Wielka księga horroru, t.2 Glen Hirshberg, Caitlín R. Kiernan, F. Gwynplaine MacIntyre, Richard Christian Matheson, David Morrell, Kim Newman, Geoff Ryman, Don Tumasonis
Być może, nienazwane nie może mieć imienia. Nigdy.
Być może, my, ludzie, dumni władcy własnych krain, jesteśmy tylko kruchymi lalkami. Marionetkami, które wciąż i wciąż grają w jakimś opętanym teatrze, budząc ledwie śmiech diabła…
A gdy wreszcie oswoimy swój świat, nazwawszy go poznanym i bezpiecznym, w jednej przenikającej chłodem sekundzie coś lub ktoś roznieca nowy spektakl przerażenia. Jak nieskończenie wiele ludzkich światów, tak nieskończoną jest liczba lęków…
Spis treści: Don Tumasonis - Rzucony
Caitlin R. Kiernan - Wszystkie domy zniknęły, zalało je morze David Morrell - One F.Gwynplaine MacIntyre - Mechaniczny horror
Richard Christian Matheson - Szafki
Geoff Ryman - Piękna córka Pol Pota Glen Hirshberg - Uśmiech diabła
Kim Newman - Człowiek, który wysiadł z Pociągu Duchów
– Psy Boga – mówił tatko. – Tak je nazywają Indianie.
– Czemu? – zapytała Judith.
– Bo są praktycznie niewidzialne. Tylko Bóg je widzi.
– Jak wyglądają? – chciał wiedzieć Daniel.
– Głuptas – odpowiedziałam. – Skoro tylko Bóg je widzi, skąd ktokolwiek może wiedzieć, jak wyglądają?
– Cóż, ludzie widzieli je parę razy – wyjaśnił tatko. – Są brązowe. Mają spiczaste uszy i czarne czubki ogonów.
– A jak są duże? – zapytała Judith, obejmując się ramionami.
– Trochę większe niż Chester. – Chester to był nasz pies. – Przypominają psy, ale można je poznać po tym, że biegnąc, kulą ogon pod siebie, a psy zadzierają do góry.
– Ktoś tu chyba dobrze im się przyjrzał – zauważyłam.
Tata skinął głową.
– Widziałem jednego dawno temu. Zanim spotkałem waszą matkę. Siedziałem sam przy ognisku. Wyłonił się z ciemności i patrzył, stojąc na granicy światła. Musiał wywąchać królika, którego gotowałem. Po chwili zawrócił. Zanim zniknął w ciemności, oglądnął się na mnie, jakby mnie o coś obwiniał.
– Bałeś się? – zapytał Daniel.
– Pora spać – oświadczyła mama. Rzuciła tatkowi zdecydowane spojrzenie.
Wszystko umknęło z mojego umysłu oprócz Jacovy Angevine i jej wyznawców – o ile można ich tak nazwać – odzianych w biel, a także istoty, którą widziałem na ołtarzu, kiedy byłem tu jeden jedyny raz, w świątyni Otwartych Wrót Nocy.
Zapytałem o to kilka tygodni przed końcem, podczas naszej ostatniej wspólnej nocy. Skąd ona się wzięła, kto ją zrobił. Jacova przez chwilę leżała bardzo spokojnie, słuchając fal lub tylko zastanawiając się, która z odpowiedzi mnie zadowoli. W świetle księżyca wpadającym przez motelowe okno wydawało mi się, że się uśmiecha, ale nie byłem pewien.
– Jest bardzo stara – odezwała się w końcu. Już niemal zasypiałem i musiałem się na powrót rozbudzić. – Nikt żyjący nie pamięta, kto ją zrobił. Myślę jednak, że naprawdę istotne jest tylko to, że została zrobiona.
– Jest obrzydliwa jak cholera – wymamrotałem sennie.
– Wiesz o tym, prawda?
– Jasne, ale ukrzyżowanie też jest. A także krwawiące posągi Marii Panny i wizerunki Kali. I egipskie bóstwa o głowach zwierząt.
– No dobra, nie kłaniam się żadnemu z nich – odpowiedziałem coś w tym rodzaju.
– To, co boskie, zawsze jest odrażające – wyszeptała, po czym odwróciła się do mnie plecami.
Przed chwilą byłem w magazynie na Pierce Street, prawda? A teraz leżę w łóżku z prorokinią z Salinas. Ale nie będę rozpaczać, bo nie ma powodu, żeby się skupiać na jednej rzeczy, żeby przystosować się do restrykcyjnej iluzji linearnej narracji. To nadciąga. Nadciągało cały czas. Jak powiedział Job Foster w czwartym rozdziale Ostatniego lichwiarza Bodega Bay: „Ja tylko tak opowiadam historie, przecież wiesz. Zaczynam od początku. Niczego nie opuszczam”.
Gówno prawda, oczywiście. Podejrzewam, że nieszczęsny Job Foster o tym wiedział i że ja też to wiem. Zadaniem pisarza nie jest „opowiedzieć wszystko”, a nawet zadecydować, co zostawić, lecz czego nie powiedzieć. Cokolwiek zostanie, ta skromna suma boskiego podziału to przeklęta chimera, którą nazywamy „opowieścią”.
Nie buduję, lecz tnę. Wszystkie historie, czy to ogłaszane prawdziwymi, czy to uznane za fałsz, są fikcyjne, oderwane od jakichkolwiek obiektywnych faktów poprzez wspomniane cięcie. Kilogram ciała. Stos trocin. Niepotrzebne odłamki marmuru z Carrary. Same resztki. Przeklęty człowiek w pustym magazynie.
Zostawiłem otwarte na oścież drzwi, nie miałem odwagi zamknąć się w tym miejscu. Zrobiłem już kilka kroków. Pod butami głośno chrzęściły odłamki szkła z rozbitego okna, kruszące się w pył, gdy przypomniałem sobie o latarce, którą miałem w kurtce. Jednak jej blask ledwo rozjaśnił ciemność, niemal wcale, przypomniał mi tylko o oślepiających białych promieniach z Tiburona II sunących po mule na dnie kanionu. No dobrze, pomyślałem, przynajmniej coś widzę, o ile jest tu cokolwiek, co można zobaczyć. Jakiś inny, nie tak znajomy głos w mojej głowie natychmiast zażądał odpowiedzi, czemu, u diabła, chciałbym w ogóle coś zobaczyć. Drzwi otwierały się na wąski korytarz, betonowe ściany w kolorze miętowej zieleni i niski sufit. Przeszedłem nim do końca – nie więcej niż dziesięć metrów, najwyżej dziesięć – mijając puste pomieszczenia, w których kiedyś mogły znajdować się biura, i dotarłem do otwartych stalowych drzwi oznaczonych blednącym pomarańczowym napisem tylko dla personelu.
– To jedynie pusty magazyn – wyszeptałem, oddychając głośno. – To wszystko, pusty magazyn.
Antologie opowiadań grozy, choć na całym świecie cieszą się gigantycznym powodzeniem, w Polsce wciąż ukazują się sporadycznie. (...) Tym bardziej cieszy „Wielka księga horroru”, dwutomowy wybór opowiadań dokonany przez brytyjskiego pisarza, scenarzystę i redaktora Stephena Jonesa.
(...) Antologia nie została ułożona pod jakąś wymyśloną tezę – jej autorowi wystarczyło, że opowiadania skutecznie straszą. Rewelacyjnie wypadł w króciutkim tekście Matheson. Jego zajmujące raptem dwie strony opowiadanie „Szafki”, w którym pewna kobieta nie potrafi zmusić się do jedzenia, to kwintesencja
inteligentnego horroru.
(...) całość gwarantuje niezłą zabawę. Tym oczywiście, którzy lubią się bać.
Wielka Księga Horroru, t.2 jest pozycją książkową, którą warto mieć w swojej biblioteczce, ponieważ pokazuje, że współcześni twórcy potrafią zadziwić tym, co mają do zaoferowania, jednocześnie nie powielając znanych już wcześniej w literaturze schematów. Czy jest to dzieło ambitne? Ciężko stwierdzić, lecz mimo wszystko dostarcza czytelnikowi zróżnicowanych emocji, co się chwali.
Cieszy mnie to, że mogłem przeczytać tą antologię, ponieważ ewidentnie oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, ba! czasem powoduje rozedrganie emocjonalne, połączone z fantastycznymi obrazami, tworzącymi się w umyśle czytającego. Polecam ten zbiór opowiadań wszystkim, którzy chcą poczuć na właśnie skórze, czym jest atramentowy strach.