Miroslav Žamboch, Ďuro Červenák, Jozef Girovský, Michal Hvorecký, Jiří Kulhánek, Zuska Mnichová, Anton Stiffel, Jaroslav Mostecký, Ondřej Neff, Jiří W. Prochazka, Jana Rečkova, Michal Jedinák, Dušan Fabian
Zaprawdę powiadam ci, przeczytasz szybciej niż myślisz.
Na początek nokaut. W kosmosie 3. „Oka” nie ma zmiłuj. Ucieczka do przeszłości to obóz przetrwania dla Marka, Staszka i Heleny. W XVI- wiecznej Norwegi krzyżują się bowiem drogi i interesy istot z różnych czasów, stron świata i wszechświata. Jest śmiertelnie niebezpiecznie. Zawsze pod górę. Czasem cuchnie. Zawsze pachnie wolnością, przygodą i wędrówką.
Nie polecamy tej książki jeśli masz coś pilnego. Bo nie odłożysz szaleńczej misji. Nie porzucisz zacnej kompanii, w której ludziom honoru tak blisko do typów spod ciemnej gwiazdy, co i ratować, i torturować potrafią. „Okiem jelenia” spojrzysz na świat z perspektywy tych co przed nami i tych, którzy właśnie… nadchodzą.
Zapinamy pasy. Biuro Podróży Pilipiuk Travel zaprasza na trzecią wyprawę w czasie i przestrzeni. W programie: survival na lądzie i morzu, akcja do utraty tchu.
Jestem idiotą... Przecież to oczywiste. Peter musiał zostawić „Łanię” pod czyjąś opieką. Kto najlepiej nadawał się do tego zadania? Dwaj najwierniejsi słudzy, fachowcy od zabijania wrogów Hanzy... - Witaj bratok! - Borys uścisnął mnie serdecznie, aż poczułem wszystkie żebra. - Jużeś zdrów! - Konus wyszczerzył zęby. - Szybkoś się wylizał. Za szybko, rzekłbym. Ale pan Kowalik to przewidział. Mówił, że sługusów łasicy trudno zabić, a jak ranisz takiego, to jeśli nie kipnie od razu, po trzech dniach tańczyć na własnym weselisku może. - O, to i on tu jest? - Robiłem dobrą minę do złej gry, choć czułem, jak kiszki związują mi się w supły. - Jechać do Gdańska musiał, ale prosił, by pozdrowienia serdeczne przekazać. Wiosną liczy na kolejne spotkanie... Wiele jeszcze spraw chciałby z tobą obgadać. Cudnie. Do wiosny ten zdolny człowiek opracuje pewnie specjalny czterdziestoośmiogodzinny program tortur.
Kozak poczekał, aż atrament wyschnie, i odwrócił pismo na drugą stronę. Naszykował sobie nowe pióro, z juków wyjął mały kałamarz napełniony sokiem cebuli. Przybywszy do Stockholmu, odnalazłem wspomnianego człowieka. Żelazny komar pojawiał się tu ubiegłego lata i na samym początku jesieni bieżącego roku. Widziało go co najmniej siedmiu ludzi, ustaliłem ich listę i postarałem się wszystkich przesłuchać. Wykonane przez naocznych świadków szkice wykazują zbyt wiele podobieństw, by zrzucić to na karb przypadku, jednak jego gniazdo musi być odległe. Postaram się zużyć część funduszy na pociągnięcie za język bywalców portowej tawerny i pobliskiej karczmy. Będę próbował wkręcić się do domu zebrań Hanzy, może przyjmą mnie na posługacza. Tak czy inaczej, czuję, że choć w niewielkim stopniu, zbliżyłem się jednak do serca tajemnicy. Nie zdołałem nawiązać kontaktu z Peterem Hansavritsonem, gdyż odpłynął ledwie pięć dni przed moim przybyciem, ale zimuje tu ponoć jego okręt „Srebrna Łania” i dwaj jego ludzie, Sadko i Borys. Spróbuję ich podpytać o pochodzenie metalu, z którego wykonano łyżki. Prawdopodobnie zostanę w Bergen co najmniej do wiosny. Jeśli poszukiwania tutaj nie przyniosą rezultatu, ruszę na północ.
Wiatr ustał. Śnieg padał cicho i miękko, pokrywając tropik namiotu coraz grubszą warstwą. Staszek zadrżał z zimna. Świece, choć grube, nie dawały dużo ciepła, zresztą już dogasały. Korciło go, by zapalić jeszcze kilka, ale wiedział, że trzeba oszczędzać. I tak zużyli znacznie więcej, niż się spodziewał. Hela leżała półprzytomna, miała wysoką gorączkę. Chłopak zagryzł wargi.
Uświerknie mi tu, pomyślał. Musi się rozgrzać...
Narzucił na towarzyszkę swój śpiwór. Hm, a gdyby tak... Czytał kiedyś jakąś książkę o kowalach. Do przekuwania miękkiego żelaza używali ognia z kory brzozowej. Ona coś tam zawiera, nie pamiętał co, jakąś łatwo palną substancję. W każdym razie grzeje jak diabli. A gdyby zamiast świec spalić trochę zwitków? Wzuł buty i założył kurtkę. Dotknął ramienia dziewczyny. Uchyliła powieki i popatrzyła na niego prawie zupełnie przytomnie.
– Wyjdę na zewnątrz, poszukam kory na opał – powiedział.
– Dobry pomysł – wymamrotała.
– Śpij spokojnie, nic ci nie grozi, a ja niedługo wrócę.
W pobliżu nie widziałem brzóz, zejdę kawałek w dół doliny.
– Bądź ostrożny... – Przymknęła oczy.
Ostatnia świeca zaskwierczała i zgasła. Staszek wyszedł ostrożnie na zewnątrz namiotu, zawahał się. Z nieba sypał śnieg. Ciemność wydawała mu się obca i groźna. Zimowy las dla mieszczucha był przerażający...
Sprawnie i szybko poprowadzona fabuła, zaskakujące zwroty akcji oraz solidna podbudowa historyczno-obyczajowa, szczegółowo oddająca realia życia w tamtej epoce, to według mnie największe zalety tej powieści. Na uwagę zasługą kunsztowne opisy kupieckich zwyczajów oraz dokładnie zilustrowane zasady funkcjonowania Hanzy – wielkiego, międzynarodowego związku kupieckiego.
(...) lektura jest lekka i przyjemna, co pozwala nam na chwile odprężenia. Jeżeli komuś spodobały się wcześniejsze tomy „Oka Jelenia” i jest zainteresowany dalszymi losami jego głównych bohaterów, to powinien koniecznie przeczytać „Drewnianą Twierdzę”.
Najnowsza odsłona "Oka Jelenia" jest pod każdym względem inna od poprzednich i niejednokrotnie zaskoczy czytelnika. Nieczęsto zdarza się, że pisarz uśmierca jednego z głównych bohaterów serii i to już na samym początki książki! Akcja, jak zwykle u Pilipiuka, ma tendencję do szybkich zwrotów, takich jak pojawienie się kolejnych przybyszów z przyszłości z nowoczesnym sprzętem i bronią. Do tego pojawia się wielu nowych bohaterów, z których kilku wysuwa się na bliższy plan. Jeśli chcecie dowiedzieć się, czy Heli uda się odnaleźć Marka, czy katolicy przetrwają duńską okupację Norwegii, kim są właściciele helikoptera oraz co takiego Kozak z Ukrainy robi na Półwyspie Skandynawskim, zapraszam do lektury. Mnie się podobało.
„Oko Jelenia” to interesujący i unikalny cykl. Śmiem wręcz twierdzić, że jest to swoisty eksperyment. Z jednej strony mamy tutaj do czynienia z solidnie napisaną powieścią przygodową, czerpiącą ze wzorów literatury historycznej i fantastycznej, z drugiej zaś jest to prawdziwe kompendium konkretnej, tyle że rozczłonkowanej i porozrzucanej po kartach książki, mądrości. „Drewniana twierdza” to powieść, której nie da się napisać z biegu. Widać pracę autora, ale i jego szerokie zainteresowania – wątpię, by większość z upchniętej w cyklu wiedzy historycznej pochodziła z gorączkowo i na bieżąco kartkowanych encyklopedii. Sądzę raczej, że było odwrotnie: to cykl powstał jako możliwość zagospodarowania swojej erudycji. Jaka by prawda nie była, nie ma to oczywiście znaczenia dla czytelnika. Istotniejsze jest stwierdzenie, że książka wciąga i zaciekawia.
Wir akcji wciąga postaci i czytelnika z zawrotną szybkością w coraz to gorsze kłopoty i za każdym razem, kiedy wydaje się nam, że trafiliśmy do matni, okazuje się, iż… może być jeszcze gorzej. Choć oczywiście fabuła nie składa się z jednego pasma upokorzeń – są też chwile wytchnienia, które pozwalają złapać oddech przed kolejnym ciosem (na przykład Marek spotyka kobietę, w której się zakochuje). Pod tym względem Autor bardzo dobrze zachował równowagę, co sprawia, że od książki naprawdę trudno jest się oderwać. Podobnie, jak w poprzednich tomach, mocną stroną Drewnianej Twierdzy jest jej klimat. Tym razem wprawdzie opisów mających wprowadzić nas w świat średniowiecznej Norwegii było znacznie mniej (aczkolwiek były bardzo udane), ale jest to raczej plus tej książki – kto czytał poprzednie dwa tomy i tak jest już w ten klimat wprowadzony, a kto nie czytał… cóż, niech przeczyta.