 |
|
|
 |
Eugeniusz Dębski, Tomasz Pacyński, Jarosław Grzędowicz, Maja Lidia Kossakowska, Paweł Siedlar, Marcin Wroński, Szczepan Twardoch, Jerzy Roś, Mateusz Spychała, Rafał Chojnacki, Szymon Kazimierski
|
|
Deszcze niespokojne
|










|
 |
|
|
Deszcze niespokojne Eugeniusz Dębski, Tomasz Pacyński, Jarosław Grzędowicz, Maja Lidia Kossakowska, Paweł Siedlar, Marcin Wroński, Szczepan Twardoch, Jerzy Roś, Mateusz Spychała, Rafał Chojnacki, Szymon Kazimierski
|
 |
|
| data wydania: |
październik 2005 |
| ISBN-10: |
83-89011-72-7 |
| ISBN-13: |
XXX |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
640 |
| oprawa: |
miękka |
| seria: |
Antologie |
| cena: |
34.99 |
| zamów: |
|
|
|
|
60 lat po zakończeniu największego konfliktu zbrojnego w historii ludzkości „Fabryka Słów” przedstawia zbiór opowiadań fantastycznych inspirowanych II wojną światową. Wątki, które zakorzeniły się w masowej wyobraźni każdego z nas, znajdują nieoczekiwane rozwiązanie w opowiadaniach najlepszych polskich autorów. Od propagandowych filmów Leni Riefenstahl po rozbrzmiewające do dziś w murach dawnych gett echa strzałów. Od dusznego, zielonego piekła dżungli wysp Pacyfiku po zamarznięte pustkowia i ołowiane morza północy. Poznajcie alternatywną historię nazistowskich „cudownych broni”, szalonych teorii partyjnych antropologów i mistyków z Ahnenerbe. Zmierzcie krokami kilka metrów celi w gestapowskich kazamatach lub policzcie niekończące się podkłady kolejowe gdzieś na granicach Rzeszy, która miała trwać tysiąc lat.
Spis treści:
Jarosław Grzędowicz - Wilcza zamieć
Eugeniusz Dębski - Odniemcy
Tomasz Pacyński - Der Totenkopf
Jerzy Roś - Olaf i buty Gintera
Paweł Siedlar - Biurko z kaukaskiego orzecha
Maja Lidia Kossakowska - Szkarłatna fala
Mateusz Spychała - Lazaret
Szczepan Twardoch - Stille Nacht
Rafał Chojnacki - Kołyska
Marcin Wroński - Mons 44
Szymon Kazimierski - Sonderführer
Andrzej Pilipiuk - Kontyngent
|
 |
|
|
 |
|
 |
| Jarosław Grzędowicz: Wilcza zamieć
|
|
|
Atlantyk PółnocnyWrzesień 194464°27' N 13°11' Wstan morza — 3wiatr — 4B NNWŚwiat zalany ołowiem, pomyślał Reinhardt, wciskając się między chrapy a kolumnę peryskopu, by utrzymać równowagę na chybotliwym pokładzie. Ołowiane morze marszczyło się długimi, gładkimi falami przypominającymi fałdy na dywanie. Ciężkie, sine niebo wisiało nad głowami jak nagrobna płyta....
|
|
| Jerzy Roś: Olaf i buty Gintera
|
|
|
Olaf, jeszcze tylko trzy kilometry i już strażnica, już kończymy. Trzy kilometry toru kolejowego. Trzeba go pilnować. Z dwóch powodów: po pierwsze, tym torem jadą na front wschodni wagony z zaopatrzeniem dla naszych, po drugie, po lewej stronie torów zaczyna się już Rzesza, Tysiącletnia Wielka Rzesza, a po prawej stronie, w sosnowym lasku, Generalna Gubernia. Ci głupi Polacy nijak tego nie mogą zrozumieć i ty, zdaje mi się, też nie za bardzo rozumiesz. To jest granica i już. Kto ją nielegalnie przekracza, ten jest przestępcą. Na początku chodzili sobie ot tak, jak przed wojną. Trzeba ich było gonić, łapać, odstawiać do aresztu, pamiętasz? To już ponad cztery lata, jak sobie tak chodzimy po tych torach, co roku fasuję nowe buty. Te, które mam dzisiaj na nogach, są całkiem nowe.
|
|
|
 |
| Robert Dudziński: Valkiria
|
|
|
Co więc prezentują nam w swym opowiadaniach autorzy? Teksty dotykają najróżniejszych aspektów drugiej wojny. Na początek Jarosław Grzędowicz serwuje na swoją Wilczą zamieć. Koniec wojny, ostatnie niemieckie łodzie podwodne w walce z konwojami. Na to wszystko zachodzą rojenia przywódców Trzeciej Rzeszy o mitycznej szansie na zwycięstwo. Bardzo sprawnie napisane opowiadanie, z dobrym klimatem i ciekawym pomysłem. Nawiązuje do rzekomych mistycznych fascynacji nazistów. Jeden z lepszych tekstów zbioru.
|
|
| Krzysztof 'K2K' Kanas: Gildia literatury
|
|
Stoi przed Wami solidny zbiór opowiadań alternatywnych głęboko zakorzeniony w tematyce II Wojny Światowej. Dobór autorów jest ciekawy — już okładka kusi sławami, takimi jak Pacyński, Pilipiuk, Kossakowska oraz Dębski. I trzeba przyznać, że nie na darmo. Do tego, oprócz utworów tych znanych, znajdą się także opowiadania tych mniej rozpoznawalnych. Nie odbiegają one poziomem od „gwiazd” polskiej fantastyki. Teksty, co rzadko przytrafia się takim książkom, są w miarę równe, a przynajmniej ja nie znalazłem opowiadania wybitnie słabego.
Wydanie mnie zadowala — do każdej historii dołączono przynajmniej jeden duży obrazek, a kilka małych grafik wpleciono w tekst. To wszystko zawarte jest niestety w miękkiej okładce, więc nie wróży to książce długiego życia. Grubaśny tomik ma ponad 600 stron (12 opowiadań), wystarczająco, jak na mój gust. Dla niektórych może nawet zbyt wiele, ale cena zachęca do zakupu. Nie dajcie się zwieść objętości. Bynajmniej nie jest to kolejna pozycja typu „kup pan fantastykę na wagę”.
|
|
| Michał 'buda' Budnicki: Terra Fantastica
|
|
Historia II wojny światowej to wciąż kopalnia niewyjaśnionych tajemnic, niepotwierdzonych domysłów, spowitych mroczną, ponurą aurą. Było tylko kwestią czasu, kiedy te wątki zostaną wykorzystane przez polskich fantastów, którzy przetkają je w oryginalne i pomysłowe opowiadania. Okrągła rocznica zakończenia tego konfliktu zbrojnego zachęciła Fabrykę Słów do zebrania tekstów, które łączy fantastyczno-wojenna tematyka i wydania ich w jednym zbiorze zatytułowanym „Deszcze niespokojne”.
Ta trzecia tematyczna antologia (po „Demonach” i „Małodobrym”) Fabryki Słów zawiera 12 historii o różnej długości — od 14 do 150 stron, dotyczących różnych aspektów II wojny światowej. Rozgrywają się w różnych miejscach kuli ziemskiej, a napisali je zarówno doświadczeni autorzy jak i debiutanci. Oprócz tematu przewodniego, łączy je jeszcze jedno. Wszystkie są co najmniej dobre, oparte na oryginalnych, ciekawych pomysłach (co jest dla mnie w opowiadaniach najważniejsze), mają przemyślane i rozbudowane kompozycje (ze stopniowo budowanym napięciem, powolnym, oszczędnym, odkrywaniem kart, myleniem tropów), a całość jest obudowana porządną narracją. Autorom, mimo poruszania się w kontrowersyjnych, drastycznych tematach, udało się oprzeć pretensjonalności czy pogoni za tanią sensacją. Opowiadania są inteligentne, często dają czytelnikowi do myślenia.
|
|
| Rafał Śliwiak: Wirtualna Polska
|
|
|
Po raz pierwszy na księgarskim rynku pojawiła się antologia opowiadań fantastycznych inspirowanych drugą wojną światową. Ich akcja albo toczy się podczas wojny, albo jest z nią w bezpośredni czy pośredni sposób związana. Autorzy uczestniczący w przedsięwzięciu potraktowali wojenne motywy z należytą powagą. Wspólną cechą większości z dwunastu utworów zamieszczonych w Deszczach niespokojnych, jest ich raczej pesymistyczna wymowa. Kolejnym charakterystycznym elementem tych opowiadań są liczne odniesienia i motywy metafizyczne. A to zbliża je bardziej w stronę dark fantasy i horroru niż klasycznej science fiction. Po lekturze całego tomu można wyciągnąć wniosek, że wojna kojarzy się dzisiejszym pisarzom z opętaniem człowieka przez demony i działaniami nadnaturalnych złych mocy. Bo dopiero taki punkt widzenia pozwala logicznie wytłumaczyć nieustanną skłonność człowieka do przelewania krwi bliźnich.
|
|
| Maciej Parowski: Nowa Fantastyka
|
|
W Deszczach Niespokojnych dwunastu polskich fantastów mierzy się z doświadczeniem II wojny światowej. Tytuł i okładka nawiązują do propagandówki Czterej pancerni i pies. Na szczęście to błędny trop.
Nie ma w tej książce bitew, polsko — sowieckiego braterstwa. Są słudzy Hitlera — zimni bądź tępi fanatycy, albo ludzie zmuszeni do działania wbrew sobie. Są też niestereotypowo ukazane postacie żydowskich ofiar. Autorów fascynują egzotyczne marginalia — obłąkańcze niemieckie projekty techniczne, antropologiczne i ezoteryczne — i opisują je z podziwu godną kompetencją. Najczęściej posługują się konwencją horroru (demoniczną, mitologiczną menażerią wielu kultur i czasów). W przypadku mniej udanych tekstów ciąży to w stronę taniej makabry. Nie spotykamy natomiast ani jednej historii alternatywnej.
|
|
| Małgorzata Koczańska: Fahrenheit
|
|
Tytuł tematycznej antologii Fabryki Słów, choć nawiązuje do piosenki z serialu o bohaterskiej załodze pewnego czołgu, natychmiast skojarzył mi się współbrzmieniowo ze słowem dreszcze. A dreszcze są różne: ciarki mogą przechodzić po plecach, czasem wstrząsają dreszcze strachu lub obrzydzenia, z zachwytu poczuć można drżenie lub mrowienie... Obiecać mogę, że przy lekturze antologii „Deszcze niespokojne” czytelnik poczuje dreszcz emocji i będzie to bardzo zróżnicowane doznanie.
Opasły zbiór opowiadań łączy tematyka — okres II wojny światowej. Z założenia — również łączyć miało podejście do tematu — ujęcie fantastyczne. Alians okazał się dla niektórych autorów problematyczny, dla innych natomiast — stworzony idealnie.
Już na początku dreszcz przyjemności i zachwytu budzi „Wilcza zamieć” Jarosława Grzędowicza, który snuje mroczną historię o niemieckim okręcie podwodnym w uniwersum dawnych obrzędów, wierzeń, bogów — egzystującym obok rzeczywistości wojny. Inspiracje prozą marynistyczną i Gainmana „Amerykańskimi bogami” dały efekt znakomity, opowiadanie czyta się po prostu świetnie. I choć z utworu wieje grozą starodawnej mitologii i zimnem okrutnego morza, jest w opowieści czar fantastyki w najlepszym gatunku.
Tomasz Pacyński, z najdłuższym utworem w zbiorze, nowelą raczej niż opowiadaniem, przenosi nas nie tylko do Niemiec, ale przede wszystkim znakomicie łączy tematykę II wojny i paleontologię — swoje największe pasje. „Der Totenkopf” to intrygująca historia o pomysłach ideologów Ahnenerbe związanych ze znalezioną czaszką neandertalczyka, która wywoła zimne drżenie w miejscu, gdzie rodzi się lęk, a jednak nie można będzie od tej opowieści uciec jeszcze długo po lekturze.
Ciarki po plecach przebiegają, gdy czyta się „Odniemców” EuGeniusza Dębskiego — krótkie, sugestywne opowiadanie o zagubionej wśród lasów wsi oraz o cenie, jaką zapłacić trzeba za spokój i izolację od wojennej zawieruchy. Pozornie jest to prosta historia, ale warto poszukać w niej głębszych znaczeń, emocjonalnych barw — to dojrzała proza ze specyficznym spojrzeniem na okrucieństwo wojny.
Niecierpliwe drżenie natomiast wywołuje „Szkarłatna fala” Mai Lidii Kossakowskiej. Fascynacje demoniczne i konflikt na Pacyfiku przypomina opowiadanie Brennerta „Ma qui”, ale autorka nadaje historii indywidualne piętno stylu, niemal baśniowej gawędy. Dlatego tak łatwo zauroczy nas zielone piekło i inny wymiar wojny. Niecierpliwość rodzi się jednak z oczekiwania na pointę — domyślić się jej można znacznie wcześniej.
Obok uznanych autorów, do czołówki dołączają nowi — snujący równie interesujące wizje.
Nie pozostanie bez odzewu „Biurko z kaukaskiego orzecha” Pawła Siedlara. Nastrojowej opowieści o nawiedzeniu i ciekawemu spojrzeniu na kwestię żydowską z perspektywy powojennej, towarzyszy podczas lektury drżenie oswojonego strachu.
Przewrotny „Mons 44” o historii pewnego „cudu”, to utwór zasługujący na uwagę ze względu na ujęcie — opisuje jak Niemcy, przy udziale Leni Riefenstahl, próbowali uzyskać psychologiczną przewagę bojową. Ciekawy pomysł, cyniczni bohaterowie i ironiczne zakończenie — mieszanka wywołująca dreszczyk złośliwej satysfakcji i uśmiech, ponieważ do antologii wnosi Marcin Wroński kpinę i dawkę humoru, stanowiącą odskocznię od powagi, z jaką większość autorów potraktowała temat.
Przy lekturze „Sonderfurera”, opowiadania, które zagadkę niemieckich eksperymentów naukowych łączy sprawnie z narracją jak w opowieściach grozy, czuje się mrowienie — jak kiedyś, przy pierwszych odcinkach „Archiwum X”.
Innego rodzaju emocje wywołują pozostałe utwory antologii. Od świeżej krwi włos się jeży — osobliwie z irytacji. Uznanym autorom tylko nieliczne młode wilki dotrzymują kroku, reszta żałośnie zostaje w tyle.
Szczepan Twardoch nie podołał fabularnie i dobrze wykreowane postaci miotają się chaotycznie po epizodach „Stille Nacht”. Brawurowy początek utworu Jerzego Rosia pt. „Olaf i buty Guntera” rozmywa się w warsztatowych niedostatkach, a co najgorsze, fantastyki znaleźć się w nim nie uda nawet najbardziej wytrawnym tropicielom. Bez emocji zniknie w niepamięci sztampowa „Kołyska” Rafała Chojnackiego. Mateusz Spychała natomiast — za porażające grzechy językowe, wzbudzające u niżej podpisanej odrazę i chichot, nieco histeryczny, otrzymuje niniejszym wyróżnienie za najgorszy tekst antologii.
Na koniec wydawca dołączył do zbioru „Kontyngent” Andrzeja Pilipiuka. Po co — tego nawet najmądrzejsi humaniści nie wiedzą.
Pomimo wszystko, „Deszcze niespokojne” — to zbiór szalenie zróżnicowany, pełen pomysłów i poszukiwań twórczych, i przede wszystkim budzący emocje. Zróżnicowane, nieco pomieszane, ale silne i generalnie — pozytywne. Dlatego właśnie warto przeczytać — bo warto odczuć dreszcze niespokojne...
|
|
| Tomasz Kleta: Avatarae
|
|
|
Deszcze niespokojne to zbiór dwunastu opowiadań, autorstwa zarówno znanych pisarzy jak i tych stawiających pierwsze kroki na drodze kariery. Łączy ich jednak niechęć do podejmowania trudniejszych tematów, sięgania po szokujące, bulwersujące czy kontrowersyjne tematy. Nie ma również, jak miało to miejsce w komiksowej antologii Wrzesień, opowiadania o znanych wydarzeniach. Jak można się było spodziewać pisarze uciekli w fikcję, to akurat bardzo dobrze. Nie wszyscy korzystają jednak z fantastyki, mamy również teksty całkiem jej pozbawione. Taką prozą jest Olaf i buty Gintera, krótka próbka możliwości nieznanego dotąd Jerzego Rosia. Również Andrzej Pilipiuk nie zdecydował się pobawić tematyką wojenną.
|
|
| Marcin 'Malin' Malinowski: Załoga G
|
|
W październiku 2005 roku Fabryka Słów wydała prawdziwe cacko: zbiór dwunastu opowiadań science-fiction i fantasy inspirowanych drugą wojną światową. Antologia ta zatytułowana jest „Deszcze niespokojne”. Wystarczy spojrzeć na okładkę i przeczytać nawet nie opis książki z tyłu, ale spis nazwisk autorów opowiadań, które znalazły się w zbiorze. Gwarantuję, że przyprawią one każdego miłośnika polskiej fantastyki o żywsze bicie serca. Zresztą co będę strzępił język po próżnicy, spójrzcie na tę listę sami: Chojnacki, Dębski, Grzędowcz, Kossakowska, Kazimierski, Pacyński, Pilipiuk, Roś, Siedlar, Spychała, Twardoch, Wroński. Robi wrażenie, prawda? Na mnie w każdym razie zrobiło.
Opowiadania nie są równomiernie długie. Na ponad sześciuset stronach antologii znalazły się teksty mające grubo ponad sto stron i takie, które nie przekraczają dwudziestu. Niektóre są prawie odrębnymi powieściami, inne to jakby wyrywki pewnych historii, z ledwie zarysowanymi postaciami i miejscem akcji.
Bardzo spodobała mi się różnorodność tematów. Zdecydowaną przewagę mają oczywiście teksty, których bohaterami są niemieccy żołnierze wszelkiej maści i postaci: od podwodniaków z najnowszej niemieckiej łodzi podwodnej przez zwykłych szeregowych żołnierzy aż po... geodetów. Kilka opowiadań dzieje się po wojnie, w chwili obecnej, można by rzec, ale wojenne wydarzenia są wyraźnym wątkiem w każdym z nich.
|
|
| Cezary Domalski: Poltergeist
|
|
|
Zacząłem od Grzędowicza i opowiadania Wilcza zamieć. Pierwsze pozytywne wrażenie wywołuje fakt, że autor zna fachową terminologię dotyczącą tak okrętów podwodnych, jak i wojen na morzu. Na opowiadanie składają się dwa wątki — jeden mówi o tajemniczych misjach okrętów podwodnych, o których wiadomo, że były wykonywane, ale ich cel pozostał tajemnicą po dziś dzień, a drugi to rojenia chorych umysłów hitlerowskich szarlatanów, którzy aż do zakończenia wojny, a nierzadko już po jej końcu, szukali ocalenia w wierzeniach i tradycjach germańskich.
|
|
| Magdalena Gorzelak: Klub Literacki Litera
|
|
|
Czytając utwory zamieszczone w Deszczach niespokojnych ma się wrażenie, jakby wkraczało się właśnie w ów mitologiczny świat, w którym roi się od demonów, złych i dobrych mar, duchów i zjawisk nadprzyrodzonych. W podróż w głąb mitologii nordyckiej zaprasza nas Jarosław Grzędowicz w Wilczej zamieci, gdzie porozmawiać można chociażby z Lokim, bogiem tak dobrze znanym właśnie z mitów skandynawskich. Jednak należy stwierdzić, że ów mitologiczny świat jest wszędzie, bo przecież dla nas, ludzi żyjących sześćdziesiąt lat po zakończeniu wojny, tamte czasy, z całym swym okrucieństwem i niemożliwymi, zdawałoby się do zaistnienia wydarzeniami, stał się mitem, mitem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. W prezentowanych tu opowiadaniach zaproszeni zostaliśmy w pasjonującą podróż między światem rzeczywistym, a tym, w którego istnienie wielu z nas nie wierzy, zapraszani jesteśmy do lawirowania między snem a jawą, do tego stopnia, iż w niektórych opowiadaniach, tak naprawdę nie wiemy, co tu jest prawdą, a co tylko wyśnieniem czy obłędnym majakiem.
|
|
| Tomasz 'Infinite' Surowiecki: Carpe Noctem
|
|
Fabryka słów od dłuższego czasu promuje rodzimych pisarzy, między innymi w ciekawych i różnorodnych tematycznie antologiach. Na pierwszy ogień poszły średnio udane Demony, drugi w kolejności był znacznie lepiej dopracowany Małodobry. Teraz mamy okazję poznać alternatywną historię największego militarnego konfliktu ubiegłego wieku. W porównaniu do swoich poprzedniczek Deszcze niespokojne bez wątpienia wypadają najlepiej. Opowiadania są dobrane ze smakiem, mamy tu autorów doskonale znanych oraz debiutantów. Tematyka obraca się wokół II wojny światowej, ale o dziwo, nie natrafimy na powielanie schematów czy monotonię — każda z historii przedstawia wojnę z innego punktu widzenia.
Zbiór otwiera doskonałe opowiadanie Jarosława Grzędowicza. Pisarz ten przy każdej publikacji pokazuje, że stać go na dużo, a mimo wszystko mam wrażenie, iż jeszcze nie rozwinął w pełni skrzydeł swego talentu. Wilcza zamieć zalicza się do moich ulubionych tekstów, może z powodu pojawienia się w nim postaci rodem z Amerykańskich bogów Gaimana. Eugeniusz Dębski swoim krótkim utworem Odniemcy w ogóle mnie nie porwał. Jest to, moim zdaniem, najmniej ciekawy punkt zbiorku, opowiadanie pisane jakby w pośpiechu, bez głębi. Der Totenkopf Pacyńskiego jest nie tyle najdłuższy, co może najbardziej rozbudowany fabularnie, mimo to opowiadanie czyta się szybko. Dziwaczne teorie archeologiczne, jakie autor przytacza, przyprawiają o autentyczną gęsią skórkę. Chwilę wytchnienia serwuje nam Jerzy Roś tekstem Olaf i buty Gintera. Mimo prostoty historyjka urzekła mnie i bardzo się spodobała, możliwe iż dzięki swego rodzaju przewrotności. Paweł Siedlar w Biurku z kaukaskiego orzecha przedstawia dość mroczną opowieść o nawiedzeniu. Kto kogo nawiedził, dowie się czytelnik, ja tylko dodam, że tekst ten w bardzo ciekawy sposób przedstawia naturę Żydów, często przecież postrzeganych dość negatywnie. Jednym z lepszych opowiadań antologii jest na pewno Szkarłatna fala Kossakowskiej. Autorka ta staje się powoli moją faworytką, łącząc w swoich utworach zgrabny styl z nietuzinkowymi pomysłami. Tak też jest tym razem.
Pierwsza „młoda krew” antologii — Mateusz Spychała, przedstawia nam interesującą opowieść grozy, jednak nie do końca dopracowaną i przemyślaną (Lazaret). Autor wymyślił klimatyczną fabułę, jednak czytelnik może odczuwać zagubienie podczas lektury, zwłaszcza końcówka wydaje mi się nielogiczna. Następnym w kolejności jest Stille nacht Szczepana Twardocha. Wymowny przekaz, intrygująca fabuła i ciekawe podejście do tematu. Na pewno nie brak temu autorowi wyobraźni. Na drugą odsłonę „młodych gniewnych” przygotowano Kołyskę Rafała Chojnackiego. Pomimo ładnego stylu i sprawnie zarysowanej treści tekst ten wydaje się najmniej oryginalny, przez co wypada dość blado przy „gigantach”. Niemniej warto go przeczytać, być może wasze zdanie na ten temat będzie odmienne. Marcin Wroński w Mons 44 ukazuje nam kulisy powstania pewnego „cudu”. Jeśli chodzi o pomysł, tekst wyśmienity i wciągający. Polecam.
Najlepszym moim zdaniem utworem ze zbioru jest Sonderfuhrer Szymona Kazimierskiego. Spodobał mi się wątek łączący ideę filmów szpiegowskich, serialu „Z archiwum X” i narrację trochę jak z opowieści Lovecrafta.
Antologia została właściwie ułożona według zasady „uderzyć z grubej rury, ale nie mniej mocno zakończyć”. Jako dodatek specjalny możemy przeczytać króciutką anegdotę z udziałem wiejskiego herosa, Jakuba Wędrowycza, pt. Kontyngent. Nie każdemu odpowiada specyfika humoru Pilipiuka, ale tym razem autor mnie rozbawił.
Wydaje się, że Fabryka słów stawiając na naszych pisarzy trafiła w dziesiątkę. Na pewno pomysłodawcy serii antologii tematycznych mogą mówić o sukcesie, zwłaszcza że z każdą kolejną książką ich poziom wzrasta, a opowiadania są coraz ciekawsze, lepiej napisane i dobrane. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na bardzo ładne wydanie zbioru i budzącą respekt objętość. Deszcze niespokojne mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto docenia interesujące i porywające historie. Nie mówię tu wcale o miłośnikach tematyki wojennej, bo sam do takich nie należę, a przy lekturze bawiłem się przednio. Naprawdę warto.
|
|
|
|
|
|