Ramsey Campbell, Christopher Folwer, Jay Lake, David J. Schow, Scott Edelmann, Dennis Etchison, Ronald Chetwynd-Hayes, Nancy Holder, Thomas Ligotti, Gemma Files, Sydney J. Bounds, Robert E. Howard, Brian Lumley
Sto tysięcy ludzi walczących ramię w ramię liczy się o wiele więcej niż sto milionów kulących się ze strachu.
Dlaczego cierpimy? Przez alagai!
Dlaczego Hannu Pash jest konieczna? Przez alagai! Bez alagai cały ten świat byłby niebiańskim rajem, spoczywającym w objęciach Everama...
Jaki masz cel w życiu? Chcę zabijać alagai!
A jak umrzesz? W szponach alagai! Dal’Sharum nie umierają w łóżkach ze starości! Nie padają ofiarą słabości bądź głodu! Dal’Sharum giną w bitwie, walczą, póki nie zasłużą na raj.
Śmierć alagai! Chwała Everamowi!
W nocy przed nowiem, gdy panowały ciemności tak głębokie, że znikł nawet wąziutki rożek księżyca, w czerni za niewielkim zagajnikiem z Otchłani zaczęło się sączyć prawdziwe zło.
Mroczna mgła gęstniała powoli, aż ukształtowała się w parę gigantycznych demonów o szorstkiej, brunatnej skórze poznaczonej sękami i guzami niczym kora drzewa. Zgarbione, mierzyły sobie dziewięć stóp wzrostu, a ich zakrzywione szpony wbijały się głęboko w zamarzniętą ziemię. Stwory stały nieruchomo i węszyły. Ich czarne oczy śledziły otoczenie, a w gardzielach narastał głuchy warkot.
Usatysfakcjonowane, demony rozdzieliły się i przycupnęły, gotowe do skoku. Za nimi mrok gęstniał i rozlewał się na runo leśne. Wtedy pojawiła się kolejna para eterycznych kształtów.
Były smukłe i drobne, mierzyły najwyżej pięć stop wzrostu, a ich ciemna skóra była gładka, w przeciwieństwie do zniekształconych pancerzy ich większych braci. Szpony wieńczące delikatne palce wydawały się kruche, cienkie i proste niczym wymodelowane paznokcie kobiety. Oblicza nowych przybyszów były płaskie, pozbawione pysków, a w ustach widniały rzędy ostrych zębów.
Istoty miały wielkie oczy bez powiek, a głowy ogromne, wręcz rozdęte, ze stożkowato zwieńczonymi, wysokimi czaszkami. Skórę ich znaczyły guzy oraz żyły, pulsujące wokół drobnych rogów.
Przez dłuższą chwilę obaj przybysze wpatrywali się w siebie. Ich czoła pulsowały, jakby powietrze między nimi przeszywały wibracje.
Otaczające Fort Rizon pola uprawne zdawały się ciągnąć w nieskończoność. W mieście żyło o wiele więcej ludzi niż w Krasji, ale Rizończycy nie byli wojowniczym narodem i padali pod ciosami wyćwiczonych siepaczy Jardira niczym źdźbła trawy pod ostrzem kosy. Ci, którzy usiłowali się wyszarpnąć, kończyli z naderwanymi mięśniami i złamanymi kośćmi. Ci, którzy chwycili za broń, ginęli.
Jardir przyglądał się temu ze smutkiem. Okaleczenie lub śmierć odbierały szansę na zdobycie chwały podczas Sharak Ka – Wielkiej Wojny – lecz było to zło konieczne. Chcąc wykuć z ludzi Północy miecz przeciwko narodowi demonów, Jardir musiał w pierwszej kolejności zahartować ich tak jak młot kowalski hartuje ostrze włóczni.Kobiety wrzeszczały, gdy ludzie Jardira hartowali pojmanych w inny sposób. Zło konieczne. Nadchodziła Sharak Ka i nowe pokolenia wojowników musiały zrodzić się z nasienia prawdziwych mężczyzn, a nie tchórzy. Janyan, syn Jardira, uklęknął przed nim na jedno kolano. Czubek włóczni pomazany był krwią.
Ta książka gwarantuje nam opowieść wielowarstwową – oprócz prostej opowieści o walce dobra ze złem (ludzie kontra demony), mamy również okazję obserwować rozgrywki o władzę, intrygi między wysoko postawionymi postaciami w każdym z plemion, relacje społeczne, relacje rodzinne, a nawet wątek kazirodztwa. Mnie zafascynowały szczególnie rozgrywki związane ze zdobywaniem władzy – śluby z dziewczętami z każdego plemienia, mądrze podejmowane decyzje, które zapewniają poparcie nawet tych, którzy do tej pory nie byli do niego skłonni. (...) Świetnie stworzony świat intryg i zależności, brawo!
"Malowanego człowieka" uznaję za najbardziej spektakularny debiut fantasy ostatnich lat. I miło mi powiedzieć, że świetna część pierwsza pociągnęła za sobą doskonałą część drugą. Choć "Pustynna włócznia" jest mniej apokaliptyczna niż "Malowany człowiek", mniej... widowiskowa, nie staje się przez to mniej wciągająca. Akcja się uspokaja, nowi bohaterowie się nie pojawiają, za to pojawia się bardzo interesujący wątek, który obok pierwotnego – od tej pory będzie popychał akcję naprzód.
Pustynna Włócznia to porywająca historia Jardira, władcy Południa. Przyglądamy się jak nieubłaganie wypełnia się jego los Hannu Pash. (...)Tutaj to ludzie, nie demony, są zalążkiem zła. To oni potrafią bliźniemu zgotować gorszy los niż najstraszniejszy alagai. (...)
Pustynna Włócznia to opowieść o fanatyzmie religijnym, gdzie przemoc rodzi prawo, a prawo to kanony wiary. Przestrogą jest, że tym, którzy nie przyjmą do serca słowa najwyższego Boga na Południu — Everama —, „zostanie ono wciśnięte im w gardła”.
Ale to też historia ludzi nie poddających się tej ślepej furii. Potrafią żyć w myśl własnych przykazań i zasad. Biorą odpowiedzialność za swój los, nie oskarżają o swe niepowodzenia innych. W chwilach słabości szukają siły w sobie, a gdy tryumfują, potrafią tą radością dzielić z najbliższymi.
Wyprawa do świata Pustynnej Włóczni to rozrywka na najwyższym poziomie.