Seria: 
 1  2  3 ...

 1  2  3 ...
Maja Lidia Kossakowska
Zbieracz Burz, t.2

Olga Gromyko
Wiedźma opiekunka, cz.2

Jacek Piekara
Sługa Boży - wyd.4

Maja Lidia Kossakowska
Siewca Wiatru - wyd.3

Olga Gromyko
Zawód: wiedźma cz.2 - wyd.2

Oksana Pankiejewa
Przekraczając granice

Jarosław Grzędowicz
Księga Jesiennych Demonów - wyd. 3

Miroslav Žamboch
Koniasz. Samotny wilk, t.1

William Nicholson
Niewolni

Andrzej Pilipiuk
Norweski dziennik 3: Północne wiatry - wyd.2

Krucjata, Księga 2
Eugeniusz Dębski

data wydania: styczeń 2008
ISBN-13: 978-83-60505-34-2
wymiary: 125 x 195
liczba stron: 464
oprawa: miękka
seria: Bestsellery polskiej fantastyki
cena: 29.99
zamów:
Science fiction i fantasy w jednym. Eugeniusz Dębski, twórca m.in. przewrotnych przygód rycerza Hondelyka zwanego Xameleonem, po raz kolejny zabiera Cię w fantastyczną podróż. A nawet w dwie podróże jednocześnie.
W XXVII wieku trwa wyprawa statku kosmicznego „Gwiezdny Szaman”. Uczestniczą w niej odhibernowani współcześni nam ludzie pod wodzą krewkiej Holenderki. W ich małej społeczności buzują emocje i uczucia, dojrzewają intrygi, tworzą się konkurujące ze sobą frakcje. Czy każdy z członków załogi w wystarczającym stopniu podoła trudom wieloletniej podróży? Czy będzie w stanie stawić czoła kolejnym wyzwaniom? Jednym z nich jest wspólne... kręcenie serialu fantasy, do którego załoganci na bieżąco tworzą scenariusz i w którym występują. A filmowi bohaterowie także wyruszyli na wyprawę – chcą odnaleźć przyczynę zniknięcia z ich świata magii. Każdy nosi w sercu własną tajemnicę...
Kontynuuj z bohaterami obie podróże. Pamiętaj, że Nemo – sztuczny intelekt zarządzający statkiem i filmem - może wiedzieć więcej niż wydaje się bohaterom. Czarując słowami Dębski nie ustaje w zabiegach, które komplikują relacje pomiędzy bohaterami i przynoszą zaskakujące rozwiązania. Dwa oddzielne wątki zbliżają się do siebie i przenikają. Podejmij wyzwanie podróży w obu światach. Przed Tobą przygoda. A nawet dwie.


Krucjata
Przemysław Wolny

Lawina
Jan Marek

Krucjata
Przemysław Wolny
Krucjata.Ks.2

: Wstrząsy, ruiny i zgliszcza
Jazda po wypalonej ziemi okazała się udręką. Każdy krok konia wzbijał w powietrze kłąb pyłu, siwego i dokuczliwego. Nie dało się inaczej jechać, jak w jednej linii. W wózku został tylko Onro, za radą Brou chłopak zasłonił sobie usta i nos chustą; jak dobry był to pomysł, widać było już po celii, kiedy pojawiły się na chuście pla­my pyłu. Kiedy wjeżdżali na pasmo zgorzeliny, Darys za­trzymał się nad jakąś ciemniejszą plamą na ziemi, potem przywołał okrzykiem najbliżej jadącego Brou.
Patrz — powiedział, wskazując dziwne zjawisko.
W pierwszej chwili plama po prostu miała nieco jaś­niejszy, nieregularny odcień, przyjrzawszy się jednak, można było rozpoznać kontur zwiniętego w kłębek za­jąca, nawet słuchy wyróżniały się barwą popiołu.
Kowal pokiwał głową.
— W kuźni też tak jest — jak coś długo stoi mię­dzy paleniskiem i ścianą, to po jakimś czasie masz tego taki niewypieczony cień — powiedział. — Postaw na przykład świecę, to za jakiś czas zniknie, a cień zostanie. Tylko że z żywej istoty to widzę pierwszy raz. Żar musiał być upiorny — wyparowała, nie ma kości, skó­ry, rogów…
— To zając, skąd ma mieć rogi? — prychnął Darys.
— 
Tak, lecz ja wcześniej widziałem takie plamy, tyl­ko nie domyśliłem się, o co chodzi, a to musiały być ko­zły, jelenie, może łosie, i ani krzty kopyta czy rogu nie zostało. Więc ogromny żar działał, ale krótko, jak błysk.
Darys zmrużył oczy.
— Dlaczego tak sądzisz?
— 
Gdyby ten żar działał długo, to najpierw spło­nęłoby ciało, potem cały popiół wypaliłby się do takiej samej jasnej barwy, jaka została po trawie i mchu, ale nie, został ciemniejszy, niewypalony, bo ciało spłonęło i w tym momencie żar już się przesunął dalej. — Prychnął przez chustę, by strząsnąć przywierający do niej po­piół. — Zaiste Bicz Ognisty! Nie ma co!

: Lodowy podmuch
Od zachodu nad horyzontem, do jednej trzeciej wy­sokości kopuły niebios, widniała ogromna gęba. Wyma­lowały ją jakby obłoki, ale wszystko w niej było wyra­ziste, ukazane tak dokładnie, z barwami i cieniami, że musiał istnieć jakiś inny, nieludzki oczywiście, sposób umieszczenia na niebie wizerunku.
W pierwszej chwili wydawało się, że to twarz sta­rej, złej kobiety, złudzenie narzucały wijące się, falujące włosy, ale zaraz potem twarz nabrała wyrazistości i sta­ła się zdecydowanie twarzą mężczyzny. Miał ostry, ha­czykowaty, długi jak dziób orła nos z wąskimi, jak po dźgnięciu ostrzem noża, szparami nozdrzy; poniżej nie­mal nie było warg, pojawiły się, dopiero gdy potworna zjawa poruszyła ustami. Nad okrągłymi oczami wzlaty­wały końcami ku górze gęste krechy brwi, falujące ni­czym ogromny kłąb węży włosy co i rusz przesłaniały czoło z trzema niebieskimi sierpami — bocznymi skie­rowanymi ku górze, środkowym skierowanym w dół — wymalowanymi czy wyciętymi w skórze. Lodowato sine źrenice patrzyły mgliście, usta poruszyły się i otworzyły, w mrocznym tunelu poruszył się karminowy język, war­gi ułożyły się w jakieś słowo.
— 
Kiedy tylko się to pojawiło — powiedział cicho Hok — wydawało mi się, że słyszę „Palan” czy „Dakan” albo…
— 
Waltan! — mruknął przez zęby Mag. — To mu­siało być Waltan…
— 
Też tak pomyślałem po chwili — przyznał Hok. — Ale nic więcej nie było. Tyle tylko, że na po­czątku to były bardzo mgliste zarysy, nawet pomyślałem, że śnię albo że to po prostu cudowny, przedziwny układ obłoków, zresztą bardziej przypominało to pysk wilka, potem jakoś się te rysy cofnęły, pysk się wciągnął… Tyl­ko ozór co jakiś czas się poruszał, a potem zaczęło dmu­chać jakby tym imieniem.
— Coś rozumiesz, Waltanie?
Mag pokręcił głową, ale bez przekonania, co widać
było nawet w półmroku. Od pytań uratowało go ryso­wane na niebie oblicze — usta otworzyły się szeroko, czerwony jęzor poruszył żmijowo i cofnął, krecha ust rozciągnęła w szerokim, krzywym, złośliwym uśmiechu, a z rozszerzonych nozdrzy wymknęły się i skierowały ku ziemi dwa wąskie białe obłoczki.
Chwilę wszyscy obserwowali niebo, potem twarz za­
falowała, drgnęła i zniknęła.

Wilkman: Valkiria
Już na wstępie można powiedzieć, że autor ma fach w ręku. Książka jest napisana lekko i z polotem. Twórcy inteligencji i pomysłów nie brak. Doskonały, całkowicie poprawny język, kontrastujący z tym używanym przez fanów Dębskiego na forach i blogach poświęconych jego twórczości, to prawdziwy balsam dla spragnionego odrobiny gramatycznej poprawności recenzenta popkultury.
Przyznam, że książka ma sporą „czytelność”. Niezła fabuła, odrobina napięcia sytuacyjnego, ciekawy świat przedstawiony i kipiący potencjałem temat, zachęcają do sięgnięcia po Krucjatę Dębskiego.


Wirtualna Polska Poltergeist Gildia Fahrenheit Valkiria Elkander Paradoks