 |
|
|









 |
Andrzej Pilipiuk, Rafał A. Ziemkiewicz, Jacek Piekara, Tomasz Bochiński, Artur Szrejter, Krzysztof Kochański, Katarzyna Urbanowicz, Piotr Schmidtke, Joanna Kułakowska, Jerzy Rzymowski, Łukasz M. Wiśniewski
|
|
Niech żyje Polska. Hura! t.2
|

|
 |
|
|
Młot na czarownice - wyd. 2 Jacek Piekara
|
 |
|
|
NAKŁAD WYCZERPANY |
| data wydania: |
2007 |
| ISBN-10: |
83-60505-27-6 |
| ISBN-13: |
978-83-60505-27-4 |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
368 |
| oprawa: |
|
| seria: |
Bestsellery polskiej fantastyki |
| cena: |
29.99 |
|
|
"Młot na czarownice " to przeredagowane i uzupełnione wznowienie tomu opowiadań o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie. Tym razem inkwizytora czekają nowe wyzwania, nowe zagadki, nowe walki. Starcia z wiedźmami i demonami, często gorszymi od nich, heretykami i bluźniercami oraz złowrogą potęgą, która rodzi się w Watykanie. Czy by przetrwać wystarczą żarliwa wiara, stalowe nerwy i ostry niczym brzytwa umysł? Jaką cenę trzeba będzie zapłacić za współczucie okazane niewinnym ofiarom?
Wiekszości ludzi Święte Oficjum kojarzy się wyłącznie ze stosami i torturami. Niesłusznie. W sercu sługi Bożego, młotu na czarownice, płonie święty żar wiary i pragnienie służby. Miecz w ręku Pana tnie, by oddzielić plewy od ziaren, by plewy spalić w ogniu.
Niektórzy wątpią, czy Chrystus rzeczywiście zstąpił z krzyża. A zwątpienie nie jest rzeczą ludzką... jest dziełem Szatana. Wątpisz? Bój się.
Stosy znów zapłonęły, by ocalić sprawiedliwych i sługi Boże.
|
 |
|
|
 |
| : Verma
|
|
Tego dnia leżałem w pokoju na piętrze karczmy i wsłuchiwałem się w jazgot wichury za okiennicami. Lato właśnie odchodziło, zaczęły się pierwsze zimne, dżdżyste dni. I całe szczęście, gdyż wtedy smród rynsztoków, i tego największego z nich, umownie nazywanego tu rzeką, wydawał się ustępować. A wasz uniżony sługa ma niezwykle czułe powonienie i odór gnijących odpadków oraz nieczystości budzi jego jakże uzasadniony wstręt. Rozmyślałem nad własnym, wysublimowanym poczuciem estetyki, kiedy usłyszałem kroki na schodach. Najbardziej rozchwierutany stopień skrzypnął przeraźliwie, a ja uniosłem się na łokciach i spojrzałem w stronę drzwi. Rozległo się ciche pukanie. – Wejść – powiedziałem i drzwi uchyliły się. W progu zobaczyłem kobietę okutaną w wełnianą, szarą chustę. Jej twarz była barwy owej chusty, a długi, haczykowaty nos sprawiał, że wyglądała jak czarownica z sabatowych sztychów. Ach, zresztą mylne wyobrażenie, mili moi. Zdziwilibyście się, wiedząc, że i piękne oraz dobrze urodzone kobiety potrafią oddawać się diabłu. Bo czegóż miałby on szukać u wyschniętych, wyblakłych niewiast jak ta, która odwiedziła mnie w pokoju? Wiadomo, że również diabłu bardziej podobają się urodziwe młódki o świeżych policzkach i stromych piersiach. Niemniej kobieta, która do mnie przyszła, miała piękne, zielonkawe oczy i czujne spojrzenie ptaka. – Mistrzu Madderdin – powiedziała, pochylając głowę. – Czy zechcecie mnie przyjąć? – Proszę – odparłem i wskazałem zydel, a ona przysiadła na jego skraju. – Czym wam mogę służyć? – Nazywam się Verma Riksdorf, szlachetny mistrzu, i jestem wdową po kupcu zbożowym Amandusie Riksdorfie, zwanym Żyłą. – Aż tak był ostrożny w planowaniu wydatków? – zażartowałem. – Nie, panie. – Zauważyłem, że rumieniec pojawił się na jej policzkach. – Przezwano go z innego powodu... Chciałem spytać z jakiego, lecz nagle się domyśliłem i roześmiałem. – Ach, tak – powiedziałem, a ona zaczerwieniła się jeszcze bardziej. – Słucham więc, Vermo. Z jaką sprawą przychodzisz? – Potrzebuję pomocy. – Podniosła wzrok i spojrzała na mnie twardo. – Pomocy kogoś znacznego, niestrachliwego i gotowego, by odbyć podróż.
|
|
|
 |
| Darek Barczewski: Gildia
|
|
W „Młocie na czarownice” złakniony przygód inkwizytora czytelnik otrzymuje pięć opowiadań. Jacek Piekara w stylu sobie właściwym, to jest eleganckim i zgrabnym, przeprowadza nas za rączkę przez koleje mordimerowskiego losu. Bywa strasznie i dramatycznie, a jeszcze częściej zabawnie. Co równie ważne – a może nawet ważniejsze – od początku do końca jest ciekawie. Tajemnicą sukcesu powiastek o Mordimerze jest więcej niż porządny warsztat pisarski oraz niebanalny pomysł. Sama idea bazowa cyklu, w myśl której bohaterem pozytywnym i sympatycznym może być inkwizytor, jest już na tyle wyjątkowa, że nad „Młotem na czarownice” warto chwilkę podumać. Albo i bez zbędnego dumania wziąć się za lekturę. Najbardziej wymagających czytelników ucieszy zapewne fakt, że również pomysły partykularne, leżące u fundamentów poszczególnych opowiadań są niczego sobie.
|
|
| Arek Napierkowski: Gildia
|
|
|
„Młot na czarownice” jest znakomitą literaturą, którą czyta się na jednym oddechu. Dzięki narracji, którą pozwoliłem sobie sparafrazować we wstępie, czytelnik już po pierwszej stronie „czuje klimat” i z łatwością poznaje, obcą przecież, rzeczywistość. Niby dzieje się niewiele, ot, zagadki kryminalne rozwiązywane z namaszczeniem przez inkwizytora-detektywa, w których od czasu do czasu dochodzi do ostrzejszych akcji, a jednak naprawdę nie można się nudzić. Madderdin wyprzedza czytelnika w swych poczynaniach detektywistycznych, których niemal nie sposób przewidzieć, i które, choć zaskakujące, okazują się w końcu jak najbardziej logiczne. W dodatku w czytającym występuje permanentna potrzeba bliższego poznania tego bohatera. Jest on bowiem postacią niezwykle tajemniczą i skrytą, a jego motywy moralne są zagadką. Czy jest on tak naprawdę dobrym, czy złym człowiekiem? Czy ma racje w swych ocenach, czy nie? Okrutnik czy po prostu dziecko epoki? Twój uniżony sługa, pisząc niniejszą recenzję pozwolił sobie, na przybliżenie innym swej wizji świata. Tak być nie powinno. Chodzi wszak o suchy opis faktów, krótkie przybliżenie fabuły i parę uwag, okraszających wypowiedź, by nie była zbyt mdłą. Jednak czasem powstrzymać się trudno, zrozumiesz to, szanowny Odbiorco, i wierzę, że wybaczysz mi, zagłębiając się w świat tak podobny, tak inny od tego, po którym stąpasz.
|
|
| Rafał Śliwiak: Wirtualna Polska
|
|
|
Drugi zbiór reedycji opowiadań Jacka Piekary o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie ponownie przenosi nas w mroki średniowiecza alternatywnej rzeczywistości. Alternatywnej choćby dlatego, że mit założycielski chrześcijaństwa wygląda tutaj zgoła odmiennie, funkcjonują cuda i czary, a historią Europy steruje bynajmniej nie cesarz czy papież, ale zza ich pleców Wewnętrzny Krąg Świętego Officjum. Mordimer ma szczęście być funkcjonariuszem tegoż Officjum, a tym samym należeć, przynajmniej nominalnie, do „grupy trzymającej władzę”. Oczywiście bywa, że chroni go to przed konsekwencjami jego brawurowych, a niezbyt akceptowanych przez przełożonych i otoczenie, działań. Ale tylko do czasu, aż nie przestanie wiernie służyć tajemniczym władcom i być dla niech użyteczny.
|
|
| Wojciech 'Wojteq' Popek: Poltergeist
|
|
Całość rozpoczyna się mocnym uderzeniem – teoretycznie zimnokrwisty Mordimer daje się ponieść żądzy zemsty, a pretekstem staje się sprawa chłopca cierpiącego z powodu stygmatów. Ogrody pamięci dają również możliwość poznania skrawka z bogatej przeszłości inkwizytora. Drugie w kolejności opowiadanie, noszące taki sam tytuł jak cały zbiór, to kryminał z niezwykle sugestywną sceną egzekucji. Zakończenie zaś to żywy dowód na poczucie humoru autora. Dalej – Mroczny krąg i starcie Mordimera z niezwykle ponętnym demonem, z którego co prawda nasz bohater wychodzi obronną ręką, ale za jaką cenę? Z kolei Wąż i gołębica jest spotkaniem z wampirami, ale w tym przypadku trzeba odrzucić wszystkie dotychczasowe wyobrażenia na temat tych istot (no, może poza długimi kłami) i zdać się na wyobraźnię Piekary, który ma nieco inną wizję krwiopijców. Całość wieńczy Żar serca, będący w moim odczuciu najlepszym opowiadaniem całego zbioru. Tym razem Madderdin zadrze z siłami przerastającymi nawet jego możliwości. Pokrzyżowanie planów papieża kwalifikuje się wszakże jako poważne wykroczenie. Pięć opowiadań, jakie składają się na niniejszy tom, wedle słów wydawcy zostało przeredagowanych i uzupełnionych, jednak przyznać muszę, że to mój pierwszy kontakt z Młotem na czarownice, więc ze zrozumiałych względów nie jestem w stanie stwierdzić na ile to wydanie jest lepsze od poprzedniego. Mogę za to napisać, że podczas lektury nie napotkałem żadnej literówki, niechlujnego formatowania ani tym bardziej błędów logicznych. Rysunki wewnątrz są bardzo ładne, sugestywne i doskonale ilustrują opowiadania. Sama okładka to majstersztyk – przyciąga wzrok. Całość sprawia bardzo dobre wrażenie – bohaterowie są barwni, wielowymiarowi i przemyślani. Nie napotkamy nadmiernie rozwlekłych opisów oraz nudnych i drętwych dialogów. Całość czyta się szybko, co dowodzi niezwykłego potencjału Młota…. Wydawnictwo Fabryka Słów słusznie postąpiło wznawiając tę pozycję. Wszyscy, którzy jeszcze nie mieli przyjemności przeczytać – marsz do sklepu, bo warto. Mistrzostwo w swojej klasie.
|
|
| Vampdey: Katedra
|
|
|
W pięciu tekstach składających się na „Młot...” dzielny Mordimer wpakuje się w masę kłopotów, a czasem kłopoty same po niego przyjdą, absolutnie nieproszone. Wraz z Bliźniakami i Kostuchem kilka razy znajdą się w poważnych opałach, między innymi przyjdzie im zmierzyć się z wampirami, które od tej chwili będą kolejną z wielu tajemnic, jakie dla czytelnika pozostawił autor tych realiów. Nasz bohater wpadnie też na trop herezji, wedle której Chrystus skonał na krzyżu, a w jego ciało wstąpił szatan, który to dopiero dokonał rzezi Jerozolimy. Według mnie, w kontekście tego świata, jest to jeden z ciekawszych i najbardziej intrygujących pomysłów Piekary.
|
|
|
|
|
|