Seria: 
... 24  25  26  27  28  29 ...

... 24  25  26  27  28  29 ...
Oleg Diwow
Najlepsza załoga Słonecznego, t.2

Jacek Komuda
Czarna szabla - wyd. 1

Oleg Diwow
Najlepsza załoga Słonecznego, t.1

Eugeniusz Dębski
Furtka do ogrodu wspomnień

Feliks W. Kres
Strażniczka istnień

Maja Lidia Kossakowska
Więzy Krwi

Miroslav Žamboch
Na ostrzu noża, t.1

Jacek Piekara
Młot na czarownice - wyd. 2

Magdalena Kozak
Renegat - wyd. 1

Andrzej Pilipiuk, Rafał A. Ziemkiewicz, Jacek Piekara, Tomasz Bochiński, Artur Szrejter, Krzysztof Kochański, Katarzyna Urbanowicz, Piotr Schmidtke, Joanna Kułakowska, Jerzy Rzymowski, Łukasz M. Wiśniewski
Niech żyje Polska. Hura! t.2

Więzy Krwi
Maja Lidia Kossakowska

data wydania: luty 2007
ISBN-10: 83-60505-05-5
ISBN-13: 978-83-60505-05-2
wymiary: 125 x 195
liczba stron: 480
oprawa: miękka
seria: Bestsellery polskiej fantastyki
cena: 29.99
zamów:
„Więzy Krwi” to zbiór intrygujących, pełnokrwistych opowiadań. Ich wspólnym mianownikiem jest mroczny klimat zagłady, beznadziei i śmierci.

Autorka prezentuje przewrotne pomysły fabularne i świat, który nie jest piękną krainą magii, ale często smutną i demoniczną rzeczywistością. Tu nic nie istnieje bez powodu: pojawienie się zwykłej muchy ma sens, choć bohater jednego z opowiadań wolałby owej muchy nigdy nie zobaczyć, widmowy demon grasujący w dżungli wyciąga mordercze ręce po kolejną ofiarę, a zwykłe zakupy mogą urosnąć do rangi święta. Ba, pojawiają się nawet Zakony Handlowe, a wierni urządzają coroczne pielgrzymki do świątyń handlowych! Zapach rdzy, wanilii i gorzkich migdałów zwiastuje natomiast pojawienie się Anioła Śmierci.
Wśród opowiadań jest też mikropowieść. Autorka kreuje w niej świat po drugiej stronie lustra, którym rządzi Lud Luster, prowadzone są niejasne interesy, a w powietrzu czuć zapach krwi i zemsty.


Smutek
Dominik Broniek

Zwierciadło
Dominik Broniek

Mucha
Dominik Broniek
Więzy krwi

Więzy krwi

Maja Lidia Kossakowska: Więzy krwi

Dobra, przyznaję. Odkąd umarłem po raz trzeci, przestałem kogokolwiek kochać. Moje potwory gapią się na mnie przekrwionymi gałami, ale one też stały się tylko narzędziem. Już nie potrafię z nimi rozmawiać, nadawać im imion i czerpać przyjemności z przebywania w ich towarzystwie. Szczerze mówiąc, wszystkie są niedoskonałe. Nie mogą mnie bawić, bo zdaję sobie z tego sprawę. Przestały być moimi przyjaciółmi, chociaż wina nie leży po ich stronie. Czasem mam wrażenie, że na szpetnych pyskach maluje się smutek, a ślepia potrafią zalśnić wilgotnie, jakby pojawiał się w nich wyrzut. Nie bardzo umiem się tym przejąć. Przykro mi, chłopaki. Straciłem zbyt wiele, żeby rozpaczać, że nie mam już do was serca. Po pierwsze, straciłem azyl. Siedzę w pracowni zastawionej półkami pełnymi figurek, przesyconej zapachem lakierów i różnych mas plastycznych, pełnej narzędzi i poniewierających się wszędzie szkiców, ale to już nie jest moja magiczna kraina. Raczej miejsce ciągłych prób i porażek. Niewyobrażalne. Nigdy nie przypuszczałem, że pracownia może stać się miejscem przesyconym frustracją. Teraz niemal słyszę, jak każda ściana wrzeszczy. Każda kolejna figurka to klęska. Długo walczyłem o swój własny kawałek świata, więc ciężko mi patrzeć, jak spokój i zadowolenie uciekają stąd z krzykiem przez drzwi brutalnie wywalone kopniakiem.


: Mucha
Czas przeciekał mu między palcami, lepki, jak krew. Dziura w środku pulsowała w rytm ciężkich uderzeń serca. Ten sam rozkołysany rytm odzywał się echem w skroniach, kołatał głęboko w mózgu, za oczami.
Joan już dawno czekała na lotnisku. Zawsze musiała być w poczekalni na długo przed planowanym odlotem, żeby się nie spieszyć i nie denerwować, jak mówiła. Danny’emu pewnie piekielnie się nudzi. Poza tym jest późno, mały na pewno czuje się zmęczony...
Huk wywracanego stołka i głośny wybuch śmiechu dochodzący z kąta, w głębi baru wybił jego myśli z rytmu, i zmusił do uniesienia głowy. Luke niezbyt przytomnie rozejrzał się wokoło.
Pięciu pijanych, hałaśliwych mężczyzn najwyraźniej świetnie się bawiło. Jeden z nich właśnie gramolił się niemrawo z podłogi. Twarze wszystkich poczerwieniały od śmiechu i trunków. Rozmowa już dawno zjechała do poziomu opowiadania wulgarnych dowcipów.
Luke bezskutecznie próbował skoncentrować wzrok na jednym z facetów, który klepał właśnie z rozmachem po plecach swego towarzysza z lewej strony, bełkocząc pośród tłumionych wybuchów śmiechu o jakimś lekarzu, pacjencie i żonie. Obraz rozmazywał się i Luke wiedział, że niedługo wszystko rozleje się w konstelacje kolorów, pożarte następnie przez całkowitą ciemność. Podparł czoło dłońmi. Szumiało mu w uszach.
– Nie myśl – powiedział do siebie. – Po prostu nie myśl.
Wielki, jowialny blondyn z grupy wesołków w kącie wyrżnął pięścią w kontuar, aż zabrzęczały szklanki, zwijając się w paroksyzmie śmiechu. Po spoconej, purpurowej z wysiłku twarzy ciekły łzy. Jego donośny głos wybijał każdą głoskę w głowie Luke`a wyraźnie jak czcionka w maszynie.
– Kurwa, chłopaki... jak on z żoną... to jej z gęby mucha... ha, ha, ha... a lekarz: „przykro mi”, mówi, rozumiecie, „przykro, pańska żona od pół roku... nie żyje!” A on, rozumiecie... pół roku... ha, ha, ha...
Pięciu mężczyzn rechotało ochryple, jakby z wysiłkiem, pokładało na sobie nawzajem, krztusiło się i opluwało z radości. Tamten, który upadł, zdołał się dźwignąć na kolana ale grzmotnięty przez któregoś z kumpli otwartą łapą w kark, znów rozciągnął się na podłodze.
Luke patrzył na nich obojętnie. Mucha, pomyślał, znaczy śmierć. Robaki przyjdą po twoje martwe ciało, mucha po twoją martwą duszę. Owadzia śmierć. Piekło to brzęczenie tłustych, końskich much. Pożrą cię żywcem.
Tak, to jest dobre zdanie. Trzeba je zapisać. Nie wolno pozwolić mu uciec przez dziurawe sito pamięci. Trzeba je zapisać, przyda się.
Luke wygrzebał z kieszeni notes, potem pióro. Bazgrał brzydko, nerwowym pismem.
Na drżących skrzydłach tłustych much spływa owadzia śmierć,
A krew jest czarna i krwawe łzy, jak kolia się sypią na pierś.
Zamarł z piórem w ręku. Nie zauważył nawet, że napisał te dwa wersy w poprzek jakiegoś poprzedniego zapisku. Kolory wokoło nabrały takiej intensywności, że zmrużył powieki.
Gdzieś, jakby od wewnątrz czaszki jego mózg wyświetlił informację, wygrzebaną z zakamarków pamięci. „W Średniowieczu mucha była symbolem cynizmu”. Zdanie miało jakiś gorzki posmak. Luke powoli odpływał coraz dalej od rzeczywistości.
– Przepraszam, pan Carven, prawda?
Luke otworzył oczy i spojrzał nieprzytomnie. Próbował sobie przypomnieć twarz pochylającego się nad nim mężczyzny. Twarz ta wydawała mu się skądś znajoma ale przez grubą warstwę waty okalającej jego umysł myśli przebijały się opornie.
– Jestem od lat wielbicielem pańskiej... hm, mrocznej twórczości... – kontynuował intruz.
Przy słowie „mrocznej” Luke lekko się skrzywił.
– Mogę prosić o autograf? – spytał nieznajomy, siadając obok przy jego stoliku.
– Tak, oczywiście – westchnął Luke.
Sięgnął do kieszeni po swoje wieczne pióro. W połowie gestu przypomniał sobie, że wciąż trzyma je w dłoni. Facet już podsuwał mu gruby notes, otwarty na czystej stronie. Luke napisał pierwsze lepsze zdanie, jakie przyszło mu do głowy. Krzywe, nerwowe litery sprawiały wrażenie, że pragną stać się czymś zupełnie innym, niż aktualnie są. Luke bazgrał, a ręce mu drżały odkąd pamiętał.
„Żeby rozproszyć ciemność wystarczy zapalić lampę. Jedyny problem to skąd ją wziąć”.
Po sekundzie wahania paroma kreskami dorysował na dole strony staroświecką, stajenną naftówkę i podpisał się.
– Proszę – powiedział, podając przybyłemu notes. Po raz pierwszy przyjrzał się uważniej jego twarzy. Była zupełnie nijaka ale Luke`owi wciąż wydawała się skądś znajoma.
– Czy pan często myśli o śmierci, panie Carven? – zapytał nagle mężczyzna, chowając notatnik do kieszeni.
Świr, pomyślał Luke. Tylko tego mi brakowało. Albo, co gorsza – sekciarz.
Już otwierał usta, żeby spławić faceta, kiedy nagle napotkał jego wzrok. Oczy nieznajomego miały nienaturalnie jasne tęczówki, właściwie białe, gdyby nie opalizujący blask, jakim zdawały się świecić od środka. Wydawało mu się, że przewiercają go na wylot, a obcy nie dość, że wie o nim wszystko, to doskonale zna jego słabe punkty.

Wojciech Bała: Carpe Noctem
Właściwie wszystkie opowiadania z Więzów krwi utrzymują się na jednym, wysokim poziomie. Najmniej przypadł mi do gustu katowski Spokój Szarej Wody, opisujący pewną trudną do wykonania egzekucję. W książce znaleźć można jeszcze zabawną Schizmę, historię boskiego zabójcy w Hekatombie oraz dawkę SF w Smutku. Na wspomnienie zasługuje również bardzo dobre wydanie książki - oprócz świetnej okładki, zamieszczono w niej również kilka ciekawych ilustracji.
    Podsumowując, Więzy krwi to prawie 500 stron doskonałej rozrywki. Polecam z czystym sumieniem – sam chętnie sięgnę po kolejne książki Kossakowskiej.

Galathar: Bestiariusz
Kossakowska przekonuje do siebie specyficznym stylem, któremu ciężko się jest oprzeć. Jej język łaczy ze sobą brutalność męskiego świata z kobiecą delikatnością, przemoc i uczuciowość. Autorka nie boi się używać wulgaryzmów, ani dosadnie opisywać zdarzeń. Udaje się jej jednocześnie uniknąć przesady i nie powoduje obrzydzenia u czytelnika, mimo tego, że niektóre zdarzenia są naprawdę makabryczne. Wydatnie pomaga jej w tym subtelny, emocjonalny język jakim się posługuje. Zręcznie nim operując, Kossakowska stworzyła bardzo plastyczne, ale ponure światy.
Do tekstów przekonują także dobrze poprowadzone fabuły i wyraziści bohaterowie. Ich działania są dobrze umotywowane i wyjaśnione, a historie po prostu intrygują i wciągają. Są niebanalne, w większości przypadków zaskakują. Co więcej, Kossakowska okazuje się pisarką wszechstronną, dobrze radzącą sobie w różnych konwencjach.

Piotr Mirski: Gildia
Mówi się, że “gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Pomimo tego termin “literatura kobieca” kojarzy się głównie z subtelnością, miękkim i kwiecistym stylem oraz skupieniem głównie na emocjach i świecie wewnętrznym bohaterów. Jak dalece ten pogląd jest fałszywy, świadczą takie nazwiska, jak Kathe Koja czy Elfride Jelinek – naprawdę trudno znaleźć coś równie dosadnego. Maja Lidia Kossakowska, jedna z najważniejszych twórczyń polskiej fantastyki, plasuje się gdzieś pomiędzy stereotypową, delikatną prozą żeńską a tą drugą, bardziej drapieżną stroną tego samego medalu.
(...) Taka właśnie jest Kossakowska, raz sentymentalna, raz drapieżna, prawie cały czas jednak zręczna i potrafiąca zaciekawić czytelnika. “Więzy krwi” to zaproszenie do dalszego zapoznania się z jej twórczością. Jakość zbiorku podnoszą jeszcze krótkie komentarze do każdego tekstu, które pozwalają poznać kontekst danego utworu i na swój sposób nieco odsłaniają fragment osobowości autorki. Wciąż jednak nie wiadomo czy to anioł, czy demon. Ale tak to już bywa z kobietami.

Jakub Winiarski: Nowa Fantastyka

Kram opowiadacza – tak we wstępie do „Więzów krwi” z przymrużeniem oka pisze o swojej książce Kossakowska, jakby nieco bagatelizując ten zbiór opowiadań z różnych czasów. Zbiór niejednorodny, wielogatunkowy, przewrotny. Niepotrzebne to umniejszenie, albowiem nie ma w „Więzach krwi” tekstu słabego, odstającego jakością. Każdy akapit jest tu na miejscu i każdy potwierdza mistrzostwo tej nietuzinkowej autorki.
(...)Są w tym zbiorze opowiadania smutne, jak debiutancka „Mucha”, są też fragmenty dowcipne, wręcz groteskowe. Tytułowe „Więzy…” są balladą inspirowaną lovecraftowskimi motywami, a „Spokój Szarej Wody”, tekst pisany do antologii o katach, pokazuje, jak można uciec od konwencji, stworzyć nową i jeszcze dostarczyć sobie i czytelnikowi świetnej zabawy. Nie wolno też zapominać o formalnych i stylistycznych ambicjach Kossakowskiej, której jędrny i trafny, a czasem też cudownie poetycki język mógłby stanowić wzór dla niejednego początkującego autora.

Więcej -  w papierowym wydaniu "Nowej Fantastyki" 7/07, str. 66-67.


Rafał Śliwiak: Wirtualna Polska
Teksty z Więzów krwi łączy pewien swoisty klimat, w którym wzbierająca w bohaterach groza splata się i przenika z niesamowitością, jakimś podskórnym niepokojem, niepewnością i wieloznacznością przedstawionej rzeczywistości. Ta rzeczywistość pełna jest tajemniczych, nadnaturalnych, niebezpiecznych sił, które często zagrażają bohaterom – zarówno fizycznie, jak i w sferze duchowej. Sami zaś bohaterowie zawartych w tomie opowiadań – niemal wszyscy bez wyjątku – także są ze sobą „spokrewnieni” poprzez podobieństwa ich życiowej sytuacji. Wrzuceni zostają w jakiś obcy, niezrozumiały świat, którego praw i zagrożeń nie znają, są manipulowani przez potężne, obce siły, ulegają pasjom i namiętnościom, których by u siebie nigdy nie podejrzewali.

Cyryl Twardoch: Esensja
Kto mieszka po drugiej stronie lustra? Czy supermarkety staną się świątyniami nowej religii? Jaki potwór zabija japońskich żołnierzy na tropikalnej wyspie? Zapraszam na wędrówkę po fantastycznych światach Mai Lidii Kossakowskiej. Zapewniam, że w zbiorze opowiadań „Więzy krwi” każdy miłośnik dobrej fantastyki znajdzie coś dla siebie – jest fantasy, horror, a nawet mocna science fiction.
Jedną z najważniejszych cech charakteryzujących dobrego pisarza jest umiejętność snucia ciekawych opowieści. Siadamy w wygodnym fotelu, otwieramy książkę i już po chwili cichnie szum ulicznego ruchu, a nasz pokój przemienia się w jaskinię pełną złota strzeżonego przez ogromnego smoka albo w mroczne wnętrze statku kosmicznego nawiedzanego przez obcą formę życia. Odrywamy się od rzeczywistości i zawieszamy ciężar niewiary, by wędrować po światach oraz krainach stworzonych mocą wyobraźni autora. Maja Lidia Kossakowska należy do grona pisarzy, którzy w swojej twórczości postawili przede wszystkim na opowiadanie ciekawych historii. W przedmowie do „Więzów krwi” napisała: „Ludzie potrzebują fikcji, potrzebują opowieści. Inaczej dawno już nie byłoby pisarzy, reżyserów, aktorów”.

Wojciech 'Wojteq' Popek: Poltergeist
W ramach podsumowania wspomnieć muszę o wcale ładnej oprawie graficznej. Rogaty chochlik z okładki jest pierwszą zapowiedzią nastroju, jakim przesiąknięte są opowieści Kossakowskiej - jest mrocznie i przygnębiająco. Dodatkowo każde opowiadanie opatrzono osobną ilustracją, wykonaną w charakterystycznym dla Fabryki Słów stylu. W warstwie językowej całości również nic się nie da zarzucić. Mocne pięć w skali szkolnej - solidny zbiór ciekawych historii.

Krzysztof Pochmara: Katedra
Wszystkie opowiadania tworzą mozaikę motywów, światów i bohaterów połączoną mrocznym klimatem i szczególną literacką wrażliwością. Kossakowska świetnie operuje detalem, nie zapomina o raz stworzonych przedmiotach, wraca do drobnych szczegółów, zdobi fabułę piękną metaforą.
Dodaje tym swojej prozie uroku, rzadkiego w fantastyce goniącej za szaleństwami fabuły i kreowanego świata. Opisy myśli i uczuć Kossakowska rozpisuje na wszystkie zmysły, z wprawą i ogromną wyobraźnią. Emocje chwyta w zgrabne metafory, obrazy odmalowuje wprawnym piórem, przemawiając do wyobraźni czytelnika i skutecznie budując klimat.
      W „Więzach krwi” mniej jest kreowania światów i egzotycznych krajobrazów, a więcej opowieści skupionej na ludziach i ich losach.

Łukasz „Mol” Pleśniarowicz: Valkiria

Dla Mai Lidii Kossakowskiej kryterium doboru opowiadań do zbioru Więzy krwi stała się różnorodność. Teksty (z wyjątkiem dwóch) nie są ze sobą powiązane ani fabularnie, ani tematycznie. Jest to jednocześnie niejako przekrojowe, choć oczywiście dość wybiórcze, spojrzenie na twórczość pisarki – od debiutu (rok 1996), aż po utwory sprzed dwóch lat. Jak więc prezentują się zawarte w tomie teksty?
Niemal wszystkie utrzymane są w mrocznej atmosferze. Tajemnicze, niepokojące, a niektóre wręcz przerażające, jak np. Hekatomba, w której pojawia się wizja Boga groźnego, nieznającego sprzeciwu, okrutnego. Jego sądy zdają się właściwie niezgodne z tym, w co, jak mi się zdaje, zwykliśmy wierzyć, niosą cierpienie, przytłaczają i budzą lęk.
(...) Znam osoby, którym opowiadania Kossakowskiej do gustu by nie przypadły. Nie wszyscy bowiem przepadają za takim specyficznym, zagadkowym, złowrogim, jakby chłodnym klimatem, który jest obecny w historiach z Więzów krwi. Ale z pewnością innym zupełnie to nie przeszkodzi, a wręcz zachęci. Na mnie teksty te, w większości zrobiły duże wrażenie – są pomysłowe, a nie zawadzi też poczuć czasem dreszczyk niepokoju, prawda?


Tymoteusz "Shadowmage" Wronka: Katedra
W „Więzach krwi” każde z opowiadań zostało okraszone krótkim wprowadzeniem autorki, ujawniającym kulisy powstania poszczególnych utworów, inspiracji, jakie przyczyniły się do opowiedzenia tych historii. Wytężając wyobraźnię można prześledzić drogę od błysku pomysłu do gotowego utworu. Takie olśnienia miewa każdy z nas, ale by przekuć je na opowiadanie, potrzeba talentu, iskry bożej. A tę Kossakowska bezsprzecznie posiada.

Maria Frank: Onet.pl
Tym razem coś dla miłośników Pierwszej Damy polskiej fantasy, czyli antologia opowiadań Mai Lidii Kossakowskiej. I na kilkuset stronach nic o aniołach!
(...) Opowiadania Kossakowskiej są świetne - ponure, przygnębiające, pełne krwi i złości. Choć nie brakuje w nich postaci budzących sympatię - na przykład pewnego niezwykłego kata, fircyka, mistrza szpady, wielbiciela ladacznic i pieczonych kaczek.


Avatarae Wirtualna Polska Gildia Fahrenheit Dlaczego? Poltergeist