|
|
|
Miecz Aniołów - wyd. 2 Jacek Piekara
|
 |
|
|
NAKŁAD WYCZERPANY |
| data wydania: |
czerwiec 2007 |
| ISBN-13: |
978-83-60505-37-3 |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
424 |
| oprawa: |
|
| seria: |
Bestsellery polskiej fantastyki |
| cena: |
29.95 |
|
|
Drugie poprawione wydanie opowieści o Mordimerze Madderdinie, inkwizytorze, który nie waha się zadawać pytań i dążyć do odkrycia prawdy o otaczającym go świecie.
Świecie pełnym intryg i zła.
Świecie, w którym ludziom zagrażają demony, czarownicy oraz wyznawcy mrocznych kultów.
Świecie, którego siłą napędową są nienawiść, chciwość oraz żądza.
Do tego właśnie uniwersum Mordimer Madderdin niesie żagiew Boskiej miłości…
OTO ŚWIAT, w którym Chrystus zstąpił z krzyża i surowo ukarał swych prześladowców. Świat gdzie słowa modlitwy brzmią: „i daj nam siłę, byśmy nie przebaczali naszym winowajcom”. Świat, w którym „nasz Pan i jego Apostołowie wyrżnęli w pień pół Jerozolimy”.
OTO ON – inkwizytor i Sługa Boży. Człowiek głębokiej wiary.
|
 |
|
|
 |
|
 |
| Darek Barczewski: Gildia
|
|
Książkę nie tyle się czyta, co pochłania. Jest nie tylko dobrze napisana, przez co rozumiem brak dziur, w które mogłyby wpaść koła rozpędzonego bolidu czytelnika, ale wręcz obdarzona „tym czymś”. Zabawna, wciągająca – czego chcieć więcej? Może odpowiedzi na pytanie: ile da się pisać w tym stylu? Jak długo jeszcze Jacek Piekara będzie eksploatował dzielnego Mordimera? Póki co, idzie mu to świetnie, niechaj więc brnie dalej.
Do lektury „Miecza aniołów” zachęcam bez cienia wątpliwości. Niezależnie od tego, czy czytaliście poprzednie tomy czy nie, czy znacie Piekarę czy nie – ta książka jest jak dobrze zaprojektowana zbroja płytowa. Po prostu zakładacie ją, a pancerz sam odbija strzały, czyli mówiąc innymi słowy: aby dać się wciągnąć, nie trzeba mieć żadnej wiedzy okołoksiążkowej. Każde z opowiadań jest zajmujące i interesujące, a styl pisarski porywa i jestem głęboko przekonany, że mało kto może się wywinąć. To książka mocna pod każdym względem.
|
|
| Wojciech Misiurka: Fahrenheit
|
|
Wszystkie opowiadania mają jedną wspólną cechę: fabuła jest w nich głównie pretekstem do ukazywania wszechobecnej ohydy świata, w którym przyszło żyć naszemu biednemu Mordimerowi. Autor nie pozwala nam o niej zapomnieć ani na chwilę, wciąż racząc nas barwnymi opisami smrodu niemytych ciał, smaku rozwodnionego piwa czy wątpliwego powabu bezzębnej karczmarki o ciężkim kuprze. Jest to świat okrutny, dla słabych bezlitosny, a silnych poddający ciągłym testom. Trup ściele się gęsto, a o szacunku dla bliźniego nikt tu raczej nie słyszał.
Jeżeli jednak nie boicie się paprać w brudzie, zarówno fizycznym, jak i tym zalegającym na dnie ludzkich dusz, opowiadania o Mordimerze mogą dostarczyć Wam całkiem sporo rozrywki.
|
|
| Rafał Śliwiak: Wirtualna Polska
|
|
Jednak mistrz Madderdin na taką łatwiznę, jak niektórzy jego koledzy po fachu, nie idzie. Posługę swą czyni bowiem nie dla pełnego fajerwerków efektu i taniego poklasku tłumu. Pełni służbę, traktując ja nader poważnie i nie zadowalając się półśrodkami w dążeniu do wyświetlenia całej prawdy o badanych zdarzeniach. Przebiegłością, cierpliwością i inteligencją posługuje się równie sprawnie, jak sztyletem, cęgami do rwania paznokci czy pochodnią. I zazwyczaj te pierwsze umiejętności wystarczają mu, by dojść do prawdy, i nie musi sięgać tych drugich. W Mieczu Aniołów cny Mordimer walczy o czystość wiary, prowadząc kolejne śledztwa. (...) Podczas śledztw Mordimer nieodmiennie natrafia na ohydne zbrodnie, tudzież dewiacje psychiczne i fizyczne ich sprawców. Przechodzi na tym jednak do porządku dziennego, pozostawiając „zwykłe” sprawy kryminalne „cywilnym” organom ścigania. Sam natomiast wytrwale tropi te występki, do walki z którymi został powołany, a więc wszelkiej maści herezje i czarostwo.
Wyobraźnia podpowiada autorowi coraz to nowe intrygi i niegodne uczynki grzesznych mieszkańców opisywanego przez niego świata. Dodając do tego poprawność stylu i płynność języka, otrzymujemy lekturę, przy której trudno się nudzić. Opowiadania zamieszczone w Mieczu Aniołów trzymają przyzwoity poziom, nadany przez teksty z wcześniejszych zbiorów. Miłośnicy prozy Piekary i przygód jego inkwizytora powinni więc być całkowicie usatysfakcjonowani. Dla tych czytelników, którzy dokonań obu panów wcześniej nie znali, inkryminowany zbiór może być dobrą okazją do zawarcia bliższej znajomości z nimi.
|
|
|
Tomasz „Marchew“ Marchewka: Valkiria Network
|
|
Podobnie jak poprzednio, opowiadania prezentowane są z prespektywy osoby pierwszej, a narratorem jest sam Madderdin. Jeżeli czytaliście któryś z wcześniejszych tomów – wiecie czego się spodziewać. Całość napisana jest w bardzo barwnym, znakomicie oddającym twardą rzeczywistość stylu. Świat nie jest przekoloryzowany, a bohaterowie nie są ubarwieni. Czytelnik dostaje do ręki hisotrie z realium fantastycznego, ale pełnego cynizmu, okrucieństwa i ludzkiego wyrachowania. Wszystko, jak to u Piekary, zakrapiane rubasznym humorem i od czasu do czasu – kobiecymi wdziękami. Opisywane jest wydanie drugie, zatem wypadałoby napomknąć coś o zapowiadanym przeredagowaniu opowiadań. Są zmiany, podobnie jak w przypadku drugiego tomu – niewielkie, ale jednak. Poza kosmetycznymi poprawkami, nieco rozszerzone zostało także zakończenie. Zwykle unikam komentarzy na temat wydania, jednak tym razem nie powstrzymam się od wyrażenia ogromnych wyrazów uznania za opracowanie nowej wersji okładki. Przyznaję szczerze, że stara ilustracja przedstawiająca anioła średnio mi się podobała. Nowa wersja tego samego obrazu jest znakomita, o to chodziło! Konkluzja jest chyba jasna – gorąco polecam tę barwną, wciągającą, a zarazem mocną prozę. Pan rozpozna swoich. Amen.
|
|
| Jacek 'vanderus' Dworzycki: Poltergeist
|
|
Istnieją postacie literackie, które tak mocno zapadają w pamięć, że nawet obudzeni w nocy o północy na hasło, na przykład "młot na czarownice" będziemy mogli bez zastanowienia wyrecytować – uniżony sługa, licencjonowany inkwizytor biskupa Hez-Hezronu Mordimer Madderdin. Sługa Boży, Młot na Czarownice, tudzież Miecz Aniołów jak czasem zwykło się go nazywać. (...) Kończąc cały tekst, pozwolę sobie na taką drobną i niewinną aluzję polityczną, z pytaniem do czytelników na końcu. Otóż przynajmniej dwu lub trzykrotnie w tekście, nasz Inkwizytor informuje, iż służy Prawu i Sprawiedliwości. Jak doskonale wszyscy czytelnicy wiedzą, w jego działaniach bardzo często wspiera go trójka towarzyszy – Kostuch i Bliźniacy, którzy również siłą rzeczy są propagatorami tej samej idei. Kostuch jest osobą ponurą, groźną i inteligentną, z niebagatelna pamięcią. Dodatkowo biorąc pod uwagę jego wysoki wzrost, od razu przed oczami pojawia się postać marszałka Ludwika Dorna. Politycznych odpowiedników Bliźniaków, chyba nikomu nie trzeba wskazywać...
|
|
|
|
|
|