Czasami po prostu trzeba być NIKIM, by coś znaczyć
Krwawe akcje jednostek specjalnych to dopiero początek rozpaczliwej walki o przetrwanie. Co zwycięży: pojednanie, instynkt łowcy, fanatyczna wiara?
Przeznaczenie zbliża się taktycznym krokiem komandosa. Spogląda lufą wycelowanego glocka. Uderzy furią pierwotnego drapieżcy. Kły w śmiertelnej ciszy nocy. Syk zabójczych 9 mm Para. Zew drapieżnika, zew krwi, żądza mordu. W jednych i drugich, choć tak różnych, takie same...
Renegaci i Nocarze - Ciemna Strona Nocy nie rozmawia z Jasną. Nie ma o czym. Rozpadł się cały świat ich dążeń i przekonań. Przez Niego... Reszty dopełni trzeci gracz.
Renegaci i Nocarze – dawni przyjaciele są przekleństwem Vespera. Wciąż przykuty jest do nich łańcuchem solidarności, której nie rozumie, która trzyma go na uwięzi jak psa.
Na dnie rozpaczy, pośrodku morza nienawiści, w bagnie pogardy - wszędzie tam może zakiełkować ziarno nadziei. Czasami, po prostu, trzeba być NIKIM by coś znaczyć. By coś przetrwało...
Ultor wejrzy we mnie i wszystko zrozumie. To mądry Pan, na pewno znajdzie jakiś sposób, by mnie wyzwolić od prawdziwej krwi. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go – przemknął mu przez myśl cytat z Ewangelii świętego Łukasza. Nie zaufał Ultorowi, i to był błąd. Trzeba było wracać czym prędzej, nawet choćby wprost na Galerię Hańby. Pokazałby w ten sposób, że jest niewinny. Dobrze, może nie wszystko stracone. W końcu wrócił – no dobrze, został schwytany, ale tak naprawdę liczył się z tym, a zatem poniekąd pozwolił się pochwycić. Poprosi więc Lorda, żeby teraz wejrzał w niego i oglądał, co tylko chce. Wystarczy, że Ultor zobaczy... Że zobaczy co? – zaśmiał się szyderczy, wewnętrzny głos.
Może to? Ramiączko sukni pęka pod niecierpliwymi palcami. Czerwony atłas ześlizguje się z piersi Aranei... a w chwilę potem rozlega się jej wypełniony rozkoszą krzyk. Niespokojne oczy Nexa przeszukują ruiny sali balowej, a kiedy znajdują wreszcie postać kolegi, generał rozjaśnia się tym swoim prawie niedostrzegalnym uśmiechem. – Powodzenia, nietoperku! – uśmiecha się ciepło Strix. Alex wrzeszczy gdzieś w ciemnościach Bunkra. Żołnierze tkwią nieruchomo na łóżkach. Oczy Icty i Resa przypominają wypalone w kocu dziury.
W głębi korytarza zabrzmiały śpieszne kroki. Vesper z trudem podźwignął się na nogi. Wsparł się jedną ręką o ścianę i czekał. Witajcie, bracia nocarze.
Za kratami pojawił się Alacer, gwiazdki na pagonach jego munduru dumnie błyszczały stopniem majora.
Towarzyszyło mu dwóch podkomendnych: Fulgur i jeszcze ktoś, Vesper nie widział zbyt dobrze twarzy skrytej w cieniu. Przez chwilę zabłysła nadzieja, że to może Nidor, ale zgasła zaraz, kiedy tylko nocarze ruszyli przez otwartą kratę. To nie był Nidor, tylko jakiś inny porucznik. Vesper znał go, ale za nic nie potrafił sobie przypomnieć jego imienia.
- Witamy w domu – wycedził jadowicie Alacer.
Nocarze stanęli po drugiej stronie opadłej kraty. Ich marsowe miny bynajmniej nie zapowiadały ciepłego przyjęcia.
- Cieszę się – rzucił Vesper krótko. Rozejrzał się po celi, nieco demonstracyjnie. – Pokój mi się zmienił, widzę. Przemeblowanie?
Alacer znalazł się przy nim jednym skokiem. Wbił rozwścieczone spojrzenie w twarz więźnia.
- Żarty się ciebie trzymają, renegackie ścierwo?! – wykrzyknął pełnym nienawiści głosem. - Jako jedyny nocarz na świecie dopuściłeś się zdrady, przyniosłeś hańbę swojej jednostce! Powinieneś nas błagać na kolanach o wybaczenie!
- Nie jestem renegatem – odparł prędko Vesper, ale głos osłabł mu zdradziecko w połowie zdania. - Nie jestem zdrajcą! – powtórzył więc, już mocniej. – Nakarmiono mnie prawdziwą krwią wbrew mojej woli! Ale nigdy... Nigdy nie podniosłem ręki na żadnego nocarza!
- O tak, jasne - odparł tamten gwałtownie. - Wiemy, co tam robiłeś, wiemy doskonale. Twój kumpel Alex, zwijając się z bólu, opowiedział nam wszystko o twojej nowej karierze, zanim poddał szyję Lordowi. Wiesz... - ściszył głos do konfidencjonalnego szeptu. - Porucznik Nidor dokonywał niemalże cudów, żeby wyciągnąć z przeklętego renegata każdy możliwy szczegół. Dawno nie widziałem tak zaangażowanego przesłuchania.
Vesper przymknął oczy, echo słów majora przetoczyło mu się głucho pod czaszką. To Nidor torturował Alexa. A więc to tak.
Poza nowym życiem, nową misją i nowym poczuciem własnej godności Vesper otrzymuje być może niezbyt potrzebny, lecz jednak sympatyczny bonus: przynależną do tej pory tylko ludziom odporność na światło słońca. Niby niewiele, a jednak. Koniec z mrokiem, koniec z ciemnymi – w przenośni i dosłownie – machinacjami, koniec z działaniami w ukryciu. Być może jest tak, że nie tylko wampir marnotrawny doczeka się odrobiny światła. To tylko opowieść, to fantastyka, wiem. Ale mimo wszystko miło jest, kiedy spełnia się nadzieja. Może drobna, może niewiele znacząca, lecz jednak. Bo jeśli prezent od losu przytrafił się Vesperowi, to dlaczego nie nam?
Nie spodziewałam się szczególnych fabularnych zaskoczeń, a jednak kilka, i to dosyć znaczących, się trafiło (zwłaszcza wyjaśnienie wątku watykańskich, motywacji Siewcy), co uważam za duży pozytyw. Autorce nie zabrakło odwagi na rozwiązania niepopularne, czy to w wątku romantycznym, czy w kwestii eliminacji hołubionych przez odbiorców bohaterów. Za to należą jej się największe brawa.
„Nikt” to zdecydowanie najbardziej dojrzałe ogniowo cyklu. Z tomu na tom styl autorki nabiera rumieńców, a warsztat staje się coraz bogatszy. Nie ma już tej naiwności charakterystycznej dla „Nocarza” (pierwszej części cyklu) czy rażących wpadek stylistycznych, które pojawiały się w dwóch poprzednich odsłonach.
(...) Oryginalność cyklu o Vesperze polega na tym, że Magdalena Kozak zrezygnowała z charakterystycznego dla historii o wampirach gotyckiego klimatu. Postanowiła z krwiopijców zrobić „prawdziwych mężczyzn”. Nie ubiera ich w koronki i falbanki, nie każe nosić bladych makijaży, tylko wsadza w mundur i daje broń. Przydziela do trudnych zadań, których wykonanie to często potężny zastrzyk adrenaliny. Tym samym pisarka tworzy nowy obraz wampira – twardziela, do tej pory niespotykany w fantastyce, przynajmniej polskiej. „Nikt” to zgrabne połączenie elementów horroru, fantastyki militarnej i romansu. To świetne czytadło pełne zwrotów akcji i emocjonujących scen walk, w którym znajdzie się także miejsce na chwilę refleksji. W zaskakującym finale wieńczącym intrygę Kozak sprytnie zostawia sobie furtkę dla kontynuacji losów Vespera. Patrząc na rozpęd jakiego nabiera autorka, w kolejnej części spodziewam się prawdziwej uczty. Niekoniecznie krwawej!
Po raz kolejny dostałem obuchem w głowę. Ta „baba” jest niemożliwa. Ja rozumiem, że ma talent do nagłych zwrotów akcji, knucia intryg i podawania tylko tylu informacji, żeby utrzymać czytelnika z wywalonym jęzorem, chciwie przewracającego kartki. Ale jak można było uśpić moją czujność, zrobić ciszę przed burzą i to taką, że nawet się nie zorientowałem, kiedy sprawy przybrały zupełnie inny obrót. Zakończenie jest genialne, zwala z nóg, powala na kolana albo w najlepszym wypadku wciska w fotel, a szczęka nie chce się domknąć z wrażenia. Na dokładkę mocny, a zarazem lekki styl pisarski (chociaż z kilkoma drobnymi potknięciami), charakterystyczny dla prawdziwych twardzieli powoduje, że powieść wchodzi w nas jak w masło. I nieważne, że to tylko fantastyczna literatura rozrywkowa – dla mnie to kawał dobrej roboty i jestem jak najbardziej za.