|
|
|
Apokalipsa według Pana Jana Robert J. Szmidt
|
 |
|
| data wydania: |
maj 2008 |
| ISBN-13: |
978-83-7574-008-0 |
| wymiary: |
125 x 195 |
| liczba stron: |
400 |
| oprawa: |
miękka |
| seria: |
Asy polskiej fantastyki |
| cena: |
29.99 |
| zamów: |
|
|
|
Prawda o kłamstwach wodzów! Klasyka literatury postapokaliptycznej! Polska dwa lata po nuklearnym piekle. Świat ruin, gdzie pieczony szczur to nie lada przysmak, a włosy i gładka skóra znamionują wyklętych.„Wybrańców”, którym dane było dni zagłady przeczekać w przeciwatomowych schronach. Pan Jan ma wizję. Supermocarstwowej Czwartej Rzeczpospolitej odbudowanej na zgliszczach wypalonej nuklearnym ogniem Europy. Do rządzonego przez niego żelazną ręką Wrocławia wjeżdżają pancerne kolumny „Wybrańców”. Wraz z nimi notable żądni powrotu do władzy. Doborowe oddziały stają przed tłumem skazanym na powolną śmierć od ran i promieniowania. Rozpoczyna się podstępna gra, której stawka jest większa niż życie. Utopia staje się rzeczywistością, a rosnąca armia postnuklearnego dyktatora rozszerza granice Wolnego Miasta Wrocław. Jednak na drodze do urzeczywistnienia planu podboju świata staje nie tylko niezależna Wielkopolska, ale i inny, kto wie, czy nie groźniejszy przeciwnik...,
|
 |
|
|
 |
|
Apokalipsa według Pana Jana
|
 |
 |
|
|
Apokalipsa według Pana Jana
|
 |
 |
|
|
Apokalipsa według Pana Jana
|
 |
 |
|
 |
| : Szanowny Panie Janie
|
|
– Czy bez okularów nie czuje się pan nieco nieswojo? – rzucił Paweł. – Założę się, że w tym półmroku nie widzi pan za dobrze. Chociaż dwie dioptrie to jeszcze nie tragedia, chyba że wada wzroku pogłębiła się ostatnimi czasy. – Nie rozumiem, o czym pan mówi. Z moim wzrokiem jest wszystko w porządku. – Tak? To proszę powiedzieć, ile palców pokazuję. – Paweł z jadowitym uśmieszkiem wyciągnął przed siebie dłoń w sposób uznawany za obelżywy. Burmistrz nie zareagował, ale było widać, że niepokoją go szmery cichych komentarzy dobiegających z sali. – Jeśli nawet nie widzę za dobrze – powiedział po chwili – niczego to nie oznacza. Gdy nie ma prądu i spędza się wiele czasu przy ogniu, wzrok się łatwo psuje. Pan jako lekarz powinien doskonale o tym wiedzieć. – Sęk w tym, że nie jestem lekarzem, panie Sobieszczuk. Te słowa wywołały zamierzony efekt. W jednej sekundzie spokojne oblicze Burmistrza zamieniło się w zastygłą maskę, ale nie było na niej nawet śladu przerażenia, co najwyżej niepokój. Szmer rozmów nasilił się. Widziałem, że Paweł uśmiecha się znowu. Jak na razie prowadził w tej walce. – Jak pan mnie nazwał? – Ze słuchem też ma pan problemy? – zapytał kąśliwie Zawadzki. – Dobrze, będę mówił głośniej. Drodzy mieszkańcy Wrocławia, pozwólcie, że opowiem wam krótką historię życia człowieka, który pojawił się między wami, tworząc legendy o Wyklętych. Według niego sprowadzili oni na was katastrofę, sami bezpiecznie czekając na lepsze czasy. To nieprawda! Otóż wasz Pan Jan, czy jak chcecie, Burmistrz, jest jednym z prawdziwych sprawców plag, jakie spadły na nasz kraj! Przed wojną był doradcą ministra obrony narodowej i to spod jego ręki wyszedł szalony plan ataku na Ukrainę. Plan, który wielu opiniowało negatywnie, ale koledzy Pana Jana za nic mieli rady fachowców. Wojna oznaczała zwłokę w terminie wyborów, które odsunęłyby ich od władzy. Podjęli więc ryzyko, za które tylko wy mieliście zapłacić. Teraz szanowny Pan Jan, noszący kiedyś nazwisko Sobieszczuk, likwiduje wszystkich, którzy mogliby go zdemaskować. Radzymin jest daleko i zanim rząd wylezie ze swojej nory, mogą minąć jeszcze długie miesiące. Zresztą to wszystko kompani waszego Burmistrza. Jedynym zagrożeniem jest grupa wyższych oficerów dowodzących Bastionem. I akta, które tam się znajdują. Akta człowieka, który zniszczył to miasto, ten kraj, a może nawet o wiele więcej. Człowieka, który wie o magazynach broni biologicznej w Strzelinie – sam je przecież polecił założyć. Nie ma tam wiele gazu PG, ale czy nie wystarczy go do zlikwidowania wszystkich świadków żyjących w mrowisku Bastionu? Czyż nie tak, panie dyrektorze Departamentu Studiów Strategicznych, docencie Janie Sobieszczuk?!
|
|
|
 |
| Marzena Władaczyńska-Kowalska : Wirtualna Polska
|
|
Książka napisana z pomysłem, której fabuła toczy się głównie w umysłach bohaterów. Pokrętne osobowości, prawdziwi wybrańcy spośród rozmaitości ludzkich zachowań poddani zostają najważniejszej próbie. Tej, która miesza ze sobą godność i pragnienie zemsty. (...) Powieść dobrze się czyta, jest inteligentna, może najwyżej trochę radzić specyficznym językiem autora, ale nie warto jej ominąć. Jednakże spychanie jej wyłącznie w ramy tzw. fantastyki jest grubym niedopowiedzeniem. To studium bólu i brzydoty, które zetknięte z aniołami protestuje przeciwko czyimkolwiek wyborom.
|
|
| Tomek 'Tomazzy' Podwysocki: Poltergeist
|
|
Akcja prze do przodu niczym rozpędzony T-34 , co krok kolejne wydarzenia zaskakują nas i skłaniają do dalszego zgłębiania się w lekturę, co chwila pojawia się coś nowego , a odpowiedź znajduje się na następnych stronach i tak, nim się obejrzycie jest środek nocy, a wy macie w perspektywie tylko kilka godzin snu. (...)
Jest napisana lekkim piórem i zarazem nie zmusza nas do przyjęcia niskiego poziomu intelektualnego. Podobnie jak Sapkowski , Szmidt nie komentuje wszystkich wypowiedzi postaci i nie dodaje kwiecistych opisów ich mimiki, o ile nie jest to konieczne.
Porównanie fabuły do T-34 na początku tego akapitu, było nie przypadkowe. Miłośnicy militariów i wszystkiego co kręci się wokół wojskowości znajdą w tej książce wiele dla siebie i to podane (z perspektywy średnio zapoznanego w tej tematyce) w sposób fachowy, a zarazem ciekawy.
|
|
| Łukasz Golowanow: Konflikty.pl
|
|
Siłą powieści jest to, że akcja rozgrywa się w realiach stuprocentowo polskich i, jak już wspomniałem, niezbyt odległych w czasie. Nie ma mechów i energolaserów. Nasi żołnierze mają lub odnajdują czołgi Twardy 2, śmigłowce Sokół 2, samoloty F-16, a bodaj najnowocześniejszym uzbrojeniem przechowywanym w Bastionie są bliżej nieopisane samobieżne wyrzutnie rakiet SOW.
|
|
| Click!: Click!
|
|
Szmidt pisze (...) sprawnie, barwnie i z kapką wisielczego humoru. Jeśli szukasz dobrej akcji, sięgnij po tę książkę.
więcej w papierowym wydaniu magazynu Click! Nr 08/2008
|
|
| Bazyl: Tawerna RPG
|
|
|
"Apokalipsa..." jest znakomitą powieścią dla fanów prozy militarnej, postapokalipsy i fantastyki ogólnie. Przesączona humorem, z bardzo ludzko zarysowanymi postaciami i zwyczajnym realizmem jest książką, którą naprawdę warto przeczytać. Tym bardziej, że właśnie ona była inspiracją dla Andrzeja Ziemiańskiego, do napisania opowiadań w podobnym klimacie, jak choćby nagrodzony Zajdlem "Autobahn nach Poznań". Każdy szanujący się fan postapokalipsy powinien to znać!
|
|
| Bartosz 'Zicocu' Szczyżański: Poltergeist
|
|
Głównym atutem książki jest coś innego – zadziwiający realizm scenariusza wydarzeń. Zapewne czytelnik nie będzie żył po lekturze w strachu, że na Warszawę wkrótce spadną ukraińskie głowice atomowe, ale z pewnością będzie mógł on stwierdzić "tak mogłoby być" - co może być powodem do dumy wśród zalewu niedorzecznych wizji postapokaliptycznych. Przez lwią część tekstu Szmidt raczy nas dwutorową narracją, dzięki czemu nie nuży czytelnika, raz dając mu ochłonąć od pędzących wydarzeń, raz podkręcając ich tempo. Fabuła rozwija się dosyć równomiernie, choć pojawiają się intrygujące zwroty akcji. Spodobała mi się mocno wyeksponowana trójdzielność tekstu – z wyraźnym i niedługim prologiem, potężnym rozwinięciem i zamykającym wszystkie wątki, niezwykle interesującym zakończeniem. Natomiast trochę zdziwiło mnie, że autor nie zdecydował się na podzielenie książki na rozdziały – powieść jest dosyć długa (prawie czterysta stron), ale dzięki przeskokom narracyjnym możemy bez problemu przerwać w dowolnym momencie. Nie sądzę jednak, żeby było to potrzebne – książka wciąga tak, że da się ją przeczytać praktycznie za jednym zamachem.
|
|
| Bogdam Wojdyła: Angora nr 25/06.2008
|
|
Pan Jan, burmistrz Wolnego Miasta Wrocławia, idzie jak burza, przyłączając inne polis. Jego złoty sen o potędze może zniszczyć chińska szarańcza, którą głód gna ku Europie. Idą jak w starym dowcipie: na prawym skrzydle 10 milionów, na lewym skrzydle tyle samo, a pośrodku czołgi. Oba... Bardzo sympatyczna i lekko podana, niemal rozrywkowa opowieść, ale tematyka, brr, skóra cierpnie. Scenariusz, niestety bardzo prawdziwy. Wszak pomimo różnych akcji rozbrojeniowych ludzkość nadal siedzi na beczce prochu, a ambitnych dyktatorów nie brakuje.
|
|
| Marcin Hęclik: Studentnews
|
|
Nietypowa książka. Szmidt bez wątpienia dobrze kreśli swoje postacie. (...) udaje mu się bardzo dobrze budować napięcie. Wątki nie są przewidywalne, nie powielają znanych z tysięcy podobnych publikacji schematów. Dodatkowo realizmu dodają bardzo dobre opisy scenerii w jakiej rozwija się akcja, a i znajome dla każdego nazwy miejscowości wzmacniają ten efekt. Bez wątpienia Szmidt umiejętnie wprowadza zwroty akcji. Interesująco nakreśla możliwe watki, pokazuje co by było gdyby… A akcja sama w sobie jest bardzo szybka i na koniec przychodzi rozczarowanie, że to koniec lektury. To bez wątpienia książka wyróżniająca się na tle innych pozycji Fantasy/S-F.
|
|
| Marcin „Sharn” Byrski: Valkiria
|
|
Powieść Szmidta to kawał dobrej, mocnej literatury. Świetny pomysł, niezła fabuła i wykonanie oraz bardzo dobrze wykreowani bohaterowie. Szkoda, że, jak już wspomniałem, autor nie pokusił się o rozbudowę wątków, bo książkę czyta się szybko i chciałoby się dostać więcej. Oczywiście nie można nie wspomnieć o ilustracjach do książki autorstwa Dominika Brońka. Są jak zwykle bardzo dobre, choć tym razem przyćmiewa je genialna okładka Marka Okonia. Aż dech zapiera i pobudza wyobraźnię. Zresztą, co tu się rozpisywać. Trzeba zobaczyć.
|
|
|
|
|
|