Marika Zahaňská to młoda, wysportowana i niezwykle seksowna kobieta.
Pracuje jako asystentka w wyższej szkole i – nie licząc problemów uczuciowych czy pojawiającego się czasami debetu na koncie – prowadzi stosunkowo spokojne życie.
Do czasu.
W ciemnej uliczce gdzieś za Książęcą w Pradze natknie się na uzbrojonego bandytę i młodego człowieka, który pomoże jej wydostać się z tarapatów. W ciągu zaledwie kilku godzin wplącze się w niebezpieczną grę, którą prowadzą między sobą wywiad amerykański, poszukujący walizek nuklearnych i czesko-rosyjska mafia atakowana przez tajemniczych najemników.
Wyjaśnienie zagadki, śmierć albo życie, znajduje się właśnie w Pradze.
Moja kawalerka w kamienicy z okresu międzywojennego wydawała się rajem po całonocnej golgocie.
Miałam gdzieś rachunek za wodę. Ułożyłam się wygodnie w wannie i leżałam tak, dopóki nie zaczęły mi się kleić oczy, a potem zanurzyłam się naga w pachnącej pościeli. Ostatnia rzecz, jaką pamiętam, to pisanie sms-a z prośbą o usprawiedliwienie mojej nieobecności w pracy.
Obudziłam się po dziesiątej z czystym i jasnym umysłem.
Wczorajszy dzień nie był może taki, jak go sobie zaplanowałam, nie miał jednak żadnych tragicznych następstw – oczywiście prócz zakrwawionych i prawdopodobnie zniszczonych ciuchów.
W łazience postałam chwilę w zadumie przed lustrem.
Koleżanki często powtarzają, że zazdroszczą mi wyglądu. Wysoka, szczupła, piersi co prawda nieco za małe, ale większe przeszkadzałyby mi przy skakaniu i w ogóle w ruchu. Może jestem też zbyt umięśniona – to wina sportu albo po prostu taka budowa ciała. Ale jak to się, do cholery, stało, że te same koleżanki znalazły już w miarę przyzwoitych facetów, a ja ciągle jestem sama?
Odepchnęłam od siebie te przemyślenia, zanim zaczęły jadowicie kąsać i zatruwać umysł.
Zwolniłam się z porannych zajęć na temat wpływu długotrwałego wysiłku ruchowego na ekstremalne stany fizjologiczne, ale na popołudniowe zamierzałam iść.
Choć zarobki asystenta na uczelni nie są szczególnie atrakcyjne, nie mogłam sobie pozwolić na stratę tego źródła dochodów.
Włożyłam zwykłe bawełniane majtki, wypłukałam wczorajsze koronkowe cudeńka, wskoczyłam w dżinsy, T-shirt i bluzę z polaru. Przed zajęciami chciałam wyskoczyć jeszcze na godzinkę aerobiku i trochę się porozciągać w siłowni. Większość moich rzeczy została u Jurka, ale nawet po trzech miesiącach nie miałam ochoty się z nim kłócić.
Zakrwawione bolerko, halkę i krótką spódnicę wepchnęłam do torby. Miałam nadzieję, że nie wyrzucą mnie z pralni, kiedy to zobaczą. Krew zdążyła już zbrązowieć i wyglądała jak każde inne zabrudzenie. Wyleciała mi przy tym wizytówka, którą dostałam od tego chłopaka. Widniało na niej nazwisko Josef Josifovicz Gubkin i numer komórki.
Przez chwilę się wahałam, ale w końcu sięgnęłam po telefon, sprawdziłam stan konta i zadzwoniłam.
Miroslav Žamboch pełnymi garściami czerpie z wiaderka symboli kultury masowej, wykorzystuje znane nam, utrwalone we naszych umysłach obrazki, motywy, słowa. Żongluje nimi z lekkością doświadczonego pracownika uznanego międzynarodowego cyrku. Prawdopodobieństwo wydarzeń nieubłaganie ciągnie w kierunku zera, co niespodziewanie przynosi nam faktyczną ulgę. Wszystko jest przerysowane, ale za to znakomicie pasuje do przyjętej konwencji powieści. (...)
Biegamy wraz z bohaterami powieści po Pradze, walczymy, uciekamy. Stawiamy czoła chmarom czegoś szybkiego, ostrożnego, co się kulom nie kłania i nie umiera zbyt łatwo. I nie wiemy o co tak naprawdę chodzi, do czego zmierzamy tą niezbyt prostą, miejską, wybrukowaną zdarzeniami drogą. Ma to wszakże głęboki sens, skoro mamy w ręku dopiero pierwszy tom cyklu powieściowego.
(...) Na szczęście pierwszy tom pozostawia nas w takim niedosycie informacji, że z migotaniem komór serca czekamy na dostępny już na rynku tom drugi. Wszystko to oczywiście o ile spodobał się nam tom pierwszy.
“Wylęgarnia” jest niezwykle dynamiczną opowieścią łączącą kryminał, fantastykę (tutaj szereg smaczków dla miłośników chyba każdego podgatunku: fantasy, science-fiction, urban fantasy, cyberpunka…), sensację oraz szczyptę polityki. Zadowoleni będą zarówno miłośnicy wychodzenia poza schematy, jak i literaccy puryści – bowiem pierwiastek fantastyczny jest naprawdę nienachalny. Akcja jest dynamiczna i niezwykle wciągająca – słusznie napisano na okładce polskiego wydania, że bohaterka to “Bond w spódnicy”.
(...) kończąc książkę i widząc napis “Koniec tomu pierwszego” poczułem niezwykłą chęć przeczytania tomu następnego. I niewątpliwie to zrobię.
Miroslav Žamboch na kartach „Wylęgarni” tryska pomysłami i funduje czytelnikowi ostrą, literacką jazdę, której zawrotna szybkość może zawstydzić niejednego miłośnika sensacji. (...)
Zdawałoby się, że autor konsekwentnie opisuje swoje fantazje lub tworzy wariacje na temat filmów sensacyjnych, zupełnie lekceważąc ciąg przyczynowo-skutkowy. Nic bardziej mylnego. W tym szaleństwie jest metoda! Jednak czai się w ostatnim rozdziale książki, a zważywszy na fakt, że to dopiero pierwszy tom opowieści można się domyślić, że najlepsza zabawa dopiero przed nami.
"Wylęgarnia" to idealny wręcz scenariusz dla filmu akcji. Wszystko dzieje się błyskawicznie. Pościgi, strzelaniny, walki na miecze, przeciwnicy nie do pokonania, o nadludzkich mocach, szybkie samochody i motory, a główna bohaterka biega w czarnej skórzanej ( i obcisłej) odzieży. Nie brakuje tajemniczego i niespodziewanego zakończenia ( części pierwszej, bo to dopiero część pierwsza), sugerującego drugie dno, oraz przesłania filozoficznego, które można streścić "kto z kim przestaje, takim się staje".
Czekam z niecierpliwością, co będzie dalej.
Wylęgarnia łączy najlepsze cechy kryminału, fantastyki i powieści sensacyjnej. Na każdej stronie coś się dzieje, a pościgi, wybuchy i strzelaniny to chleb powszedni.
(...) "zabawę" zapewnia nam właśnie połączenie kilku wspomnianych w akapicie powyżej gatunków. Ciekawie skonstruowana intryga, wątki mafijne i śledztwo kapitana Krčmářa przenikają się przez prawie 500 stron (...) podsumować wszystkie powyższe wywody można jednym zdaniem – jeśli lubisz Arnolda czy Sylvestra kładących wrogów jak ponury kosiarz łany pszenicy, Wylęgarnia jest dla ciebie! I nawet nie będę pisał o jakości wydania czy tłumaczenia – bo żadnych niedociągnięć nawet nie zauważyłem skupiony na pędzącej na łeb na szyję akcji. Czeski autor nie pretenduje do roli pisarza bardzo ambitnego, ale jako twórca miłego czytadła na kilka wieczorów sprawdza się znakomicie.
Kiedy już wyjdziemy z pierwszego szoku (który potęguje napis na okładce informujący, że książka opowiada w zasadzie o czeskiej mafii) odnajdziemy w „Wylęgarni" kawał porządnej, sensacyjnej powieści, traktującej o kobiecie z odrobinę niezwykłym talentem, zamieszanej w porachunki mafii i kilku wywiadów państwowych.
Gdy zaczynamy wierzyć, że tym razem Žamboch zaserwował nam książkę, którą można pokazać babci preferującej powieści z dużą ilością akcji (jeśli lubi krwawe strzelaniny), poznajemy sympatycznych „jegomościów" wytrzymujących ostrzał z karabinu maszynowego i przyjmujących na twarz kilkutonowe samochody z odpornością godną betonowej ściany używanej do crash-testów, którzy po takim zdarzeniu otrzepują marynarkę i przystępują dziarsko do cięcia karoserii samochodów własnymi paznokciami. Prawie nas nabrał podstępny autor, ale jednak mu się nie udało. Nie potrafił napisać książki bez magicznych mutantów zaopatrzonych w układ nerwowy będący prototypem tego, co montują w T-1000.
Początkowo fabuła zapowiada zwykłą książkę sensacyjną, z dużą ilością akcji i nieoczekiwanymi zwrotami. Ot, mocna, niewymagająca literatura dla facetów, którzy marzą o byciu szpiegiem, agentem, czy innym Bondem. Ale niech was nie zwiedzie początek. Powoli odkrywamy, że nie wszystko tutaj jest tak, jak powinno. Pojawiają się elementy fantastyczne, a z biegiem kartek sytuacja zaczyna się komplikować, przybierając na sile z nierzeczywistymi, czasami wręcz absurdalnymi zdarzeniami. Nie chcę tutaj ujawniać, co i jak, by nie zepsuć Wam radości odkrywania tajemnic tej, jakże wciągającej powieści.
(...) Jeśli chodzi o akcję, to ta pędzi w Wylęgarni na łeb, na szyję od samego początku, nabierając jeszcze po drodze prędkości. Strzelaniny, piesze i samochodowe pościgi, morze trupów, trochę seksu i ciągła tajemnica, która podsyca i zachęca do czytania. Wszystko to w bardzo dobrym, žambochowym stylu. Jak tu nie uznać takiej książki za wystrzałową?
Miroslav Žamboch ponownie zaskakuje czytelników. Autor, który przyzwyczaił nas do twardych mężczyzn żyjących w brutalnych rzeczywistościach, masakrujących tuzin wrogów na kilku stronach, przeżywających zdarzenia, których z pozoru przeżyć się nie da i płacących potrójną stawkę za usługi prostytutek, zajął się dla odmiany mafijnymi porachunkami w naszym świecie, które w dodatku obejrzymy oczyma kobiety. Za dużo odmiany? Ja dopiero zacząłem…
Akcja praktycznie zaczyna się już od pierwszych stron książki. Interesująca fabuła naprawdę wciąga czytelnika do dalszej lektury. Niespodziewane zakończenie pobudza tylko ciekawość. Czekam na kolejną część. behappyx, klient sklepu merlin.pl
„Wylęgarnia” posiada mocne techniczne podstawy, potrzebne do wykiełkowania dobrej fabuły. Grunt, na jakim autor wszystko rozplanował, jest solidnie przygotowany do stworzenia dobrej, zapadającej w pamięć historii.
(...) „Śmierć zrodzoną w Pradze” można polecić osobom lubiącym klimatyczne historie z nutką tajemniczości, zwracającym uwagę na szczegóły i potrafiącym docenić trud cudzej pracy. Kłopot z odbiorem mogą mieć czytelnicy preferujący „szybki” styl pisania, wartką akcję i niekończące się wybuchy. U Žambocha, owszem, znajdziemy poszczególne sceny związane z mafijnymi porachunkami i utarczkami, ale całość nie bazuje na podobnym schemacie. Pierwszy tom to dobrze skonstruowany, solidny wstęp, który dopiero przygotowuje czytelnika na coś zaskakującego i dynamicznego.
„Wylęgarnia” to tekst bardziej sensacyjny niż fantastyczny – czytając, rzeczywiście można się poczuć jak w kinie przy najnowszym Bondzie. Wydarzenia pędzą na łeb, na szyję, krew leje się często, gęsto padają trupy. W powietrzu roi się od kul z rozmaitych broni. Bohaterowie to funkcjonariusze policji, członkowie mafii – nie tylko tej przyjaznej Marice – oraz ich ofiary. Niestety, Zahaňská i jej nowi znajomi by przeżyć muszą więcej niż tylko dobrze strzelać. Okazuje się bowiem… że ich wrogów nie imają się żadne pociski. Czym są dziwne monstra, które wydają się niemal nieśmiertelne? Dlaczego polują właśnie na nich? Te pytania razem ze świstem kul będą nam towarzyszyć przez całą książkę,. Jeśli ktoś lubi sensacyjne fabuły, to „Wylęgarnia” jest tekstem dla niego.