Przeznaczenie odnajdywało go zawsze i wszędzie. Tym razem przybywa na skrzydłach wojny totalnej. Wyziera z grymasu gęby wojownika... Dla Jiga niepokojąco wręcz znajomej.
Skrępowany powrozami niczym balerony, ekspedycyjny korpus goblinów bystrych inaczej, rusza by chcąc, nie chcąc, wkroczyć na arenę światowego konfliktu.
Misja to - delikatnie mówiąc - samobójcza. Pozostaje więc ucieczka, stara i szlachetna goblinia tradycja. Niemal tak stara, jak śmierć od elfich strzał.
– Jig, za mną – warknęła wódz i nie czekając na odpowiedź, pokuśtykała w stronę jednych z nielicznych drzwi w grocie. Osadzenie drewnianej framugi w skale nie było prostą sprawą, ale Golaka robiła pastę, która pozwalała umocować belki do kamienia.
Rosnąca na mieszance pleśń wczepiała się w oba materiały, umożliwiając goblinom odgrodzenie kilku mniejszych pomieszczeń od głównej pieczary. Drzwi do kwatery wodza jako jedyne zaopatrzono dodatkowo w zamek.
Grell złapała za skrzydło obiema rękami, a gobliny zgodnie skrzywiły się na dźwięk zgrzytającego po skalnej podłodze drewna. Jig już wyciągał rękę, aby jej pomóc, ale błysk w oku przywódczyni ostudził jego zapędy.
– Dziękuję, ale potrafię jeszcze otworzyć własne drzwi – prychnęła.
Wreszcie udało jej się uchylić skrzydło na tyle, by wślizgnąć się do środka. Pojedyncza syfnia oblewała zagracone wnętrze mdłym, zielonkawym blaskiem. Obok siennika ze skóry nietoperza leżała kupka różnorakiej broni.
Grell z głośnym stęknięciem usiadła na posłaniu, który to proces był niezwykle skomplikowany i obejmował pełną gamę sapnięć oraz mamrotania, a ponadto wymagał kilkakrotnego przestawiania kul.
Wreszcie wódz, umościwszy się wygodnie, naciągnęła aż pod brodę futro z kota tunelowego.
– Może Jig Smokobójca pokieruje na razie goblinami, a ty sobie odpoczniesz? – podsunęła Relka, z wysiłkiem zamykając za sobą drzwi.
Grell otworzyła oczy.
– A może ty znajdziesz mi jakieś wygodne miejsce na moje laski? – Sięgnęła za materac, wyciągając gliniany garnek. Jig, uderzony zapachem stęchłego piwa klakowego, zmarszczył nos.
– Niech smok kopnie cały ten śnieg i wiatr. Wystarczy zmiana pogody, a stawy puchną mi jak pijawki na ogrzym tyłku. I przez te wygibasy na lodzie chyba zrobiłam sobie coś w kolano.
Jig usiadł przy posłaniu, odsunął futro i położył rękę na nodze wodza. Czuł, jak pod dłonią zgrzytają stawy, a rzepka wskakuje w panewkę.
Ciągle leczył Grell z tej czy innej dolegliwości, ale efekt nigdy nie utrzymywał się długo. Czy to możliwe, że magia Ciemnogwiazdego zawodziła? Ale przecież inne gobliny dało się wyleczyć na stałe. Oprócz przyjaciół Relki. No, ale skoro przerywa się wojownikowi obiad, żeby zaśpiewać hymn do Tymalousa Ciemnogwiazdego, trudno się potem dziwić sińcom wielkości talerza na twarzy.
Ciepło boskiej mocy przepływającej przez dłonie w trakcie leczenia wygoniło z palców resztki chłodu. Mogę uleczyć urazy, których nabawiła się na lodzie, ale to nie pomoże na długo. Ból wróci.
Głos Tymalousa Ciemnogwiazdego, boga Jesiennej Gwiazdy, brzmiał dziwnie; był dużo łagodniejszy niż zazwyczaj.
Po przeżyciach z „Drogą goblina” tom trzeci, „Wojna goblina”, wciągnął mnie od pierwszych stron. Akcja od razu rusza z kopyta, wywracając cały dotychczasowy świat do góry nogami. (...)
Na wielki plus autorowi „Wojny goblina” należy policzyć zmianę scenerii i konwencji – zamiast heroic fantasy spod znaku dzielnych i (nie)wesołych drużyn i questów Jim C. Hines wziął na ruszt heroic fantasy spod znaku bitew i potyczek, każąc goblinom opuścić bezpieczną górę i stanąć do walki w szczerym polu, by móc w ten sposób ukazać makabryczno-komiczny świat prawdziwych wojowników i przy okazji rozprawić się z kolejnym zestawem stereotypów. (...) Wyjście poza świat gobliniej góry, subtelna zmiana konwencji, rozbicie narracji na dwa tory, jak również nawiązanie do poprzednich tomów i bardzo zgrabne domknięcie rozpoczętych w nich wątków to, obok wciąż trzymającego poziom humoru, największe zalety „Wojny goblina”.
Polecam książkę autorstwa Jima C. Hinesa. Jestem pewien, że zamieni ona długie i nudne zimowe wieczory w ciekawie spędzony czas. Co więcej, przeniesie czytelnika do krainy, do której zwykły człowiek nie ma wstępu. To kraina goblinów, gdzie gotowanie mięsa traktowane jest jako barbarzyństwo, a savoir- vivre jest nieznanym pojęciem.
Dobrze Hines zrobił, że przeniósł akcję z jaskiń na powierzchnię. Gdyby fabuła opierała się znowu na motywie „coś atakuje naszą jaskinię, Jig sobie z tym w końcu poradzi”, mogło by się rozbić nudno. A tak autor miał pole do popisu i moim zdaniem wywiązał się z zdania bardzo dobrze. W powieści jest – dzięki Bogu – mnóstwo humoru, opartego nadal, choć nie wyłącznie, na stereotypach. Jig z pozoru jest typowym przedstawicielem swojego gatunku – może poza tym, że jest nawet jak na goblina pokurczem. Uważa honor za głupotę, ucieczkę za najlepszą drogę do rozwiązania większości problemów, wbijanie noża w plecy za doskonały sposób radzenia sobie z wrogami. A jednak jest wyjątkowy i, mimo woli, zawsze zostaje bohaterem.
Trzecia część przygód Jiga, jak przystało na każdą dobrą trylogię, obfituje w sceny batalistyczne, epickie walki, długie podróże w stronę gór, rozsiane wszędzie zniszczenie i groza oraz nieszczęścia sprowadzone na beztroskie krainy przez metafory wybujałego rozwoju przemysłu. Innymi słowy - autorzy fantasy - w tym wypadku Jim C. Hines - po raz kolejny udowadniają nam, że ucywilizowanie nie niesie ze sobą niczego dobrego.
Z ciekawszych „mądrości” zawartych w książce - pojawiają się wątki zupenie obce goblinom - na przykład: miłość rodzicielska, bycie nieustraszonym czy, khm... rozsądek - ale nie pozwólcie by zepsuły Wam one przyjemność z czytania Wojny goblina.
Książkę Hinesa można uznać za dobrze napisaną, solidną fantastykę, przyjemną lekturę zarówno dla młodszego, jak i starszego czytelnika. Można jednak zauważyć w niej wyraźne cechy pastiszu, kpiny z pewnych elementów fantastyki, które dla wielu pisarzy stały się, niestety, standardami. Autor kpi przede wszystkim z napuszonej i patetycznej heroic fantasy. U Hinesa herosi są przede wszystkim obecni jako kupki kości, zalegające goblinie tunele, tudzież jako wspomnienie przekąski na goblinim stole. Zamiast wędrówki elfa, człowieka i krasnoluda polujących na smoki i inne kreatury, aby uratować świat, mamy rozpaczliwe i nieudane próby ucieczki goblinów, które chcą ratować własną, niebieską skórę. W książce Hines’a obrywa się także innemu gatunkowi fantastyki – splatterpunkowi, celującemu w szokowaniu obrzydliwością. W „Wojnie goblina” to, co powinno być obrzydliwe, jest wyłącznie komiczne – np. opisy kanibalizmu czy licznych okaleczeń jakim ulegają bohaterowie.
Czytelnik znający literaturę fantastyczną bez trudu zauważy to mruganie okiem autora i odczyta elementy gry gatunkami, zapożyczenia z klasyki, kpinę i pastisz. W książce można też wyczuć nutę specyficznego, lekko dekadenckiego humoru, przywodzącą na myśl utwory Terry’ego Pratchetta. A to bardzo dobry wzorzec.
Hines w trzeciej odsłonie przygód naszego przesympatycznego goblina, postawił sobie za zadanie przybliżenie nam postaci Tymalousa - Zapomnianego Boga. Każdy z rozdziałów rozpoczyna się retrospekcją przybliżającą czytelnikowi genezę tułaczki boga, jego historię, oraz to w jaki sposób losy "Boga spod Ciemnej Gwiazdy" skrzyżowały się z losami Jiga. Cała historia Tymalousa Ciemnogwiezdnego znakomicie dopełnia dotychczasowe przygody goblina i nadaje im pewnego smaczku. Autor zdecydowanie skusił się na "empiryczne" definiowanie [o ile można empirycznie zdefiniować boga :)] stworzonego przez siebie świata, przez szczegółowe opisywanie głównych postaci i lokacji w kolejnych tomach. Trzeci tom dopełnia całość zamykając historię świata pełnego potworów, ludzi i bogów.
Pomimo doroślejszego potraktowania historii wciąż jest się z czego śmiać. W dalszym ciągu źródłem humoru jest nienajlepsza koordynacja ruchowa Jiga i jego skłonność do wycofywania się na z góry upatrzone pozycje, ale ten humor jest o klasę lepszy niż w poprzednich częściach. I choć zabawnych sytuacji jest mniej, to bawią bardziej niż dotychczas. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to najzabawniejsza część cyklu.
(...) Podsumowując: warto. Jeśli potrzebujesz rozrywki, ta książka z pewnością zapewni ci godziwą jej ilość.
Autor zmierzył się z poważniejszym tematem niż w poprzednich tomach. Wykorzystał Jiga, by powiedzieć coś więcej, by zahaczyć o rzeczywistość i dać do zrozumienia, że można coś zmienić. (...) warto „Wojnę Goblina” przeczytać, szczególnie, jeśli miało się wcześniej okazję zapoznania się z poprzednimi częściami niewiarygodnej historii cherlaka Jiga i jego ognistego pająka Ciapka. Jig się nie zmienił: nadal jest pokraczny, niezdarny i najchętniej zostawiłby wszystko i uciekł w najgłębsze tunele swojej ukochanej góry. Jednak jego spryt i, jak na goblina, wyjątkowa wrażliwość na los innych powodują, że pojawia się dokładnie tam, gdzie za nic w świecie nie chciałby być. To sprawia, że humor, tak znany nam z wcześniejszych tomów, pojawia się nadal, i choć jego dawka jest znacznie ograniczona, warto przybliżyć sobie tę historię i spróbować podejść z niepoważnymi goblinami do poważnego tematu.