|
|
|
Bohun - wyd. 1 Jacek Komuda
|
 |
|
|
NAKŁAD WYCZERPANY |
| data wydania: |
wrzesień 2006 |
| ISBN-10: |
83-60505-08-X |
| ISBN-13: |
978-83-60505-08-3 |
| wymiary: |
125 x 195 |
| oprawa: |
miękka |
| seria: |
Bestsellery polskiej fantastyki |
| cena: |
29.99 |
|
|
Losy Polski zbyt często wpadały pod „młyńskie koła" historii, a wówczas tylko Bies, Chochoł czy natchniony Lirnik mógł "wygrać" je na bandurze, aby odwrócić szalę przeznaczenia. Tak jest i w nowej książce Jacka Komudy. Spotkanie Tarasa, tragicznego kozackiego bandurzysty, francuskiego banity Danteza, pięknej metresy Justyny Godebskiej i zaporoskiego pułkownika-watażki Bohuna, splata się w krwawy powróz historii, na którym zawieszone są jak na pięciolinii nuty magicznej, ukraińskiej dumki. To ona, przerwana w pół przez intrygi i złowieszczą politykę, mogła scalić polsko-litewską Rzeczpospolitą w trójskrzydłego orła, z Ukrainą na czele. Stworzyć królestwo, w którym polskie rycerstwo dopuściłoby do herbów i przywilejów kozaków zaporoskich, co uczyniłoby z Rzeczpospolitej największe mocarstwo XVII-wiecznej Europy.
Ta powieść nie jest historią alternatywną, ani kontynuacją „Trylogii” Sienkiewicza. Oto oparty na mało znanych faktach historycznych zapis wydarzeń poprzedzających najstraszniejszą klęskę w dziejach Rzeczypospolitej – bitwę pod Batohem, nazywaną dziś staropolskim Katyniem, objętą zmową milczenia przez historyków i dawnych pamiętnikarzy.
Ten krwawy epizod wojen kozackich, ubrał Komuda w poetycką wizję widzianą oczyma francuskiego banity Bertranda Danteza, byłego dworzanina polskiej królowej. On to przejmuje na siebie przekleństwo losu, staje się wybrańcem Śmierci, rozdając w tym spektaklu karty Tarota znaczone szlachecką krwią. Kto wygra to rozdanie? Kto uratuje rycerstwo koronne przed zagładą? Nie bój się, drogi czytelniku, zanurzyć w wartkim nurcie Zemsty, Przysięgi, Zdrady i narodowej Pokuty...
|
 |
|
|
 |
|
 |
| : Widzenie Tarasa
|
|
|
Już w jarze dołączył do Sysuna, Ołesia i pozostałych Kozaków. Jechali w milczeniu. Oblicza mołojców były zasępione, poszarzałe. Chadzka, która miała przynieść sławę i bogactwo, dała im zaledwie kilka nędznych szelągów, bo we dworze, zamiast bogatego szlachcica znaleźli samotnego księdza i gromadę pokaleczonych dziatek. Sysun omylił się po raz pierwszy. A to mogło oznaczać, że odwróciła się od niego kozacka sława, która w rzeczy samej bywała wielce kapryśną panią. Czasem wiodła do buławy i dostojeństw, lecz znacznie częściej do śmierci od szabli, na palu, szubienicy lub do długiego konania w stepie. Być może zatem niepowodzenie oznaczało, że Taras winien był szukać sobie zacniejszej kompanii, w której łatwiej było o wojenne przygody i godziwe łupy.
Nagle jadący na przedzie Morozowicki zatrzymał się, a potem zeskoczył z bahmata, widząc ślady odciśnięte w rozmiękłym gruncie.
— Konie — rzekł. — Tuzin zbrojnych, albo i więcej.
Morozowicki pochylał się nad tropem, dotykał odcisków, wreszcie wyprostował się ze zmarszczonym czołem.
— Lachy. Kopyta dobrze podkute. Lepiej jak nasze bahmaty.
— Dawno temu?
— Rano, kiedy dwór paliliśmy.
— Trastia ich mordowała!
— Pewnie dym widzieli.
— Wiedzą o nas! — jęknął Ołeś.
— Było nie palić dworu — syknął Taras.
— Milcz! — syknął Sysun. — Zabierajmy dupy w troki!
Rozejrzeli się dokoła, ale las dokoła był cichy i spokojny.
— W konie.
Ruszyli rysią. Tajemnicze ślady odchodziły od strumienia w stronę lasu. Widać Lachy nie podążali dalej jarem, ale skręcili z traktu i skryli się wśród drzew. Sysun, chmurny i milczący, poderwał konia w skok. Wypadli na polanę porośniętą bodiakami i ostami, przecięli strumień szemrzący wśród kamieni i wjechali w las, znikli w mgłach ścielących się jak tuman dymów pomiędzy mokrymi pniami drzew. Deszcz przestał padać. Nadciągało mokre, kwietniowe popołudnie, niebo było u szczytu czyste i błękitne, jedynie na zachodzie połyskiwały białawe szczyty wielkich chmur, skłębione niby tłum pohańskich łbów w szyszakach. Ziemia parowała po niedawnym deszczu. Wilgotna mgła osadzała się na czankach, zaponach i metalowych ozdobach rzędów końskich, otulała ich zasłoną oparów, zmieniała bahmaty i podjezdki Kozaków w korowód widm i mar, zraszała kropelkami wilgoci końską sierść.
Wjechali w dębowy las, a potem, gdy wychynęli na kolejną polanę, Taras przyjrzał się swoim towarzyszom. Najpierw zamrugał, przetarł rozpalone źrenice ręką, jakby nie dowierzając temu, co widzi. Jęk wyrwał mu się z piersi.
Zobaczył...
|
|
|
 |
| Michał Zacharzewski: Onet.pl
|
|
Komuda nie oszczędza nikogo. Nie jest jawnie antypolski ani nie stawia naszych rodaków na piedestale. Unika sienkiewiczowskiego pokrzepienia serc i ahistorycznego wybielania, opisując wojnę taką, jaką była. A była przede wszystkim okrutną rąbaniną. Kozacy mordują kogo popadnie, Polacy tak samo. Nawłóczenia na pal są niemalże na porządku dziennym, zaś dla kilku marnych miedziaków człowiek jest gotów zrobić wszystko. W czasie bitew ludzie giną jak mrówki, nie mając właściwie możliwości uratowania swojego zadka. Wojna to chaos i bezsens - to widać w tej książce bardzo wyraźnie.
|
|
| Bohumil Novak: Gildia Literatury
|
|
Mówiąc o samym konflikcie kozacko-polskim chciałbym wyrazić uznanie dla autora za podejście do tej tematyki polsko-ukraińskiej. Jacek Komuda pokazał rzeczywisty obraz okrucieństwa wojny jakiego dopuszczały się obie strony w tamtym czasie. Gwałty, zajazdy, rabunki, grabieże, nawłóczenia na pal itp.. Do tej pory w literaturze polskiej obowiązywał jedynie obraz sienkiewiczowskiego Ogniem i Mieczem, gdzie to Kozacy byli tymi złymi, a Polacy szlachetnymi, walecznymi a nade wszystko patriotami rycerzami! Zupełne przekłamanie historyczne. Trzeba pamiętać, że Sienkiewicz pisał "ku pokrzepieniu serc" gdzie świadomie przemilczał tak wiele ciemnych plam z historii tego konfliktu. Niestety w skutek tego wytworzyła się specyficzna świadomość narodowa, która na stałe zagościła jako stereotyp: Kozak - zły , Polak dobry! Co ma przełożenie na Ukrainiec - zły, Polak - dobry. O czym powyżej pisałem. Na szczęście u Jacka Komudy jest inaczej.
Popełnił bym ogromny nietakt względem autora jak i czytelników gdybym również nie pochwalił samego wątku balu maskowego gdzie Dantez poznaje pana Śmierć. Pomysł paraboli, gdzie uczestnicy balu przebierają się za poszczególne karty Tarota, kielichy, miecze, monety, pałki, Magów, wprowadzają do powieści specyficzny nastrój grozy i niesamowitości, którego tak na prawdę niecierpliwie oczekują czytelnicy wcześniejszych książek. W rzeczywistości Jacek Komuda rozprawił się z kolejnym mitem sienkiewiczowskim jakim jest przedstawienie postaci króla polskiego Jana Kazimierza. W naszej maskaradzie występuje on jako pan Śmierć. Nie przypadkowo wybiera autor właśnie tę kartę jako personifikację naszego władcy. Pan Śmierć manipulując osobą Danteza doprowadza hetmana Kalinowskiego do sytuacji, że wydaje on rozkaz ataku na skonfederowaną jazdę koronną, w skutek czego śmierć ponosi wielu polskich żołnierzy. Dodatkowo autor na kartach swojej książki, a dokładnie, w posłowiu, wyjaśnia, że król Jan Kazimierz jest jednym z władców, którzy przyczynili się do śmierci Polski Szlacheckiej w wyniku czego doszło do rozbiorów w XVIII. Oczywiście uważny czytelnik sam dojdzie do takiego wniosku po przeczytaniu Bohuna.
Pisarz faworyzuje za to Marka Sobieskiego herbu Janina, starostę krasiczyńskiego, brata przyszłego króla Polski Jana III. "Sobieski to był najlepszy król Rzeczypospolitej. On to przyczynił się do chwały oręża polskiego!" - cytuję Jacka Komudę z jednego ze spotkań autorskich. Ocenę działalności naszych władców pozostawiam jednak historykom oraz czytelnikowi, ale na marginesie dodam, że Jacek Komuda obecnie jest doktorantem historii na Uniwersytecie Warszawskim.
Jeszcze jedną rzecz chciałbym pochwalić w Bohunie. W przeciwieństwie do panów Sapkowskiego i Jabłońskiego, którzy ostatnio zabrali sie za pisanie fantastyki historycznej, Jacek Komuda umieścił posłowie z dokładnymi przypisami. Jakie to jest wygodne wie ten który ma problemy z łaciną lub nie jest na tyle zorientowany w realiach historycznych.
|
|
| Sebastian Chosiński: Esensja
|
|
Prawda o kozackim pułkowniku jest jednak nieco inna od wersji, którą przedstawił w swoim dziele piewca chwały I Rzeczypospolitej. Kto chciałby ją poznać, powinien sięgnąć raczej po powieść Jacka Komudy, o dziele Sienkiewicza szybko zapominając. Bo choć nowa książka autora „Opowieści z Dzikich Pól” w najmniejszym nawet stopniu nie jest dziełem biograficznym – przynależy raczej do gatunku fantazji historycznej – to jednak wizerunek jednego z najtragiczniejszych bohaterów Kozaczyzny oddaje dużo wierniej. Można zresztą spierać się o przynależność gatunkową „Bohuna”. Autor bowiem świadomie uczynił swą książkę eklektyczną, sięgając zarówno po elementy powieści historyczno-przygodowej, jak i – choć tym razem w znacznie mniejszych porcjach – opowieści grozy (która tym razem posłużyła Komudzie jedynie do stworzenia niepowtarzalnego klimatu, nie odgrywając poważniejszej roli w rozwoju fabuły). W „Bohunie” Komuda postanowił, może nawet troszkę na złość Sienkiewiczowi, przypomnieć pamięci rodaków jedną z najtragiczniejszych kart polskiej historii siedemnastowiecznej – porażkę wojsk koronnych pod Batohem. Przedstawiona przezeń historia dotyka wydarzeń bezpośrednio poprzedzających bitwę, kończy się natomiast literackim opisem klęski, która ostatecznie pogrzebała nadzieje na korzystne dla Rzeczypospolitej spożytkowanie zwycięstwa pod Beresteczkiem.
|
|
| Piotr 'Rebound' Brewczyński: Poltergeist
|
|
Bohun, podobnie jak wspominana powieść Henryka Sienkiewicza, to książka zajmująca się tematem nie tyle niepopularnym, co po prostu słabo wyeksploatowanym. Wydaje się, że żaden z rodzimych autorów nie chce konkurować z noblistą i nie zamierza zagłębiać się w sytuację polityczną i społeczną, jaka w XVII wieku panowała w Rzeczpospolitej. Żaden prócz Jacka Komudy, który z konfrontacji z Sienkiewiczem wyszedł w moich oczach zwycięsko.
Bohun ukazuje prawdopodobną wersję wydarzeń, które doprowadziły do jednej z największych klęsk wojsk koronnych w dziejach naszego kraju - bitwy pod Batohem. Komuda bardzo umiejętnie snuje dwa główne wątki, wplątując w całą historię nie tylko zasłużonych i znienawidzonych rębajłów tamtych czasów, ale także całą plejadę innych postaci, na czele z popadłym w niełaskę Francuzem, kozackim bandurzystą-wizjonerem i samym Janem Kazimierzem Wazą - niesławnym królem Rzeczpospolitej. Autor dołożył wszelkich starań, by opowiedziana przez niego historia była jak najbliższa prawdzie. W dokładnym zrozumieniu niektórych wydarzeń pomaga dość obszerne posłowie oraz swoisty glosariusz, w którym Jacek Komuda wystarczająco, ale nie przesadnie szczegółowo, wykłada czytelnikowi historyczne niuanse. Wspomnieć należy również o stylizacji językowej, która prezentuje się wyśmienicie zwłaszcza w częściach poświęconych Kozakom.
Bohun to powieść napisana sprawnie, "z jajem" i bez wymuszonego huraoptymizmu, który w zbliżonych tematycznie powieściach Sienkiewicza był wszechobecny. Historia, jak zresztą łatwo się domyślić, bynajmniej nie kończy się dobrze, choć autor unika również zbytniego popadania w martyrologię.
|
|
| Tigana: Katedra
|
|
Na kartach powieści Komudy, prócz trójki głównych bohaterów, przewija się również wiele barwnych postaci i to zarówno historycznych (Jan Baranowski) jak i fikcyjnych (Eugenia de Meilly Lascarig), z których każda ma swoje miejsce i rolę w nadchodzącej tragedii. Drugim walorem książki Komudy jest z pewnością pietyzm autora w odtwarzaniu realiów XVII-wiecznej Polski. Mamy więc do czynienia z wieloma opisami, począwszy od strojów i siedzib magnackich, poprzez militaria, aż po obyczaje i tradycje szlachty polskiej. Wszędzie zaś widać olbrzymią wiedzę autora. Co ważne: opisy, choć ciągnące się przez kilka stron, nie nudzą – wręcz przeciwnie, są świetnym przerywnikiem pomiędzy kolejnymi zwrotami akcji.
|
|
| Monika Frenkiel: Czytelnia Onet
|
|
Jacek Komuda, historyk, wielbiciel Polski szlacheckiej, sarmackiej, wolnej i podkręcającej wąsa tym razem wydał nie historię alternatywną, a własną, literacką wizję jednej z największych klęsk militarnych Rzeczpospolitej szlacheckiej, czyli bitwy pod Batohem.
„Bohun” oparty jest na faktach. Występują w nim postaci autentyczne, choć kojarzone – głównie dzięki Sienkiewiczowi - z bohaterami literackimi, a nie ludźmi z krwi i kości. To oczywiście sam Bohun, starszy niż w „Ogniem i mieczem”, zmęczony i cierpiący od wojennych ran. To Chmielnicki, przywódca powstania na Ukrainie, samotny i zapijający osobiste klęski. To wreszcie oficerowie wojska koronnego, tacy jak Marek Sobieski, znani z dokumentów.
|
|
| Michał ''Walu de Rive'' Walek: Elkander
|
|
''Bohun'' nie tylko porywa wartką akcją i świetnym językiem (zwracam szczególną uwagę na fakt, że Kozacy często przemawiają w języku ruskim), ale też główna oś fabuły oparta jest na licznych, choć mało znanych i szczątkowych przekazach historycznych. Mimo że nie jest to podręcznik, z powieści można dowiedzieć się o wielu interesujących faktach, których znajomością można zaimponować w towarzystwie miłośników okresu. Powieść niezwykle sugestywnie działa na wyobraźnię. Czytając o tym, jak niewiele brakowało, aby Rzeczpospolita zawróciła z drogi prowadzącej do upadku, czytelnik sam ma niemałą ochotę chwycić za szablę, osiodłać konia i ruszyć w kierunku bezkresnego stepu. Po chwili dojdzie do Ciebie, że to tylko książka, ale postacie dumnych Kozaków, głupich i zawistnych magnatów oraz ostatnich rycerzy Europy, towarzyszy husarskich, zapadną na długo w pamięć. ''Bohun'' Jacka Komudy do doskonała pozycja dla każdego, kto pasjonuje się historią Polski. Jeśli ktoś reaguje na nią alergicznie, lektura tej książki będzie na to doskonałym lekarstwem. Rewelacyjnie napisana, ukazuje mało znane i interesujące epizody z czasów powstania Chmielnickiego. Widać, że autor kocha to, o czym pisze i, co ważne, zna się na tym doskonale.
|
|
| Krzysztof Schechtel: Terra Fantastica
|
|
Komuda przenosi nas w czasy XVII - wiecznej Polski – kilka lat po rozpoczęciu powstania Chmielnickiego, po bitwie beresteckiej, ale przed Batohem. Jednak z całą pewnością nie jest to książka sienkiewiczowska, nie jest to żadną miarą kontynuacja „Ogniem i mieczem” (mimo tytułu). Podobnie jak Wojciech Orliński (w recenzji dla Gazety Wyborczej), dopatrywałbym się w tej powieści wpływów dumasowskich – Bertrand Dantez kojarzy się jednoznacznie z Edmundem Dantesem, czyli hrabią Monte Christo. I nawiązaniem jest nie tylko bohater, lecz także konwencja zabawy historią. Podobnie jak Dumas w „XX lat później” autor bawi się z czytelnikiem i mami, że może jednak wydarzenia potoczą się inaczej. U Francuza był słynny podkop pod szafotem, na którym miał zostać ścięty Karol Stuart, tutaj są rokowania polsko-kozackie. Przy lekturze Dumasa spodziewaliśmy się, że król angielski zginie, tutaj zaś wiemy, że przecież i tak będzie Batoh – rzeź polskiej szlachty – ale pomimo tej wiedzy mamy nadzieję, że bieg historii się zmieni. Te zwody, to stworzenie wrażenia, że przyjdzie ratunek, są przeprowadzone iście mistrzowsko. Naprawdę cały czas się łudzimy, że jednak dojdzie do porozumienie polsko-kozackiego, że Bohun nie poprowadzi Kozaków na obóz wojsk koronnych.
Poza budową fabuły godna uwagi jest konstrukcja postaci – łasy na urzędy Kalinowski, dwulicowy Dantez, diabelska Eugenia, prawy Przyjemski, bohaterski Marek Sobieski i wielu innych. Komuda doskonale stworzył również postać wiedzionego przez Najświętszą Panienkę bandurzysty – Tarasa. Pojawia się on niczym anioł pomiędzy okrutnikami, aby ustanowić pokój na Ukrainie. Na drodze cudownego grajka staje uwiedziony przez diablicę Dantez, który kojarzy mi się z Lukasem Corso – bohaterem „Klubu Dumas” Pereza-Reverte. Zmagania sił zła i dobra są jedynie nakreślone, autor nie narzuca czytelnikowi interpretacji i tworzy wspaniały klimat.
|
|
| Wojciech Orliński: Gazeta Wyborcza (12 września 2006)
|
|
|
Jacek Komuda od lat propaguje modę na XVII wiek wśród polskich miłośników fantastyki i gier fabularnych. Na fantastycznych konwentach łatwiej dziś spotkać ucharakteryzowanych na Sarmatów fanów opracowanej przez niego gry „Dzikie Pola” niż ludzi w kostiumach nawiązujących do zachodniej fantastyki.
Jego najnowsza powieść „Bohun” to świetna lektura nie tylko dla miłośników „Dzikich Pól”. W końcu sienkiewiczowska wizja upadku sarmackiej Polski wryła się nam bardzo głęboko w zbiorową podświadomość. Na samo hasło „Bohun” reagujemy od razu skojarzeniem albo z kartami „Trylogii”, albo z uwodzicielsko pięknym Domagarowem w ekranizacji Hoffmana.
„Bohun” to nie jest jednak hołd Sienkiewiczowi. Przeciwnie! W odwiecznym sporze o to, czy Rzeczpospolitą szlachecką zgubiła anarchia zaściankowych szlachciurów, czy lekceważenie Złotej Wolności przez władców, Komuda zajmuje stanowisko dokładnie przeciwne Sienkiewiczowi.
|
|
| Marta Król: Premiery (nr 9, wrzesień 2006)
|
|
|
Kolejna powieść Komudy umiejscowiona w XVII wieku na dzikich polach Ukrainy. Pretekstem do jej napisania stały się wydarzenia wokół niedoszłej ugody batowskiej oraz bitwy pod Batohem. Wynikiem tych wydarzeń stał się późniejszy potop szwedzki, a jeśli przyjąć sugestie wygłaszane przez bohaterów powieści – Danteza i Tarasa, również rozbiory. Autor jako historyk doskonale operuje wydarzeniami i postaciami z epoki.
|
|
| Łukasz „Mol” Pleśniarowicz: Valkiria
|
|
Naprawdę, dawno nie czytałem książki, która zrobiłaby na mnie tak piorunujące wrażenie, jak najnowsza powieść Komudy. Wizja skąpanej we krwi Ukrainy i nierozwiązywalnego, zdawałoby się, konfliktu napędzanego wzajemną nienawiścią, prywatnymi porachunkami i zemstami, jest niezwykle sugestywna. Choć znając historię wiemy, jak nieszczęśliwie skończy się dla wielu bohaterów opisywana opowieść, z zapartym tchem zagłębiamy się w nią ciągle mając nadzieję, że zły los może się odmienić. Bohun wzbudził we mnie wiele emocji i wciągnął tak, że przeczytałem go w okamgnieniu.
Do tego fabuła jest spójna i choć to fikcja literacka, sprawia wrażenie prawdopodobnej. Przekonujący jest opis wojny Rzeczpospolitej z Kozakami, zaprezentowany z punktu widzenia wielu postaci - pokazuje jak skomplikowana była wówczas sytuacja, jak wiele można znaleźć winy po obu stronach. Po tym niepewnym gruncie stąpają świetnie „narysowane” przez autora postaci, zarówno zmyślone, jak i prawdziwe, których nierzadko szczere intencje potrafi zniweczyć zaślepienie lub wyrachowanie innych.
|
|
|
|
|
|