementy SF (...), fantastyki historycznej (...) i powieści historyczno-przygodowej (...) w sposób harmonijny i intrygujący, nie mając przy tym w sobie niczego, co sprawiałoby mi przy czytaniu dyskomfort. Oczywiście, czas i miejsce, gdzie trafia Marek ze Staszkiem i Heleną, to nie Arkadia; jest brud, nędza, choroby i śmierć, jest ludzka podłość, chamstwo i przemoc – ale autor potrafi zasygnalizować obecność tych zjawisk bez użycia zbyt drastycznych obrazów i grubych słów, dzięki czemu powieść nadaje się nawet dla całkiem młodych (albo przeciwnie, znacznie starszych i bardzo konserwatywnych) miłośników fantastyki.
Na pochwałę zasługuje bez wątpienia bardzo dobrze opisana sytuacja w Norwegii w tamtym czasie. W kraju panuje protestantyzm, a katolików prześladują, paląc na stosach lub też wieszając. Rzeczywistość przedstawiona jest interesująco, miejscami naturalistycznie, co może być niezłym pokazaniem historii życia codziennego z szesnastowiecznych fiordów. Książkę czyta się szybko i sprawnie. Jest nieźle napisana, bez zbytnich dłużyzn, czy sążnistych opisów. Fabuła niekiedy zaskakuje, jednak rzadko. Otrzymujemy więc książkę, którą czyta się przyjemnie i bez zacięć (...) uważam, że książka powinna spodobać się miłośnikom prozy Pilipiuka. „Drogę do Nidoras” mogę również polecić każdemu czytelnikowi, który poszukuje lektury lekkiej, nie wymagającej większego zaangażowania.
Stylu twórcy Oka Jelenia chyba nie trzeba nikomu rekomendować; jest to ten sam język, który przyswaja się z wielką łatwością i przyjemnością. (...) Oko Jelenia jest powieścią wybitnie rozrywkową, której jedynym zadaniem jest zapewnienie chwili relaksu. Brak emanacji przemocą lub trudów życia jest zaletą, jeżeli mamy dość własnej gehenny. Wydanie oceniam wysoko, co jest zresztą standardem u Fabryki Słów. Ładna okładka, niezłej jakości ilustracje wewnątrz, a także znikoma ilość błędów językowych to wszystko, co powinno przekonać do tej pozycji ostatnich niezdecydowanych. Podsumowując, Oko Jelenia to idealna propozycja dla każdego, kto pragnie zażyć odrobiny relaksu przy przyjemnej lekturze. Andrzej Pilipiuk ma dar do pisania powieści rozrywkowych, które nie rażą swą prostotą, a przy tym zapewniają godziwy odpoczynek. Śmiało polecam tę, sam zaś z niecierpliwością wypatruję drugiej części cyklu.
Książka napisana jest w znanym nam dobrze, pilipiukowym stylu, którego – mam nadzieję – nie muszę nikomu przybliżać. Czyta się ją szybko i lekko, a – przyznam się – że nawet przy drugim czytaniu ciężko było mi się od niej oderwać. Choć jest zdecydowanie poważniejsza od przygód słynnego egzorcysty Jakuba W., to jednak nie brakuje w niej poczucia humoru i nieraz zdarzyło mi się radośnie nad nią porechotać. Aczkolwiek najpoważniejszym jej atutem jest klimat szesnastowiecznej, siermiężnej rzeczywistości, który autor oddał – jak mi się wydaje – dość wiernie, a w dodatku bez zbędnych i męczących opisów. Czasami wręcz czułem smród rozkładających się zwłok z cmentarza albo pełnych nieczystości uliczek Nidaros (choć możliwe, że to jakiś niedojedzony przez moich współlokatorów ochłap właśnie osiągał w szafce pełnię swego rozkwitu). Oczywiście świat ten to nie tylko brud, smród i pluskwy w posłaniu, ale również bajeczna, nietknięta przyroda, którą również można poczuć z kart powieści. Mówiąc krótko – Oko Jelenia pozwala przenieść się w tamtą epokę i zobaczyć, że ona faktycznie żyje.
Na pochwałę zasługuje też sposób, w jaki stworzone i zaprezentowane zostały postacie. Są barwne i różnorodne, a przy tym naturalne i autentyczne. A co najważniejsze, potrafią wzbudzać w czytelniku emocje. (...) Jako całość, oceniam książkę bardzo dobrze. Autor zaserwował nam solidną przystawkę, która zaostrza apetyt na danie główne, jakim będzie reszta sagi.
Dzięki swej wiedzy autor bardzo dobrze oddał także realia szesnastowiecznej Norwegii, nie zapominając o braku higieny, biedzie, smrodzie, wysokich cenach żywności, a także odmiennych od naszych obyczajach. Pilipiuk zafundował nam wielce interesującą wyprawę w przeszłość, okraszając ją niezgorszym wątkiem przygodowym – i właśnie to połączenie w dużej mierze odpowiada za dobre wrażenie, jakie wywarła na mnie ta lektura.
Niezależnie od tego, jak bardzo kuriozalna i naciągana wydaje się być nić przewodnia książki, poszczególne cegiełki treści z czasem trafiają na swoje miejsce i, nim się obejrzymy, wyrasta przed nami całkiem zgrabna katedra powieści, prezentująca zadziwiająco ciekawy i spójny pomysł. Co więcej, książka napisana została językiem żywym, barwnym i zwyczajnie interesującym. Stylowi autorskiemu zarzucić nie można niemalże niczego. W Oko jelenia można wsiąknąć i zapomnieć o bożym świecie.
Godne polecenia - Agnieszka Dumańska Filmy o Bondzie to małe miki przy emocjach, jakie budzi początek "Oka jelenia". No bo co nas może czekać po końcu świata...? A tu - niespodzianka! I te przyprawy, które dodają niepowtarzalnego smaku powieści: zgrabnie podane informacje o codziennym życiu w XVI wieku, o wynalazkach i urządzeniach, o zwyczajach i historii. Widać, że Autor dogrzebał się wielu szczegółów charakterystycznych dla epoki, w której umieścił akcję swej książki. Należą się gorące wyrazy uznania. Jest jeszcze coś, co szczególnie lubię: archaizacja języka. Dzięki niej dialogi brzmią naturalnie, gdy rozmawiają postacie z przeszłości. Dla ewentualnych zaniepokojonych: archaizmy nie dominują, lecz są smaczkiem. Bohaterowie? Jak to u Andrzeja Pilipiuka - żywi i barwni. To zwykli ludzie, zmuszeni przez Los do radzenia sobie w niezwykłych sytuacjach. Czytelnik chętnie się z nimi utożsami. Gdybym miała określać odmianę fantastyki, do jakiej zaliczyłabym "Oko jelenia", powiedziałabym, że to science fiction. Owszem, znalazłam element fantasy (jeden), ale to dowód na nietuzinkowość tej pozycji. Umieszczenie akcji w przeszłości nie świadczy automatycznie o przynależności książki do nurtu fantasy. Moim zdaniem każdy fantasta znajdzie tu coś dla siebie.
Mistrz Sędziwoj spotyka Vuko Drakkainena - Wojciech Horoszkiewicz Właśnie skończyłem i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest świetna! W jednym zdaniu - Mistrz Sędziwój spotyka Vuko Drakkainena i rozpoczynają swoją przygodę. Dla osób trochę niepewnych po przeczytaniu noty na okładce - Oko Jelenia to normalne fantasy w zasadzie w klimacie trylogii o Kruszewskich Pilipiuka. Książka nie jest ani jakąś parodią ani space-operą. Dobre fantasy w klimatach XVI wieku. Polecam!
Wciągająca jak... bagno - Paweł Szczeciński Najlepsza i najdojrzalsza powieść w dorobku Pilipiuka. Wiernie oddaje realia epoki, w której przyszło żyć ówczesnym i wrzuconym w nią z przyszłości bohaterom. Książka zawiera dość liczne sceny okrucieństwa ale w ten sposób autor unaocznia, że Średniowiecze przy Renesansie było spokojną epoką (w czasach Renesansu zapłonęło najwięcej stosów z "czarownicami"). Czekam na kolejne tomy (drugi ukaże się na powitanie kalendarzowego lata) tej bardzo udanej (mam nadzieję, że do końca) serii.
Jak zawsze rewelacja- Aleksandra Cyra Początek trochę przynudnawy, ale później akcja się rozkręca. Nie mogę się doczekać następnej części. Rewelacja!